Polisa lokacyjna - alternatywa dla lokat "antybelkowych"

W blogosferze powstała wrzawa po zapowiedziach Ministerstwa Finansów i likwidacji furtki pozwalającej na niepłacenie podatku od zysków z oszczędności. Sytuacja taka ma miejsce w przypadku lokat z kapitalizacją dzienną, jeżeli dzienne odsetki są nie wyższe niż 2,49 zł. Kwota podatku jest zaokrąglana do pełnych złotych, czyli podatek (19%) w wysokości 0,49 zł nie jest pobierany, gdyż zaokrąglenie daje wynik zerowy.

Od lipca ma się to zmienić. Kwota podatku będzie zaokrąglana do groszy, w związku z czym lokaty antybelkowe przestaną istnieć. Na szczęście, istnieje alternatywa w postaci polisy lokacyjnej.

Polisa lokacyjna działa na podobnej zasadzie jak lokata z tą różnicą, że zamiast umowy lokaty, wypełniany jest wniosek o ubezpieczenie. Jako że podatek Belki nie dotyczy sfery ubezpieczeniowej, zyski z takiej poliso-lokaty nie są opodatkowane. Firma ubezpieczeniowa wypłaca kwotę lokaty wraz z odsetkami po upływie ustalonego terminu.

Wady takiego rozwiązania to mała ilość ofert na rynku (lecz niedługo może się to zmienić) oraz mniej korzystny system gwarancji (Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny), który w przypadku upadłości ubezpieczyciela zapewnia zwrot w wysokości 50% środków do wysokości 30 tys. euro. W przypadku lokaty bankowej (Bankowy Fundusz Gwarancyjny) w razie upadłości banku zwraca się 100% środków do wysokości 100 tys. euro.

Platforma Obywatelska szła do wyborów parlamentarnych w 2007 roku z obietnicą likwidacji podatku Belki, który teraz udoskonala. Dziś, zamiast skupić się na cięciach wydatków poprzez likwidację przywilejów wybranym grupom społecznym, rząd kombinuje jak tu zwiększyć dochody, zabierając wszystkim (podwyżka VAT). Jak dla mnie, liberalizm rządu Donalda Tuska ostatecznie umarł wraz z propozycją zmian w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Przed wyborami w tym roku czas więc szukać alternatywy.