Najgłupsze podatki wszechczasów: podatek od posiadania psów

Biedne zwierzaki. Gdy ludziom kończą się pomysły z opodatkowywaniem samych siebie, biorą się za inne żywe istoty na tym świecie. Niedługo pewnie powstaną podatki od kotów, myszy w piwnicy, zabitych komarów czy rozdeptanych mrówek. Zawsze znajdzie się jakiś pretekst do opodatkowania. Obecnie cierpią jedynie pieski. Do cyklu wystrzałowo głupich podatków w historii dołącza więc dziś podatek od posiadania psów.

W Polsce obowiązywał do końca 2007 roku, później został zastąpiony opłatą od posiadania psów. Różnica między podatkiem a opłatą w tym wypadku jest naprawdę niewielka i polega na tym, że przedtem gminy nie mogły zrezygnować z ustanowienia daniny, teraz jest to fakultatywne, czyli od decyzji gminy zależy czy opłata będzie w niej obowiązywać. Podatek miał charakter lokalny, to znaczy wszystkie dochody z tego tytułu szły do budżetów gmin.

A jakież to były dochody! We Wrocławiu, mieście liczącym ponad 500 tys. mieszkańców, dochody z podatku wyniosły w 2003 roku około 300 tys. zł, co stanowiło 0,02% dochodów ogółem. Nic dziwnego, że nawet niektóre gminy postulowały zniesienie podatku, gdyż ponosiły większe koszty związane z jego ściąganiem.

Przedmiotem opodatkowania było posiadanie psa, a podmiotem był właściciel czworonoga (wyłącznie osoba fizyczna). Jak na tak podatek o tak marnym znaczeniu fiskalnym posiadał on rozbudowany katalog zwolnień.

Warto też zadać sobie pytanie: po co w ogóle wprowadzono ten podatek, bo z pewnością nie z powodu zwiększenia dochodów jednostek samorządu terytorialnego? Podatek miał rozwiązać problem psich kup w parkach i innych miejscach publicznych, ale to chyba nie było właściwe posunięcie. Wprowadzenie opodatkowania zwierząt powoduje, że te zwierzęta częściej lądują w schroniskach, bo ich właściciele nie chcą płacić lub nie stać ich na utrzymanie kolejnej głowy w rodzinie.

Psiakrew, wszystko zaczyna się i kończy się na polityce. Naprawdę dziwię się politykom, którzy wprowadzają takie podatki. Niewiele korzyści one wnoszą, a ile szumu i śmiechu dookoła.