Ulga na dzieci preferencją dla bogatszych

Ulga na dzieci została wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości w 2007 roku. Projekt, poza propagandowym wzrostem poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego, miał na celu być elementem polityki prorodzinnej państwa i spowodować wzrost liczby urodzeń dzieci, czyli uchronić Polskę przed ujemnym przyrostem naturalnym. Co było do przewidzenia - zabieg nie udał się, liczebność populacji nie rośnie, a przez natłok innych komplikacji w podatku PIT z ulgi najbardziej korzystają osoby bogatsze.

Zgodnie z raportem Ministerstwa Finansów Preferencje podatkowe w Polsce budżet państwa oraz jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiaty, województwa) straciły w 2009 roku na uldze na dzieci kwotę 5,633 mld zł, a ulga ta była jedną z najbardziej kosztownych preferencji podatkowych. Tym bardziej nasuwa się tu pytanie: czy jest sens wydawać tak duże pieniądze z naszych podatków na coś, co po prostu się nie sprawdza?

Jak czytamy w raporcie: W pełnej wysokości z ulgi na jedno dziecko (1112,04 zł w 2009 r.) może skorzystać podatnik, którego wynagrodzenie brutto ze stosunku pracy przekroczy miesięcznie średnio 1798 zł (21576 zł rocznie). Jeżeli wynagrodzenie podatnika jest niższe, może on odliczyć tylko część ulgi. Podatnik z dwójką dzieci odliczy ulgę w pełnej wysokości, jeżeli będzie uzyskiwał wynagrodzenie w kwocie 2846 zł brutto miesięcznie (34152 zł rocznie).

Lepsze dalej: Podatnik osiągający minimalne wynagrodzenie (1317 zł miesięcznie brutto) i mający na wychowaniu dwoje lub więcej dzieci realnie skorzysta jedynie z części ulgi (54% rocznego limitu) przypadającej na jedno dziecko (600 zł rocznie). Pozostała część ulgi na pierwsze dziecko i ulga na kolejne dzieci nie zostanie wykorzystana ze względu na zbyt niski podatek dochodowy.

Z powyższego wynika, że ulga na dzieci jest preferencją dla bogatszych. O kolejnych komplikacjach dla najbiedniejszych można poczytać na stronach 23-24 raportu. No dobrze, skoro funkcja prorodzinna odpada, to co ze zwiększonym przyrostem naturalnym?

Źródło: Preferencje podatkowe w Polsce, raport Ministerstwa Finansów

Jak widać, w latach 2000-2008 sytuacja ulegała poprawie. Ulga została wprowadzona 1 stycznia 2007 roku i od tego czasu współczynnik dzietności i liczba urodzeń także wzrosły. Nie jest to jednak spowodowane choćby w najmniejszy sposób ulgą na dzieci. Powód jest prosty: kobiety, urodzone w czasie wyżu demograficznego w latach 80., mają obecnie 20-30 lat, a więc są w najbardziej płodnym okresie. O nieskuteczności tejże ulgi świadczą fatalne prognozy dotyczące zmniejszania się liczby ludności kraju w następnych latach.

Pada zarzut, że skoro ulga na dziecko nie funkcjonuje poprawnie, to czy nie lepiej naprawić ten stan rzeczy, zamiast od razu ją likwidować? Moim zdaniem, zdecydowanie nie, przede wszystkim z tego powodu, że ulga jest zwracana raz do roku po rozliczeniu się z fiskusem, a więc nie wpływa na miesięczną kondycję finansową gospodarstwa domowego. Po co komplikować system podatkowy? Do ewentualnego prowadzenia polityki prorodzinnej są przecież o wiele skuteczniejsze zasiłki, które są wypłacane co miesiąc.