Zasiłek pogrzebowy - kosztowny luksus państwa

Od 1 marca obowiązuje niższy zasiłek pogrzebowy. Zapomoga ta jest finansowana z tytułu płaconych przez nas składek do ZUS i przysługuje rodzinie zmarłego docelowo na koszty pogrzebowe.

O zasiłku zrobiło się głośno w poprzednim roku, kiedy to rząd zaproponował zmianę istniejącego stanu rzeczy. Na początku cicho mówiło się o jego likwidacji, potem o radykalnej obniżce, a po protestach zakładów pogrzebowych (które de facto dzięki zasiłkowi robią świetny biznes, zawyżając ceny) skończyło się jak zwykle – lekką korektą. Choć dobre i to.

Przed 1 marca zasiłek pogrzebowy był w wysokości 200% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto, czyli ponad 6000 zł. Po tej dacie wysokość świadczenia jest stała i wynosi 4000 zł.

Jak widać na wykresie, przed zmianami wysokość zasiłku pogrzebowego w Polsce była najwyższa w Europie. Po modyfikacjach spadliśmy z pozycji lidera, ale dalej jesteśmy na podium.

Należy także zauważyć, że w wielu bogatszych europejskich państwach (Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja czy chociażby Norwegia - kraj o najwyższym HDI) zasiłek taki nie istnieje.

Zmniejszenie omawianego świadczenia pozwoli na zaoszczędzenie w 2011 roku kwoty 862,3 mln zł. Jako że ZUS i KRUS co rok mają dziurę i państwo musi te instytucje dofinansowywać, oznacza to, że o tyle mniej zapłacimy z podatków. Moglibyśmy płacić jeszcze mniej, gdyby zdecydowano się na całkowitą likwidację zasiłku.

Policzmy:

Gdyby zmiany wprowadzono od 1 stycznia 2011 r., oszczędności wyniosłyby ponad 1 mld zł:
862,3 mln zł x 12 mies. / 10 mies. = 1034,76 mln zł.

Gdyby natomiast zasiłku nie było, to budżet państwa w przybliżeniu zyskałby:
1034,76 mln zł * 6000 / (6000 - 4000) = 3104,28 mln zł,
a także oszczędności w administracji państwowej.

3 mld zł piechotą nie chodzi, a zasiłek pogrzebowy jest, moim zdaniem, zbędnym luksusem państwa. Może dzięki temu spadłyby ceny usług zakładów pogrzebowych, a ludzie zaczęliby myśleć o kosztach swojego pochówku za życia?