Wolność finansowa, głupcze

Notka ta powstała jako reakcja po wpisie na blogu Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko..., w którym autor ogłosił zaprzestanie publikacji nowych wpisów i tym samym zakończenie działalności wartościowej i popularnej (niegdyś) strony.

Nie mam prawa winić autora za jego decyzję, w końcu każdy jest kowalem własnego losu. Jednak pozostaje lekki niedosyt po tym, jak łatwo autor skapitulował i wyrzekł się swoich fundamentalnych idei i wartości. Warto w tym miejscu zacytować część wpisu autora:

Niestety, oszczędzanie pieniędzy to nie jest sposób na wspaniałe życie tu i teraz, a to mnie najbardziej interesuje. Nie sztuka być bogatym na starość i umrzeć bogatym! Sztuką jest godnie przeżyć całe swoje życie. Każdy dzień. Sztuką jest znaleźć równowagę między potrzebami materialnymi, a duchowymi. Sztuką jest wziąć sprawy w swoje ręce i samemu kształtować swoje życie, czasem płynąc z prądem, czasem pod prąd, ale zawsze świadomie.

Owszem, oszczędzanie może prowadzić do ograniczeń, wyrzeczeń itp. Ale co to za argument?! Można cieszyć się życiem, chwytać dzień i jednocześnie oszczędzać z głową na przyszłość. Idąc tokiem rozumowania autora, powinniśmy zaopatrzyć się w kartę kredytową, aby mieć więcej środków na życie tu i teraz. Przynajmniej na jakiś czas, bo kiedy dojdzie do spłacania zadłużenia życie tu i teraz zamieni się w oszczędzanie na chleb i rachunki.

Zresztą dlaczego autor zakłada, że życie w młodości jest lepsze aniżeli w późniejszych latach? Rodzina, dzieci, uczucie, że stać nas na edukację naszego dziecka, na podróże rodzinne, wspólne wyjścia do kina czy na mecz. Czy to nie jest coś, do czego większość z nas dąży? Na to potrzebne są pieniądze i czas. Wolność finansowa rozwiązuje oba te problemy, chociażby dlatego warto ku niej dążyć.

Dążyc w sposób inteligentny, wprowadzając do naszego życia limit miesięcznych wydatków, np. 2000 zł. Za ustaloną kwotę żyjemy, płacimy za rachunki, jedzenie, idziemy do kina, na piwo czy zamawiamy pizzę, a niewykorzystana kwota z tych 2000 zł przechodzi na następny miesiąc. Resztę pieniędzy inwestujemy np. we wkład własny na nasze mieszkanie. Tak wyglądają obecnie moje finanse osobiste, o czym zresztą już nieraz pisałem. Żyje mi (a właściwie nam) się nieźle, bez przesadnego patrzenia na ceny produktów i oszczędzania wszędzie gdzie tylko się da.

Autor bloga Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko... przegrał walkę ze sobą, zaprzepaścił cały swój dorobek w postaci świetnego bloga. Szkoda, wiem, że życie daje w kość, sam się o tym nieraz przekonałem, sam chciałem kilkakrotnie rzucić wszystko w pizdu i zacząć żyć od nowa. Ale z doświadczenia wiem, że tak się nie da. Nie da się zmienić w mgnieniu oka. Aby osiągnąć cel, potrzeba dyscypliny. Rozumiem, że uparte brnięcie w ślepo nie jest rozwiązaniem, ale nie uważam, aby (inteligentne) oszczędzanie takim było. W końcu są osoby na świecie wolne finansowo, które w jakiś sposób swój cel osiągnęły.

Aby nie być gołosłownym, we wtorek opublikuję obiecany kiedyś mój Plan do wolności finansowej do 2030 r. Składam także przyrzeczenie, że zamierzam prowadzić ten blog do końca swojego życia. Będę pisał częściej lub rzadziej, ale będę. Czyż to nie zajebiste uczucie wrócić w przyszłości do notki napisanej 30 lat temu?

W odpowiedzi na słowa autora w internetowym światku finansowej blogosfery rozpoczęła się dyskusja na temat sensu pisania blogów o tematyce inwestowania czy oszczędzania oraz schyłku tejże tematyki blogów. Pierwszy głos zabrał autor bloga Metafinanse w notce Czy polskie blogi finansowe umierają?. Trafnie pokazuje zmęczenie materiału blogów finansowych, na których brakuje świeżego powiewu. Ile bowiem można pisać o tym samym? Swoje zdanie zaprezentował także autor bloga Humanista na giełdzie, polemizując de facto z blogowym armageddonem.

Koniec blogów finansowych czy tylko kryzys? Jeśli to drugie, mamy niepowtarzalną okazję "wcisnąć się" na rynek z własnym blogiem, gdy konkurencja przysypia. Zachęcam do tegoż czytelników.