Nie czytaj książek o inwestowaniu na giełdzie

Książek o inwestowaniu jest cała masa albo i jeszcze więcej. Mnóstwo opisów strategii, systemów, biografii słynnych inwestorów, interpretacji analizy technicznej czy fundamentalnej. Mnóstwo tekstów oraz ilustracji pokazujących jak inwestować i jak zarabiać duże pieniądze.

Właśnie - kwestia zarabiania. Czy to nie jest trochę hipokryzja, gdy czytamy książkę o inwestowaniu kupioną za 100 złotych? Czy to nie jest tak, że większość autorów czerpie wyższe dochody ze sprzedaży swoich książek niż z inwestowania? Trudno to rozstrzygnąć, jednakże coś tu zdecydowanie nie gra, kiedy widzę w sklepie na półce kolejną pozycję kolejnego inwestora, w której trudno znaleźć informacje chociażby o wynikach inwestycyjnych autora.

Pomijając już kwestię wiarygodności autorów - każdy inwestor jest inny i nie istnieje jeden magiczny przepis na osiągnięcie sukcesu. Jeden będzie przeciągał zyski, drugi będzie szybko zamykał pozycję i szukał kolejnych okazji. Jeden woli day trading, długi preferuje inwestowanie długoterminowe. Jeden spodziewa się przebicia oporu, drugi odbicia od niego. Ile inwestorów, tyle strategii i każda z nich jest dobra, dopóki są zyski. Oczywiście są zasady fundamentalne, jak stawianie stop lossów, ale nie trzeba książek, aby się tego nauczyć.

Zamiast czytania książek proponuję przeznaczyć ten czas na praktykę. Na początku najlepiej założyć rachunek demo i próbować, testować, modyfikować nasz styl inwestowania na wszelkie sposoby. Jeśli czegoś nie wiemy lub nie rozumiemy, wtedy czas na zajrzenie do internetu czy książek po niezbędną wiedzę, do której także należy podchodzić z dystansem. Dlaczego? Gdyż może ograniczać nasz punkt widzenia. Jeśli w książce jest napisane trend is your friend, nie oznacza, że zawsze mamy grać z trendem. Trzeba podchodzić do sprawy elastycznie, a każdy moment na rynku jest inny, tak jak każdy inwestor. A rynek jest przecież zbiorowiskiem inwestorów o różnych charakterach i osobowościach.