Jak pozbyć się syndromu sknery?

Idziesz na zakupy i rezygnujesz z niektórych produktów, bo musisz oszczędzać? Szukasz na półkach hipermarketach najtańszych towarów, stawiając cenę ponad jakość?

Jeszcze kilka lat temu robiłem podobnie, odmawiając sobie niemal wszystkiego na rzecz dążenia do celu, czyli pomnażania kapitału. Z pewnością nie był to dobry sposób na oszczędzanie, co ciekawe - więcej na tym straciłem. Tak, byłem sknerą.

Zawinił przede wszystkim brak kontroli nad tym, co robię. Oszczędzałem jak najwięcej, ale tak naprawdę nie zdawałem sobie sprawy co do wysokości kwoty. Rezygnowałem z lepszego jedzenia, rozrywek, przyjemności, a nawet zdrowia. Nietrudno było przewidzieć, że taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie i w końcu nadszedł kryzys. Powiedziałem "dosyć" i tak jak oszczędzałem bez kontroli, tak też zacząłem wydawać bez limitów.

A wystarczyło tak niewiele, aby pogodzić oszczędzanie z normalnym, w którym nie odmawiasz sobie za wiele. Sposób na to jest prosty - ustalasz stałą miesięczną kwotę na wydatki, np. 2000 zł, i trzymasz się tego. Niewykorzystane środki przechodzą na wydatki w następnym miesiącu, w związku z czym możesz wyluzować i czerpać przyjemność z życia na tyle, na ile pozwala ustalony limit.

Mnie ten sposób pomógł, choć zdarzyło się, że dwa razy wyszedłem poza limit, co odpisałem sobie w następnym miesiącu, z czego jestem lekko niezadowolony. Jak widać, samodyscyplina jest tu kluczem do sukcesu.