Carpe diem

Jak już wielokrotnie wspominałem, moim celem życiowym jest wolność finansowa. W dążeniu ku celu lepszego jutra kompletnie zapominam o dziś, czyli o słynnej sekwencji carpe diem. Nie chcę kiedyś obudzić się i stwierdzić, że zmarnowałem swoje najlepsze lata, czyli wiek młodości.

Niestety, na razie tak to wygląda, że poświęcam teraźniejszość na rzecz przyszłości. Wmawiam sobie, że jest to okres przejściowy i po skończeniu studiów wrzucę sobie na luz. Ale tak naprawdę obawiam się, że po jednym okresie przejściowym nadejdą kolejne. Jedynie plan pomaga mi w motywacji i dyscyplinie w dążeniu do celu.

Ten kto mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, jest kompletnym ignorantem. Bez pieniędzy nie da się improwizować, trzeba myśleć. Pierwsze lepsze zakupy są tego dowodem. Marzę kiedyś przejść się po Krakowskim Przedmieściu i rozkoszować się wszystkimi jego urokami bez zaglądania w rachunek.

Komentarze

  1. Coś w tym jest.
    Już od jakieś czasu zauważam, że robię dokładnie tak samo, tzn. zbyt dużo wagi przywiązuję do pieniędzy. Pomału jednak zaczynam zmieniać podejście do pieniędzy i obecnie spędzanego czasu.

    Trzeba się cieszyć każdym dniem, bo nie wiemy ile ich nam zostało. Wolność finansowa to przy okazji, jako kolejny cel.

    OdpowiedzUsuń
  2. "karpia zjem" / ;) dobra taktyka bo jutro "dzisiejsze" może być już niestrawne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie znalezienie złotego środka między tymi dwoma wariantami.
    Niezbyt rozrzutne życie, ale pełne małych przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @DrogaDoWłasnegoM Darek
    No właśnie, tylko jeśli weźmiesz pieniądze na dziś, to zostanie mniej na jutro. Jednak muszę chyba zastanowić się nad zwiększeniem miesięcznego limitu wydatkowego.

    @Okazyjny Blog
    Takie staram się prowadzić dziś, ale chyba za mało mi, skoro narzekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mimo, że też walczę o każdy grosz to znajduję parę monet na przyjemności. Bo bez tego można faktycznie się zatracić w zarabianiu, zupełnie zapominając o wydawaniu.
    W moim aktualnym budżecie przyjemności zajmują około 25-30% comiesięcznych wydatków... I uważam, że to kwota OK.

    PS. Wypady do kina czy teatru to dla mnie podstawowy wydatek - bo kulturę trzeba pielęgnować:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Między innymi dzięki Twojemu blogowi zdałem sobie sprawę, że powinienem bardziej dbać o swoje środki i nie być aż tak rozrzutnym. Zarejestrowałem się w programie do zarządzania domowym budżetem i teraz mam wydatki pod kontrolą. Każdy wydatek i przychód rejestruję. Postawiłem sobie cele i chcę je osiągnąć.

    Pozdrawiam
    Kamil K.

    OdpowiedzUsuń
  7. @vp9
    Ja kina nie lubię, wolę na spokojnie oglądać filmy w domu w wygodnym łóżku i z możliwością zatrzymania w każdym momencie. Ale kto jak woli :)

    @Kamil K.
    Cieszę się, że mogłem inspirować i życzę powodzenia w osiągnięciu celów.

    OdpowiedzUsuń
  8. W domu też mam sporą kolekcję DVD i ostatnio też BD;) Ale do kina chodzę, atmosfera jest zupełnie inna, a w dodatku o jakimś filmie mogę się wypowiedzieć krótko po premierze, a nie po 6 czy 10 miesiącach (albo nawet po roku jak to miało miejsce z naszą rodzimą "Kołysanką")

    OdpowiedzUsuń
  9. Przecież nie trzeba chodzić na zakupy codziennie, bo to by wtedy już nie sprawiało przyjemności. Rób to, czego w danej chwili najbardziej Ci brakuje, a zobaczysz, jak ogromną przyjemność można z tego czerpać.

    Ja ostatnio postanowiłem odwiedzić przyjaciół. Wsiadłem do pociągu, przejechałem ponad 200 km i jedna noc w ich towarzystwie sprawiła, że poczułem niesamowitą satysfakcję.

    Studia to najlepszy okres w życiu. Wykorzystaj tą swobodę i realizuj swoje marzenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Kamil Bąbel
    Raczej nie mam tej swobody, o której piszesz, bo studia są zaoczne, a praca etatowa, ale dzięki za motywację :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz