Oszczędzam na kredyt

Do czego to doszło - oszczędzam, aby wziąć kredyt. Kredyt wprawdzie hipoteczny, czyli jeden z nielicznych (obok studenckiego - przeznaczonego na inwestycje, nie na wydatki), który ma sens ekonomiczny. Jeśli bowiem nie mamy mieszkania, to musimy wynajmować, a mocno dyskusyjne jest płacenie za wynajem kwoty porównywalnej do raty kredytu hipotecznego. Chyba że godzimy się na dużo niższy standard i wynajmujemy pokój - najlepiej (bo najtaniej) z drugą osobą.

I tak oto zbieram sobie na wkład własny coraz większy i większy. Najpewniej i tak skończę na 20%, a reszta pieniędzy posłuży jako pewna rezerwa płynnościowa, czyli tak zwany fundusz awaryjny. Lub też jako dywersyfikacja portfela jako ewentualne inwestycje. W co zainwestuję? To się okaże.

Zdaję sobie sprawę, że na blogu czasami składałem obietnice, których nie dotrzymywałem. Spełnienie niektórych celów na 2013 rok już jest wątpliwe, chociaż główny cel jest ciągle aktualny. Cały czas chodzi przede wszystkim o wolność finansową i nic nie zmieniło się w tej sprawie. Natomiast środki mogą się zmieniać, co więcej - uważam to za zaletę, warto być elastycznym i korzystać z nadarzających się okazji. Upartość w kwestii życiowego celu, elastyczność w temacie środków do celu oraz dyscyplina w ich realizacji. No i trzeba myśleć - nie utrudniać sobie życia, iść na łatwiznę, pamiętać o zasadzie Pareto.

To był krótki wpis o wszystkim i o niczym, ale warto uporządkować sobie parę spraw.