Krótka myśl: zazdrość

Szczerze zazdroszczę osobom w moim wieku, którzy nie muszą martwić się kupnem nieruchomości, bo już ktoś im własne mieszkanie zasponsorował. Teoretycznie (i optymistycznie) są oni o co najmniej 5 lat do wolności finansowej bliżej niż ja. Najtrudniej jest postawić pierwszy krok, wyrwać się spod łańcuchów wydatków związanych z kupnem własnego M, a potem już tylko z górki.

Na sukces trzeba więc zaharować.

Komentarze

  1. Jestem w podobnej sytuacji. Niemal wszyscy znajomi wokół mają mieszkania kupione przez rodziców, po dziadkach, itp.

    Ja niestety należę do tych osób, które na wszystko muszą zapracować same. Tylko nie powiedziałbym, ze różnica to 5 lat, moim zdaniem jest to co najmniej 10 lat, czyli szmat czasu ...

    OdpowiedzUsuń
  2. @Droga do własnego M.
    Niestety, trzeba się z tym pogodzić i robić swoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie za to otaczają tacy jak ja, czyli spłacający kredyt ;) i raczej nie zauważyłem, żebym był o to zazdrosny, że inni mają łatwiej. Zanim kupiłem mieszkanie, to też sam wynajmowałem i tak już od tamtego czasu, czy rata czy wynajem, pogodziłem się, że te ponad 1000 PLN co miesiąc trzeba wydać "na przemiał".

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kamil Pieczonka
    Nie na przemiał, tylko na powiększanie majątku, a dokładniej aktywów trwałych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja ciągle się zastanawiam skąd to ciągłe parcie na kupowanie mieszkania i niechęć do wynajmu, jaka to własność, jaka to wolność gdy kredyt trzeba spłacać przez następne 30 lat? A w wynajmowanym możesz się zwinąć w ciągu paru dni, zmienić miejsce zamieszkania, iść za pracą, dziewczyną czy za czym tam chcesz. "Kupisz" na wieloletni kredyt i masz już dużo mniej możliwości. Kolejną kwestią jest to, że podnosi się argument "nie będę spłacać komuś kredytu przez wynajmowanie", choć w wielu przypadkach ekonomicznie bardziej uzasadniony jest właśnie wynajem... Jeszcze parę lat temu (8, może 10) w dyskusjach przeważały opinie że, nieruchomości są problemowe ze względu na niską płynność, jako, że ludzka pamięć jest wybiórcza i bardzo krótka to dziś już całkiem inaczej wyglądają dyskusje o nieruchomościach, które to teraz są przedstawiane jako cudowne inwestycje, lokaty kapitału i zabezpieczenie na przyszłość. Czyżby PRowcy deweloperów skutecznie wyprali mózgi obywateli?

    OdpowiedzUsuń
  6. Główna różnica, po tych 30 latach (u mnie krócej) jesteś właścicielem mieszkania, a na wynajmowanym, nigdy wlaścicielem nie będziesz. Druga sprawa, wynajem powinien być tańszy, jeśli wynajem kosztuje tyle co kredyt to jest to patologia rynku i nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Po trzecie gdy już nie musisz ganiać za dziewczynami, masz dzieci i chciałbyś mieć nieco stabilnosci, to nie widzi Ci się perspektywa, że z miesiąca na miesiąc ktoś Cie może z mieszkania wywalić. Po czwarte, nawet jak chce coś zrobić ze swoim życiem i wyjechać, mieszkanie można zostawić, wynajmować i niewielkim kosztem spłacać kredyt.

    OdpowiedzUsuń
  7. W moim wypadku rata odsetykowa kredytu byłaby większa lub równa temu co teraz płacę za wynajem. Dlatego też nie widzę powodu do kupna mieszkania.

    Druga sprawa, wiele osób nie chce płacić komuś jak pisze ZZD. Ale płacenie bankowi przez te kilkadziesiąt lat jest już OK ;-)
    Ja tam wolę jednak komuś i w tym czasie odkładać na własne M przy minimalnym kredycie. Jak rata odsetkowa będzie niższa niż wynajem to wtedy będę się zastanawiał nad zmianą podejścia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie wynajęcie pokoju jest także tańsze niz rata odsetkowa, ale już wynajem mieszkania o tej samej wielkości, o tym samym standardzie, w tej samej lokalizacji jest sporo droższy.

    Teoretycznie kupno mieszkanie na kredyt pod wynajem powinno dawać właścicielowi środki na spłatę raty kredytu plus jakiś zarobek. Z tego powodu wydaje mi się, że wynajem nie może być bardziej opłacalny.

    OdpowiedzUsuń
  9. @E.W. 5 maja
    Na powiększanie majątku może i tak, ale bardziej kredytodawców niż swojego.

    @Kamil Pieczonka

    1. Po 30 latach jesteś właścicielem mieszkania, jeśli uda Ci się je spłacić. Przez 30 lat wiele się może wydarzyć, a jeśli Ci się noga powinie, jesteś mooocno do tyłu.

    2. Jeśli uda Ci się spłacić i jesteś właścicielem mieszkania, to i tak wydałeś na nie więcej niż gdybyś przez ten czas wynajmował. Miesięczny koszt wynajmu, przynajmniej we Wrocławiu, jest mniejszy niż miesięczny koszt mieszkania na kredyt. Pieniądze, które Ci co miesiąc zostają możesz pomnażać przez kolejne lata.

    Zgadzam się, że "przyjemniej" mieć mieszkanie na kredyt niż wynajmować, ale moim zdaniem to jest decyzja czy przez 30 lat mieć relatywny spokój (dopóki będzie się płacić) a na koniec mieszkanie, czy trochę niepewności przez 15 lat, po których mieszkanie można kupić za oszczędności.

    @E.W. 6 maja
    Wynajęcie mieszkania może być droższe, ze względu na czynsz, który mając kredyt i tak musisz płacić. Czy brałeś to pod uwagę porównując koszt kredytu i wynajmowania takiego samego mieszkania? Przykładowo, rata kredytu za mieszkanie 1000 zł + 200 zł rachunków za media; wynajem 1200 zł + 200 zł rachunków za media. Wynajem wydaje się droższy. Tylko, że mając mieszkanie z tym kredytem 1000 zł i rachunkami 200 zł trzeba jeszcze zapłacić stały czynsz 400 zł. A wtedy to jest: wynajem 1200 + 200 rachunki kontra kredyt 1000 + 400 czynsz + 200 rachunki. Czyli 200 zł co miesiąc drożej z kredytem.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Ostrożny Inwestor
    Dobrze liczysz, ale zapominasz o jednej rzeczy - koszcie alternatywnym. Spłacając kredyt po x latach masz mieszkanie, w przypadku wynajmu - nie. Czy za oszczędzane 200 zł miesięcznie po x latach kupisz sobie mieszkanie (pamiętając o inflacji, przewidywaniach co do cen nieruchomości)? Wydaje mi się, że nie, ale diabeł tkwi w szczegółach. Niedługo planuję notkę na ten temat, będziesz mógł odnieść się do moich wyliczeń.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz