Historia kredytowa a karta kredytowa

Ostatnio zrobiłem kolejny krok ku własnemu M, a mianowicie aktywowałem pierwszą w swoim życiu kartę kredytową. Wszystko w celu zbudowania historii kredytowej, co powinno się odbić na niższej marży kredytu hipotecznego, a także na większym polu negocjacyjnym, jeśli chodzi o ogólne warunki kredytu. Po prostu nie chcę mieć słabych punktów przy wdrażaniu jednej z najważniejszych decyzji w życiu.

Nigdy wcześniej nie miałem debetu w banku i byłem ciekaw jak to wygląda od strony technicznej. Przyznam, że uczucie płacenia cudzymi pieniędzmi jest całkiem przyjemne. Za darmo, bo okres bezodsetkowy wynosi (maksymalnie) 58 dni, a sama karta jest bezpłatna pod warunkiem wykonania nią 4 płatności miesięcznie. Szkoda tylko, że wypłaty z bankomatów czy nawet przelew z karty są płatne. Ale taki jest urok kart kredytowych - nadają się tylko do zakupów (w sklepach czy internecie). Swoje wrzucamy np. na konto oszczędnościowe, a za cudze robimy zakupy.

Karta w Alior Sync, bo nie chciałem otwierać nowych kont, a tu oferta jest całkiem dobra. Debet 2000 zł, podobno więcej nie trzeba do klepania historii kredytowej, liczy się regularność. Nic nie zapłaciłem za kartę i mam nadzieję, że nie zapłacę. Przed samym wzięciem kredytu mieszkania kartę raczej likwiduję, bo po co mi ona - zyski w postaci kosztu alternatywnego są zbyt małe, warunki co miesiąc trzeba spełniać, aby była bezpłatna, a poza tym obniża ona zdolność kredytową przez te 2000 zł długu.

Komentarze

  1. U mnie budowa historii kredytowej rozpoczęła sie od zakupu wieży audio na raty, pamiętam że by kupić taką wtedy za gotówke musiałbym poświęcić wypłaty które zarobiłem przez pół roku. Potem szło już szybko - jakiś kredyt, kolejny.. aż nadszedł taki czas że spłacałem kilka kredytów na raz a nawet chciałem wziąść kolejny by spłacać nim inny zaciągnięty kredyt. Jednak żaden bank nie udzielił mi kolejnego kredytu więc z pomocą przyszedł provident. Na szczęście tą przygodę z kredytami mam już daleko za sobą a zarazem nauczke by nie brać kilka kredytów na raz bo można wpaść w niezłą pętle a ciężko potem z niej wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przedmówcą. To głupota, brać kredyt tylko po to, żeby spłacić poprzedni. Chyba, że chodzi o konsolidację, ale spłacanie długów pożyczkami np. w providencie to już krytyczna sytuacja. Mało komu się udaje w miarę sprawnie i szybko wyjść z długów i spirali kredytowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. W takiej sytuacji tylko konsolidacja jest sensowna:)
    Swoją drogą właśnie zdałem sobie sprawę, że też muszę zacząć budować moją historię kredytową. Wystrzegałem się jak ognia jakichkolwiek zobowiązań, ale taka bezpłatna karta kredytowa to chyba dobre rozwiązanie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z długów też mam tylko kartę kredytową i kredyt hipoteczny. Wcześniej po drodze zdarzyło się jakieś drobne AGD na raty 0% dla obecnej teściowej.
    Moja filozofia używania karty jest następująca: raz w tygodniu podsumowuję wszystkie wykonane płatności i robię przelew na osobne konto oszczędnościowe na poczet przyszłej spłaty, natomiast gdy przychodzi termin spłaty wypłacam tę kwotę i reguluję zadłużenie w całości. Pozwala mi to kontrolować wydatki - widzę, że kwoty wydanej w sklepie nie mam już do dyspozycji (jak przy płatności debetówką), a także mam zabezpieczone środki na spłatę zadłużenia na karcie, co zapewnia mnie, że nie będę ponosił kosztów związanych z wysokim oprocentowaniem na karcie. Ten sposób działa już prawie dziesięć lat bez awarii, a przy okazji z racji ilości wykonywanych transakcji pozwala uniknąć opłat za kartę. Dodatkowe plusy: 1. wpadają drobne odsetki za środki na koncie oszczędnościowym; 2. zbieram mile z Miles&More (każdego roku latam kilka raz służbowo za granicę).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz