Inwestowanie w fizyczne złoto - czy to w ogóle ma sens?

Uprzedzam, że nie jestem wielkim znawcą inwestowania w metale szlachetne, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Owszem, złoto jest zwolnione z opodatkowania VAT. Owszem, nie zapłacimy podatku od zysku na fizycznym złocie, jeśli sprzedamy je po upływie 6 miesięcy. Ale co z tego, skoro wysokość spreadów (link) zaczyna się od 3,3% do nawet 26,72%! Jeśli liczyć łącznie transakcje kupna i sprzedaży, to cała zabawa będzie nas kosztowała od 6,6% do 53,44%. Już w najlepszym wypadku na starcie oddajemy lwią część zysku pośrednikom.

W przypadku srebra sprawa wygląda jeszcze gorzej, bo przy fizycznym srebrze mamy do czynienia z 23-procentowym podatkiem VAT. W uproszczeniu więc można założyć, że już na początku jesteśmy stratni o tę procentową wartość. Do tego dochodzi oczywiście spread.

Plus koszty magazynowania, nawet jeśli będzie to kupno sejfu.

Porównując to do innych produktów o zbliżonym poziomie ryzyka - prowizje za kupno polskich akcji to koszt od 0,19% do 0,39%, czyli w dwie strony od 0,38% do 0,78% (w przypadku transakcji przez internet). Od zysku na akcjach płacimy 19%-procentowy podatek, ale straty (i prowizje) wliczamy w koszty. Akcje generują także przepływy pieniężne w postaci dywidend.

Z powyższego wynika, że indywidualni posiadacze fizycznego złota w Polsce muszą bardzo głęboko wierzyć w krach światowego systemu albo w szybkie wyczerpywanie się zasobów złota. Są bowiem gotowi słono płacić za (w ich przekonaniu) poczucie bezpieczeństwa. Choć z drugiej strony brak podatku od zysków kapitałowych zrekompensuje prowizje z nadmiarem w przypadku dużych zysków. Natomiast w fizyczne srebro, moim zdaniem, inwestować nie warto, bo VAT jest zdzierczy.

Czy dobrze kombinuję? Osobiście w przyszłości sam chciałem budować portfel oparty w minimum 25% na fizycznym złocie. Jak to będzie - zobaczymy w przyszłym roku.

PS: Na koniec trochę stare, ale ciągle aktualne wideo o przyczynach manii na złoto: