Inwestor instytucjonalny a indywidualny, czyli niebo a ziemia

Często słyszy się o prywatnych osobach, które na giełdzie potraciły swoje oszczędności, a rzadziej o takich, które w długim terminie zarabiają. Skoro giełda wydaje się być grą o sumie zerowej, to dlaczego większość traci? Z pewnością wynika to z faktu, że nie każdy nadaje się na spekulanta, tak jak nie każdy będzie dobrym wokalistą. Choć moim zdaniem, w dużej mierze jest to również spowodowane tym, że po prostu nie mamy szans w walce z tzw. grubasami. Poniżej kilka argumentów za poparciem przedstawionej tezy.

Inwestorzy instytucjonalni mają dużo niższe koszty transakcyjne od inwestorów indywidualnych. Głównie wynika to z tego, że w ramach jednej firmy robią bardzo dużo transakcji, co przekłada się na rabaty od giełdy i izby rozrachunkowej. Czasami zniżki są tak duże, że opłaca się brać zysk nawet rzędu 1 ticka, czyli wartości najmniejszej zmiany ceny.

Drabinka zleceń u inwestorów instytucjonalnych jest pełna (lub prawie pełna), kiedy inwestor indywidualny w polskich biurach maklerskich zazwyczaj za darmo może widzieć po jednym zleceniu kupna i sprzedaży przy rynku. Za dostęp do głębszej widoczności rynku trzeba płacić.

Zlecenia inwestorów instytucjonalnych szybciej docierają na giełdę, nie wspominając już o HFT. Związane to jest z mocą serwerów, a także z odległością od budynku giełdy. Inwestor indywidualny, który chce reagować na newsy w ciągu dnia, właściwie nie ma szans wygrać z automatami, a jego reakcja może się sprowadzać do tego, co dzieje się post factum.

Dostęp do informacji w przypadku inwestorów instytucjonalnych jest nie tylko szybszy, ale też szerszy. Nie chodzi tu tylko o analizy, lecz także o wiedzę zahaczającą o nielegalny insider trading. Może i wierzę w spiski, ale po prawie 2 latach pracy w tradingu i obserwacji rynków po prostu jestem skłonny uwierzyć w to, że nierzadko grubasy zawczasu wiedzą, co kroi się na rynku i jakie dane wyjdą.

Osoby pracujące w dużych firmach są całkowicie skupieni na swojej pracy (tzn. nie mają żadnej innej pracy) i używają wielu monitorów, co daje im pełniejszy obraz sytuacji i więcej możliwości. Poza tym jeżeli są jakieś awarie, to firmy kontaktują się bezpośrednio z izbą rozrachunkową lub giełdą, a nie jak biedny inwestor indywidualny, który w takim przypadku dzwoni do brokera, aby wyciągnął mu zlecenie.

Moim zdaniem, przy tych wszystkich słabościach inwestorowi indywidualnemu pozostaje właściwie tylko pasywne inwestowanie (w tanie instrumenty). Jeżeli natomiast chce inwestować aktywnie, to najlepiej rzucić pracę i skupić się tylko na tradingu albo zatrudnić się do firmy, która się tym zajmuje.

Komentarze