Nierozsądne kredyty mieszkaniowe

25 lat temu Polska wyzwoliła się spod okupacji Związku Radzieckiego. Między 1989 r. a 1990 r. inflacja w Polsce sięgnęła 600 procent [Wikipedia]. W 1995 r. przeprowadzono denominację złotego. 14 lat temu stopa referencyjna oraz 3-miesięczny WIBOR miały wartości niecałych 20 procent. W 2008 r. 1 euro kosztowało około 3 PLN, a 1 dolar amerykański i 1 frank szwajcarski po blisko 2 PLN. Podczas apogeum ostatniego kryzysu w ciągu pół roku polski złoty tracił nawet 60% w stosunku do wymienionych walut. Od 2008 r. nominalna, a tym bardziej realna średnia cena mieszkań w Polsce powoli i systematycznie spada.

To wszystko wydarzyło się w ciągu ostatnich 25 lat. Z widzenia, słyszenia i czytania znam sporo osób, którzy w 2007 r. brali kredyty na 40-50 lat we frankach szwajcarskich na ponad 100% wartości mieszkania pod limit swojej zdolności kredytowej. Spora część z nich jest teraz w trudnej sytuacji materialnej.

Zaciąganie kredytu na 50 lat z myślą, że nic się przez ten czas złego nie wydarzy, jest poważnym zlekceważeniem. Przez ten czas bowiem może wydarzyć wszystko - utrata pracy lub zdrowia, rozwód, podwyżki stóp procentowych, osłabienie waluty czy inne losowe sytuacje. Nie każdy jednak może sobie pozwolić na kupno mieszkania za gotówkę, dlatego warto stosować się do kilku prostych wskazówek, aby uniknąć utraty płynności finansowej w sytuacjach nieprzewidzianych.

1. Nie zaciągajmy kredytów pod limit naszej zdolności kredytowej. Nie musimy kupować jak największego mieszkania, jeśli nawet bank jest skłonny udzielić nam na nie kredytu mieszkaniowego. Obecne problemy ze spłacaniem kredytów we frankach wynikają głównie nie z powodu osłabienia złotego, lecz właśnie przez kupowanie nieruchomości na kredyt pod limit zdolności kredytowej.

2. Warto uzbierać jak największą kwotę wkładu własnego, co najmniej 20%. Nie tylko raty będą niższe, ale także i inne koszty kredytu. Zresztą zwiększa to nasze pole do negocjacji z bankiem w sprawie marży, prowizji czy innych warunków kredytowych. Osobiście wychodzę z założenia, że jak ktoś nie posiada wkładu własnego, to go po prostu na mieszkanie nie stać. Widocznie tak samo myśli Komisja Nadzoru Finansowego, skoro od 2017 r. 20-procentowy wkład własny będzie obowiązkowy.

3. Warto wziąć kredyt na jak najdłużej, wynegocjować z bankiem brak opłat za wcześniejszą spłatę, zbudować sobie solidny fundusz awaryjny (minimum 10 tys. zł) i nadpłacać kredyt hipoteczny z nadwyżek finansowych. Raty malejące również są dobrym pomysłem, bo dzięki temu koszty kredytu są niższe i szybciej spłacamy kapitał.

To tyle. Obecnie sam zbieram pieniądze na kupno własnego M i być może uda mi się nabyć nieruchomość już w tym roku. Pożyjemy - zobaczymy.

Komentarze