Samochód - rzecz zbędna

American Muscle car

Przynajmniej w moim przypadku. Każdy powinien podchodzić do sprawy indywidualnie.

Kupno przeciętnego auta z salonu to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych. Używany samochód można kupić za kilkanaście tysięcy, ale trzeba liczyć się z częstszymi remontami. Do tego dochodzi ewentualne kupno garażu lub miejsca parkingowego, co w nowym budownictwie kosztuje do 30 tys. zł plus czynsz, podatek od nieruchomości, opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów.

Utrzymanie samochodu kosztuje różnie, powiedzmy, że jest to 500 zł miesięcznie. To nie tylko paliwo, ale też ubezpieczenia OC i AC, przeglądy, remonty, wymiana opon, kupno płynów, olejów, opłaty za parkingi, autostrady itp., itd. Natomiast bilet 3-miesięczny w Warszawie na wszystkie linie komunikacji miejskiej to wydatek 250 PLN.

Kwestia czasu i wygody - dla mnie samochód nie kojarzy się z wygodą, jeśli chodzi o podróżowanie nim w stolicy. Stanie w korkach, czekanie na zatankowanie paliwa, skrobanie szyb zimą, strata czasu na remonty i przeglądy. Auto to po prostu kolejna rzecz na głowie ze wszystkimi tego konsekwencjami. W dużym mieście komunikacja miejska jest w stanie zastąpić własny pojazd, a w ekstremalnych przypadkach można przecież skorzystać z usług taksówkarskich.

Aspekt ekologiczny - podróżując własnym autem po mieście, przyczyniamy się do powstawania korków, a w konsekwencji do zatruwania powietrza i powstawania smogu. Aspekt gospodarczy - Polska jest importerem netto ropy naftowej i gazu ziemnego, a wiec zużywając tych surowców więcej, pogarsza się bilans handlowy kraju. Aspekt patriotyczny - większość tych surowców importujemy z Rosji, czyli Polacy de facto sponsorują rosyjskie działania wojenne. Oczywiście, są to skróty myślowe, co nie zmienia faktu, że czyny w skali mikro mają konsekwencje w skali makro.