Jak nakłonić bliskich do oszczędzania?

Saving

Tekst jest dedykowany pewnemu czytelnikowi bloga, który to podsunął niegdyś pomysł na poniższy wpis.

Zmusić się do oszczędzania nie jest trudno - wystarczą chęci oraz dyscyplina i sukces gwarantowany. Aby widzieć postęp, można spisywać majątek netto, kontrolować wydatki, chodzić na zakupy z kartką - sposobów oszczędzania jest co niemiara.

Schody pojawiają się, gdy nasze gospodarstwo składa się z więcej niż jednej osoby, a o budżecie domowych decydujemy łącznie z partnerem czy partnerką. Nierzadko na tym tle mogą powstawać konflikty, a pomysł życia oszczędniej może umrzeć w zarodku. Co więc robić w takiej sytuacji - odpuścić? W żadnym wypadku.

Oto kilka twardych argumentów, które warto użyć, aby przekonać bliskich do oszczędzania pieniędzy. Nie każdy bowiem ma wrodzony dar przekonywania i charyzmą potrafi nadrobić braki w argumentacji.

Dlatego, po pierwsze, trzeba ustalić cel oszczędzania. Nowa lodówka, samochód, mieszkanie, wakacje - wszystkie pomysły są dobre. Można założyć oddzielne, celowe konta oszczędnościowe, na których będą odkładane pieniądze na jakiś konkretny cel. Oszczędzanie bez celu jest demotywujące i łatwo poddać się już po kilku dniach.

Po drugie, oszczędzanie musi być z głową, to znaczy zdrowy rozsądek jest konieczny. Aby nie być sknerą i nie ograniczać rozrywek, można ustalić miesięczny limit wydatków bieżących, który jest w odpowiedniej wysokości do naszych potrzeb. W moim przypadku (gospodarstwo dwuosobowe) limit ten wynosi obecnie 2100 zł, gdzie około 500 złotych idzie na rachunki, a reszta na jedzenie, rozrywkę i tak dalej. Warto znaleźć swój system, który w jak największym stopniu dopasowany do naszych zachowań.

Nie wolno również od razu rzucać się na głęboką wodę, lepiej zacząć od najłatwiejszych działań, takich jak zmiana konta bankowego na darmowe czy zmiana taryfy u operatora komórkowego na korzystniejszą. Te czynności można wykonać właściwie bez zbędnego wysiłku. Kilka pomysłów na oszczędzanie przedstawiłem w poście sprzed 3 lat - większość z nich ciągle aktualna.

Można też użyć argumentów matematycznych, uświadamiając, jak długo musimy pracować, aby zarobić pieniądze na kupno np. nowego telefonu. Zaprezentować palaczowi korzyści finansowe, jakie odniesie po rzuceniu palenia, i umówić się, że zaoszczędzone z tego tytułu środki pójdą na zakup nowego komputera lub innego bajeru. Pokazać partnerowi jak działa procent składany i w jakiej perspektywie da się podwoić majątek.

Dać do poczytania książki motywacyjne, przykładowo klasykę gatunku, czyli dzieła R. Kiyosakiego. Wytłumaczyć pojęcia wolności finansowej, rentierstwa, dochodu pasywnego, aktywów, pasywów, majątku netto, bogactwa, zamożności itd. Przedyskutować, dlaczego niektórzy są bogaci, a większość ludzi nie jest. W skrócie: zainteresować, zafascynować drugą osobę tematyką finansów osobistych. A nuż się uda.

I na koniec - czasami motywacją jest perspektywa czegoś dobrego, lecz często to strach jest motorem napędowym. Można więc trochę postraszyć drugą osobę życiem w nędzy na emeryturze, głodowaniem dzieci, bezrobociem, kryzysem walutowym w kraju. Parafrazując klasyka - lekkie straszenie nie jest szkodliwe społecznie oraz zawsze się troszeczkę straszy - a więc w racjonalnych ilościach strach pomaga zamiast przeszkadzać.

To tyle luźnych idei z mojej strony. Jeśli macie inne pomysły jak nakłonić bliskich do oszczędzania, zapraszam do dyskusji.

Komentarze