Klin podatkowy 2011

W jednej z poprzednich notek krótko przedstawiłem zagadnienie klina podatkowego. W tym poście chciałbym zająć się jego wyliczeniem. Klin podatkowy informuje, jaki odsetek dochodów zabiera państwo w formie podatków i składek od osoby zatrudnionej na stałe.

Założenia:
  • osoba pracuje na etat, 
  • otrzymuje przeciętne krajowe wynagrodzenie.
Obliczenia:
  • 3359 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej
Pracodawca:
  • 3359*9,76%=327,84 zł - składka emerytalna
  • 3359*4,50%=151,16 zł - składka rentowa
  • 3359*1,67%=56,10 zł - składka wypadkowa (ta składka jest zmienna, dla uproszczenia przyjąłem 50% jej najwyższej wartości)
  • 3359*2,45%=82,30 zł - składka na Fundusz Pracy
  • 3359*0,10%=3,36 zł - składka na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych
  • 327,84+151,16+56,10+82,30+3,36=620,76 zł - suma składek
  • 3359+620,76=3979,76 zł - całkowity koszt zatrudnienia pracownika
Pracownik:
  • 3359*9,76%=327,84 zł - składka emerytalna
  • 3359*1,50%=50,39 zł - składka rentowa
  • 3359*2,45%=82,30 zł - składka chorobowa
  • 327,84+50,39+82,30=460,53 zł - suma składek ZUS
  • 3359-460,53=2898,47 zł - dochód
  • 111,25 zł - koszty uzyskania przychodu dla pracownika mieszkającego w tej samej miejscowości, gdzie znajduje się zakład pracy
  • 2898,47-111,25=2787 zł - podstawa opodatkowania podatkiem PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 46,34 zł - kwota wolna od podatku
  • 2787*18%-46,34=455,33 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 2898,47*9%=260,86 zł - składka zdrowotna
  • 455,33-2898,47*7,75%=231 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 2898,47-260,86-231=2406,61 zł - wynagrodzenie netto
Klin podatkowy:
  • 3979,76-2406,61=1573,15 zł - kwota klina podatkowego
  • 1573,15/3979,76*100%=39,53% - klin podatkowy
Gdyby nie udział państwa, miesięcznie pracownik na umowę o pracę otrzymywałby teoretycznie wynagrodzenie na rękę w wysokości 3979,76 zł, czyli o prawie 40% wyższe niż obecnie.

Uwaga:

W obliczeniach nie uwzględniłem ulg podatkowych (ulga na dziecko, ulga na internet) z bardzo prostego powodu - zwrot części podatku wynikający z tych ulg następuje raz do roku po rozliczeniu się z fiskusem. Nie wpływa to na wysokość miesięcznego wynagrodzenia netto w ciągu roku.

5 spółek WIG20 o najwyższej rekomendacji - miesiąc później

Równo miesiąc temu zaprezentowałem 5 spółek należących do indeksu WIG20, które dostały najwyższe rekomendacje od analityków od początku 2011 roku. Czas więc na sprawdzenie jak tym spółkom wiedzie się obecnie na giełdzie.

To był mały eksperyment, który miał służyć... sam nie wiem czemu. Z ciekawości chciałem sprawdzić, czy któraś z rekomendowanych spółek w ciągu miesiąca poradzi sobie lepiej niż WIG20, który w tym czasie wzrósł o 5,25%.

5. KGHM Polska Miedź - wzrost w ciągu miesiąca o 10,35%.
4. Polimex Mostostal - wzrost w ciągu miesiąca o 1,45%.
3. Polski Koncern Naftowy ORLEN - wzrost w ciągu miesiąca o 17,72%.
2. Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski - wzrost w ciągu miesiąca o 6,53%.
1. Tauron Polska Energia - wzrost w ciągu miesiąca o 1,80%.

Uwagi:

a)Średnia arytmetyczna z tych 5 spółek - wzrost o 7,57%. Portfel zbudowany o te spółki wzrósłby o tyle w ciągu miesiąca.

b) 5 najwyżej rekomendowanych spółek w ciągu ostatniego miesiąca zaprezentowało się lepiej o 2,32 p.p. od indeksu WIG20. Przypadek?

c) Rozczarował Tauron, który mógłby pochwalić się dużo lepszym wynikiem, gdyby nie wyprzedaż akcji przez Skarb Państwa, który szuka na siłę środków w związku z rosnącym zadłużeniem państwa.

d) Najlepiej poradziły sobie spółki surowcowe/paliwowe, których kurs akcji jest uzależniony od cen surowców (w tym przypadku miedzi i ropy naftowej).

e) Miesiąc temu WIG20 był w dołku, teraz jest na granicy rekordu od czasów kryzysu.

f) Kurs żadnej z tych 5 spółek nie spadł.

g) Strategia oparta na rekomendacjach może okazać się całkiem skuteczna (zresztą tak jak każda inna). Rekomendacje to pomocne narzędzie, jednak nie powinno się kierować tylko i wyłącznie nimi, bo może to skończyć się kiepsko nie tylko dla inwestorów, ale też dla analityków wydających rekomendacje.

Optymalizacja systemu bankowego

Dziś zaczynam swoją przygodę z tzw. optymalizacją systemu bankowego, która polega na zarabianiu na oferowanych przez banki usługach. Takim usługami są na przykład cash back (zwrot części pieniędzy za zakup kartą) czy nieoprocentowany limit debetowy w koncie.

Udałem się więc na spacer i założyłem Dobre Konto w Banku Millenium.

Zanim miała miejsce wizyta w banku, za pomocą systemu partnerskiego na bankier.pl wypełniłem wniosek o otwarcie konta. Przedtem oczywiście zadzwoniłem na infolinię z pytaniem o zgodność z regulaminem takiej operacji. Okazuję się, że w programie partnerskim można brać udział samemu, nie jest niedozwolone. Zresztą w regulaminie też nie znalazłem żadnego zapisu na ten temat. W taki oto sposób otrzymam 30 zł.

Jeśli chodzi o wybraną ofertę Banku Millenium to przedstawia się ona następująco:
  • 0 zł za prowadzenie konta,
  • 0 zł za kartę do konta,
  • 0 zł za wypłaty ze wszystkich bankomatów w Polsce,
  • 0 zł za przelewy internetowe,
  • cashback 3% za wydatki na zakupy w sklepach spożywczych, supermarketach i na stacjach paliw w Polsce (maksymalnie 50 zł miesięcznie),
  • limit w koncie wolny od oprocentowania przez 7 dni w miesiącu kalendarzowym (otrzymuje się po pół roku lub trzeba mieć stałe zatrudnienie),
  • dodatkowo jeden z dwóch rachunków oszczędnościowych (wybrałem z oprocentowaniem 3,65% netto i kapitalizacją dzienną).
Oczywiście jest i druga strona medalu, a mianowicie trzeba spełnić dwa warunki:
  • miesięczne wpływy na konto muszą wynieść minimum 1000 zł,
  • trzeba co najmniej raz w miesiącu zapłacić za zakupy kartą do konta.
W razie niespełnienia warunków bank obciąża nas opłatami za poprzedni miesiąc kalendarzowy:
  • 7 zł za prowadzenie konta,
  • 3 zł za kartę do konta,
  • 1 zł za każdą wypłatę z bankomatów BZ WBK i Cash4You i 5 zł za każdą wypłatę z innych bankomatów w Polsce
Moim zdaniem, jest to atrakcyjna oferta, a warunki nie są trudne do spełnienia. Aby zarobić 50 zł z cash back, trzeba dokonać płatności kartą w wymienionych punktach na kwotę 50/3%=1666,67 zł. Moje miesięczne wydatki nie są na tyle duże, jednak jakąś kwotę zawsze się otrzyma. Poza tym bezpłatny dostęp do wszystkich bankomatów w Polsce to duże ułatwienie. Oby tylko zwrot pieniędzy za zakupy nie stał się przyczyną wzrostu wydatków. Liczę też na limit w koncie, który pozwoli dodatkowo korzystać z optymalizacji, bowiem na te nieoprocentowane 7 dni w miesiącu pieniądze można wkładać na rachunek oszczędnościowy.

O postępach w optymalizacji systemu bankowego będę starał się informować w podsumowaniach miesiąca.

Dodane 1 maja 2011 r.:
Do konta automatycznie przydzielane jest ubezpieczenie karty, za które opłata wynosi 2,99 zł miesięcznie. Na szczęście, ubezpieczenie można zlikwidować w oddziale po aktywacji karty.

Bizoon - żyła złota czy ściema?

Przy tworzeniu rankingu kont maklerskich dla mikroinwestorów natknąłem się w sieci na dość nietypowy sposób inwestowania. Chodzi o projekt o nazwie Bizoon. Mikroinwestycja ta polega na zakupie udziału w spółce, dzięki któremu nabywamy prawo do udziału w zyskach firmy.

Bizoon ma być portalem społecznościowym opartym o usługę wideo dla e-handlu, komunikacji multimedialnej oraz interaktywnych aplikacji multimedialnych. Jak widać, projekt jest bardzo ogólny i polega na komunikacji między użytkownikami za pomocą kamer internetowych. Z drugiej strony, widać w tym pomyśle potencjał drzemiący w kontaktach wideo.

Źródła przychodu spółki to przestrzeń e-handlu (nie rozumiem), reklamy w serwisie oraz dodatkowe usługi za opłatą sms. Można pochwalić za dywersyfikację, jednakże za mało jest tu szczegółów.

Cena 1 udziału to 249,19 zł. Nie wiem skąd wzięła się akurat ta kwota, która w dodatku zmienia się co kwartał. Nie byłoby może nic dziwnego w wysokości ceny udziału, gdyby nie fakt, że 1 udział reprezentuje "całe" 0,001% spółki. Czyli mamy udział 0,001% w zyskach przedsięwzięcia. Nietrudno policzyć, że wartość firmy szacowana jest na 249,19/0,001%=24919000 zł! 25 mln zł to dużo jak na przedsiębiorstwo, które jeszcze nie zostało zarejestrowane.

Premiera serwisu jest zaplanowana na kwiecień. Planowa rejestracja spółki w KRS miała nastąpić do końca lutego tego roku, jednak możliwość zakupu udziałów jest dalej dostępna. Nabycie udziałów następuje po wypełnieniu internetowego wniosku na stronie projektu, podpisaniu umowy i dokonaniu przelewu.

Szczerze mówiąc, nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem też czy to jest zgodne z polskim prawem. Jeśli ktoś orientuje się więcej na ten temat, proszę o komentarz.

Zarobić i pomóc Japonii

Kataklizm, jaki dotknął Japonię, z pewnością zasługuje na miano jednego z najbardziej dramatycznych w historii tego kraju. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia, aby zobaczyć ogrom zniszczeń, jakie wywołały trzęsienie ziemi, a później tsunami.

Pomóżmy więc Japonii i jednocześnie zaróbmy na tym.

Jak to zrobić? Metoda jest bardzo prosta.

Złe wieści z elektrowni Fukushima spowodowały znaczną przecenę japońskich akcji. Indeks Nikkei ostatecznie stracił na zamknięciu 10,55%, co też odbija się na indeksach całego świata. Tygodniowy wykres Nikkei 225 prezentuje się następująco:

Jak widać, nastąpiła znaczna przecena japońskich akcji, którą rynek z pewnością wkrótce odreaguje wzrostami. Japonia jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów świata i mimo dużego zadłużenia nie grozi jej bankructwo. Co więcej, odbudowa Japonii spowoduje ożywienie koniunktury.

Możemy pomóc Japonii, kupując akcje japońskich spółek i pokazując naszą wiarę w siłę tego kraju. Można grać na kontraktach terminowych, gdzie instrumentem bazowym jest japoński indeks.

Jest więc okazja na zakupy i można nieźle na tym zarobić. Tak jak podczas innych kryzysów - dla przypomnienia sytuacja z podwórka: WIG20 w lutym 2009 roku wynosił nieco ponad 1200 pkt. Dziś waha się w okolicach 2700 pkt.

Dodane:
W Supermarkecie Funduszy Inwestycyjnych w mBanku znalazłem 2 fundusze inwestujące w japońskie akcje: ING Subfundusz Japonia oraz PKO SFIO Akcji Rynku Japońskiego. Być może kogoś to zainteresuje.

Klin podatkowy - pojęcie

Klin podatkowy to różnica między kosztami ponoszonymi przez pracodawcę w związku z zatrudnieniem pracownika a wynagrodzeniem, które pracownik otrzymuje na rękę. Państwo zabiera tę różnicę w formie podatków i składek za pracę na pełnym etacie.

Graficznie prezentuje się to następująco:

Źrodło: Wikipedia (pewnie robione w Paint, ale oddaje postać rzeczy).
Na rynku pracy, tak jak na każdym rynku, występują popyt i podaż. Na wielkość bezrobocia wpływa wiele czynników, a jednym z ważniejszych jest wielkość klina podatkowego.

Wyższy klin podatkowy przyczynia się do wzrostu bezrobocia. Pracodawca ponosi wtedy wyższe koszty związane z zatrudnieniem pracownika, a więc nie stać go na zatrudnienie większej liczby pracowników, przez co spada popyt na pracę z jego strony. Natomiast niższe wynagrodzenie jest mniej zachęcające dla szukających pracy, dlatego spada podaż pracy z ich strony. W związku z tym rozrasta się też szara strefa, bo każdnej ze stron w coraz mniejszym stopniu opłaca się rozliczać z urzędem podatkowym i powstaje większa motywacja oraz większa awersja na ryzyko, aby uniknąć zapłacenia podatku.

Wynagrodzenie brutto nie jest całkowitym kosztem, jaki ponosi pracodawca w związku z zatrudnieniem pracownika. Do tego dochodzą jeszcze składki po stronie pracodawcy.

W 2009 roku klin podatkowy wyniósł 34%. Więcej o wielkości klina podatkowego w 2011 roku i jego sposobie liczenia w jednym z następnych postów.

Kolejny argument przeciw zmianom w OFE proponowanym przez rząd

Po demontażu węgierskich OFE znacząco spadły obroty na tamtejszej giełdzie, wycofują się zagraniczni inwestorzy, a wiele węgierskich firm planuje emisję akcji na innych europejskich parkietach (w tym na GPW). Czy Polska wkrótce podzieli los Węgier?

Na temat Otwartych Funduszy Emerytalnych powiedziano już sporo i nie zamierzam rozwodzić się nad zaletami i wadami ich funkcjonowania. Ja osobiście jestem przeciwko proponowanym przez rząd zmianom w OFE, ale o tym może w jednym z kolejnych postów.

Polecam więc do przeczytania artykuł Problemy giełdy w Budapeszcie szansą dla naszego rynku oraz spojrzenie na poniższy wykres:

Na wykresie widać wyraźnie, jak duża część obrotów na węgierskiej giełdzie papierów wartościowych była zasługą Otwartych Funduszy Emerytalnych. Demontaż OFE osłabia giełdę. W Polsce zmiany nie spowodują takiego efektu jak na Węgrzech, bo zarówno udział OFE w obrotach giełdy jest dużo niższy, jak i proponowane zmiany są o wiele łagodniejsze. Jednak efekt psychologiczny będzie wyraźny i wielu inwestorów zagranicznych z pewnością zareaguje, wycofując kapitał. Inwestorzy zagraniczni generują prawie połowę wszystkich obrotów, wiec cios będzie znaczny.

Nie tylko rynek papierów wartościowych ucierpi, ale też rynek papierów dłużnych, czyli głownie obligacje Skarbu Państwa. Jestem przekonany, że po zmianach zostanie obniżony rating Polski, co w połączeniu z ucieczką zagranicznych inwestorów spowoduje wzrost oprocentowania polskich obligacji. W konsekwencji więc i tak wzrośnie koszt obsługi długu publicznego.

Rząd strzela sobie w stopę.

"Niezależność" polskiej waluty

Ostatnio w internetowym światku coraz częściej można zaobserwować różnego rodzaju niechęć do Unii Europejskiej. Obrywa ona za rozbudowaną biurokrację (słusznie), a także za wspólną walutę, która jest krytykowana szczególnie przez środowiska mocno prawicowe. Ewentualne wprowadzenie waluty euro w Polsce to dla nich samo zło, przede wszystkim coś co ingeruje w niezależność państwa polskiego, gdyż Polska straci kontrolę nad własną walutą. Ta obsesja na punkcie wszystkiego co narodowe jest niezdrowa dla gospodarki, dlatego chciałbym obalić mit o niezależności złotego.

Tak, jestem zwolennikiem przystąpienia Polski do strefy euro, popieram ideę unii monetarnych. Poza oczywistymi zaletami takiego rozwiązania (stabilność, podwyższenie ratingów, niższe koszty transakcyjne, niższe stopy procentowe) najważniejsze jest to, że obywatele polscy w końcu zaczną posługiwać płynną, niezależną walutą, a nie narzędziem w rękach banków i spekulantów, którzy bawią się wahaniami złotego dla własnych korzyści. Dobrze obrazuje to poniższy wykres:

Od połowy 2008 roku do lutego 2009 roku złotówka osłabiła się w stosunku do euro o ponad 55%. Kurs EURPLN wzrósł w tym czasie z niecałych 3,20 do prawie 5 zł (a propo: 5 zł za 1 euro nie udało się Tuskowi osiągnąć, choć było blisko). W ciągu kilku miesięcy wartość portfeli Polaków spadła o ponad połowę w porównaniu do obywateli krajów strefy euro. Spadek wartości waluty polskiej był podyktowany kryzysem finansowym, jednak tak duży spadek nie był tylko normalną reakcją rynku.

Dołożyło się do tego parę zagranicznych banków. Spekulacja na złotym w czasie kryzysu to była rzecz normalna i powszechna, lecz mało który duży inwestor przyznawał się do tego. Powiedzmy sobie szczerze: polska waluta jest na tyle niepopularna i niepłynna, że łatwo nią manipulować, posiadając kapitał liczony w miliardach. W przypadku euro sprawa nie wygląda już tak różowo dla spekulantów.

Większość z pewnością kojarzy wielkiego spekulanta George'a Sorosa. Z Wikipedii: Soros nagle stał się znany 22 września 1992 roku, gdy uważając, że funt szterling jest przewartościowany, dokonał spekulacji przeciw tej walucie, angażując 10 mld USD i grając na zniżkę kursu. W wyniku tego, Bank Anglii był zmuszony wycofać walutę z Mechanizmu Kursów Walutowych (ERM II), a Soros zarobił około jednego miliarda dolarów. Został nazwany człowiekiem, który złamał Bank Anglii. W roku 1997 w podobnej sytuacji w trakcie azjatyckiego kryzysu finansowego malezyjski premier oskarżył Sorosa o spowodowanie załamania waluty tego kraju.

Nietrudno sobie wyobrazić, co by się działo ze złotówką, gdyby taki Soros wkroczył do akcji - z(a)łamanie:

Polska waluta nie jest i nigdy nie będzie walutą niezależną (chyba że zrobimy inwazję na Chiny) i trzeba to sobie uświadomić. Nie jesteśmy w stanie utrzymać w ryzach naszej waluty w dzisiejszych czasach globalizacji. Nie wierzę, aby strefa euro się rozpadła, najwyżej wyleci z niej zasłużenie kilka państw i na tym skończy się wielka wrzawa. Unia monetarna to jedyna bezpieczna droga dla Polski.

Jakie konto maklerskie do mikroinwestycji?

W lutym zaprezentowałem ranking kont maklerskich dla osób inwestujących w akcje, który pokazał, że najtańszym rachunkiem maklerskim jest konto w XTB. Dziś chciałbym przedstawić podobny ranking z nastawieniem na osoby kupujące papiery na niewielkie kwoty do 1000 zł.

Takimi mogą być osoby zaczynające przygodę na rynku giełdowym z kapitałem kilkuset złotych (dlaczego nie?).

Kolejną kategorią mogą być osoby chcący mocno zdywersyfikować portfel akcji, lecz nie posiadający jeszcze odpowiednio dużej sumy w portfelu. Dla przykładu: suma portfela - 3000 zł, ilość papierów - 5 sztuk, z tego otrzymujemy średnią wartość poszczególnych papierów na poziomie 3000/5=600 zł.

Ranking opiera się na danych na dzień 15 lutego tego roku:

Przedostatnia kolumna przedstawia wyliczenia dla kwot kupna lub sprzedaży przy progu prowizji. Przykładowo, prowizja zwycięzcy, czyli BDM, wynosi 0,39% od transakcji przy minimalnej prowizji 1,95%. Daje próg prowizji wynoszący 1,95/0,39%=500 zł.

Istnienie minimalnych prowizji powoduje, że dla kwot transakcji poniżej progu prowizji procentowa stopa prowizji rośnie wraz ze spadkiem kwoty transakcji. Znowu przykład: w ING prowizja dla transakcji 2000 zł wynosi 0,39%, ale już dla transakcji 1000 zł wynosi 5/1000=0,5%.

Ostatnia kolumna prezentuje obliczenia kwot kupna lub sprzedaży, przy których prowizja wynosi 0,39%, dla poszczególnych kont maklerskich. Przyjąłem prowizję w wysokości 0,39% jako standard, gdyż jest to najczęściej występująca prowizja na rynku.

Przede wszystkim wniosek nasuwa się taki: bez żadnych obliczeń można przyjąć założenie, że im niższa wysokość minimalnej prowizji, tym konto jest atrakcyjniejsze dla mikroinwestora.

Najatrakcyjniejsza jest pierwsza czwórka, czyli BDM, AmerBrokers, PKO BP i Millenium. Pozwalają na inwestowanie kwotami 500-600 zł przy standardowych kosztach. Najgorzej wypada Noble, ale trudno się nie dziwić przy minimalnej prowizji tego maklera na poziomie 10 zł.

Ja osobiście nie będę kierował się przedstawionym rankingiem, bo po prostu nie lubię zbytniej dywersyfikacji. Ale każdy inwestor ma swoją własną strategię, więc mam nadzieję, że dla niektórych to zestawienie okaże się pomocne przy wyborze biura maklerskiego.

Dług publiczny Polski - sky is the limit?

Wysokość długu publicznego Polski zbliża się do kwoty 800 mld zł. Dziś każdy obywatel kraju zadłużony jest przez państwo na kwotę ponad 20 tys. zł.

To co tu napiszę stało się już truizmem, czyli (przez niektórych nazywanym) oczywistą oczywistością. Obecne problemy zadłużeniowe Polski są już tak wypromowane w mediach, ze wie o nich właściwie każdy obywatel. Jednak chciałbym mimo wszystko stworzyć ten post, aby za jakiś czas (miesiące, lata) odnieść się do niego. Dzięki temu będę miał obiektywne spojrzenie (jeśli chodzi o czas) na kwestie długu publicznego pół roku przed wyborami parlamentarnymi.

W internecie powstało już wiele liczników długu publicznego. Najsłynniejszy to licznik profesora Leszka Balcerowicza, według którego wysokość długu publicznego Polski na dzień 6 marca 2011 roku o godzinie 15:05 wyniosła 776489550039 zł.

Dzięki szybkiemu wzrostowi gospodarczemu (4,4% w IV kwartale 2010 roku) Polska jak na razie wychodzi obronną ręką w walce z utrzymaniem wskaźnika zadłużenia poniżej 55% PKB. Jednak jest to wysokość długu liczona według metodologii krajowej. Według metodologii ESA 95, stosowanej przez Komisję Europejską i Eurostat, Polska przekroczyła już tę granicę i zmierza w kierunku kolejnego progu wynoszącego 60% PKB.

Przekroczenie 55% PKB, liczonego według metodologii krajowej, spowoduje między innymi obowiązek równoważenia budżetu państwa przez rząd na kolejny rok po ogłoszeniu przez GUS takiej informacji. Deficyt budżetowy, założony przez Ministerstwo Finansów na 2011 rok, wyniesie około 40 mld zł. Łatwo sobie wyobrazić, że przy przekroczeniu progu 55%, trzeba będzie skądś te 40 mld zł pozyskać, co z pewnością będzie wiązało się z dużym cięciem socjału, podwyżką podatków na wielką skalę, a także kolejnymi manipulacjami w budżecie przez rządzących.

Dziwny przy tym wszystkim jest stoicki spokój pozorowany przez Ministra Finansów Jacka Rostowskiego. Zapewnia on, że wszystko jest pod kontrolą i próbuje przeforsować ustawę, zmniejszającą składkę przekazywaną Otwartym Funduszom Emerytalnym. Dzięki temu wskaźnik zadłużenia na papierze ulegnie zmniejszeniu, a dług ukryty zostanie zamieciony pod dywan jako prezent dla następnych pokoleń.

Ranking spreadożerców

Kilkaset złotych miesięcznie więcej z kosmosu za możliwość spłaty kredytu w obcej walucie? To pewne jak w banku.

Na money.pl ukazał się ranking, który od pewnego czasu chciałem zrobić - ranking banków według wysokości spreadu naliczanego klientowi przy spłacie kredytów mieszkaniowych w obcej walucie. Ranking powstał po zapowiedziach Wicepremiera Waldemara Pawlaka o zmianie sposobu naliczania rat - zamiast dowolności w ustalaniu spreadów, banki będą musiały posługiwać się średnim kursem Narodowego Banku Polskiego, jego kursem kupna i sprzedaży walut na dany dzień.

Więcej szczegółów w tym artykule: Ranking spreadożerców. Sprawdź, który bank jest najdroższy.

Z propozycji z pewnością ucieszą się osoby mające już zaciągnięty kredyt hipoteczny we frankach czy euro. Nie ucieszą się na pewno banki, które prawdopodobnie przerzucą powstały uszczerbek na wzrost marży kredytu. Ale można powiedzieć, że jest to godne pochwały zagranie pod publiczkę Wicepremiera Pawlaka przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, który obudził się po 3 latach rządzenia.

Najgłupsze podatki wszechczasów: podatek od brody

Chciałbym tym postem zapoczątkować cykl wpisów, których tematyka będzie dotyczyć podatków, a dokładniej najgłupszych podatków, jakie w swojej historii wymyśliła ludzkość. Na pierwszy ogień idzie tzw. podatek od brody (The Beard Tax), który funkcjonował w Rosji za czasów carskich.

Podatek od brody został wprowadzony przez Piotra I Wielkiego w 1698 roku. Uznał on zarost na męskiej twarzy jako symbol zacofania oraz nieeuropejskości carstwa rosyjskiego. Ten legislacyjny wybryk cara jest dowodem na to, że pomysłów na różnego rodzaju fobie i dyskryminacje nigdy nie brakowało, w tym wypadku ewidentnie bowiem mamy do czynienia z nieuleczalną... brodofobią.

Przedmiotem opodatkowania była więc broda, a podmiotem - brodacze. Wysokość podatku wynosiła od 2 kopiejek do nawet 900 rubli rocznie dla zamożnych kupców. Po zapłaceniu określonej kwoty brodaty obywatel otrzymywał medalion potwierdzający rozliczenie się z podatku. Dochodziło nawet do dziwnej sytuacji - część bogatych chciała nosić ten medalion dla podkreślenia swojego statutu społecznego. Z własnej woli płacić podatki - niebywałe.

Podatek wzbudził oczywiście wiele kontrowersji. Poza jego dziwactwem sprawa zahaczała też o aspekty tradycji i wiary. Broda bowiem była dla wielu ortodoksyjnych Rosjan symbolem religii prawosławnej i samoakceptacji, dochodziło nawet do sytuacji, że duchowni nie udzielali spowiedzi wierzącym mężczyznom bez zarostu, uważając ich za nieczystych i niegodnych. Z czasem uiszczanie należności było coraz bardziej lekceważone przez podatników i w końcu podatek został zniesiony. Natomiast zakaz noszenia brody obowiązywał jeszcze przez jakiś czas w administracji państwowej.

Przykład podatku od brody pokazuje, że granica między wielkością a dziwactwem często bywa cienka.

Bibliografia:
Mauricio Borrero, Russia: a reference guide from the Renaissance to the present

Portugalia bankrutem?

Jak podaje forsal.pl, odwołując się m.in. do The Wall Street Journal: dni Portugalii są policzone. Czy czeka nas osłabienie złotego i euro, jak to miało miejsce w listopadzie ubiegłego roku? A może będzie to impuls do wyczekiwanej korekty?

Według treści zawartych w artykułach, niemal pewnym jest fakt bankructwa Portugalii, jeśli nie zostanie udzielona pomoc finansowa z zewnątrz. Rentowność 10-letnich obligacji Portugalii wyniosła wczoraj 7,35%. Jest to sytuacja nieciekawa z punktu widzenia doświadczeń innych, prawie zbankrutowanych, europejskich krajów, czyli Grecji i Irlandii. Po przekroczeniu rentowności obligacji wynoszącej 7% Grecja musiała prosić o pomoc już po 13 dniach, natomiast Irlandia - po 15 dniach. Portugalia trzyma się dzielnie już 18 dni, jednak w najbliższych tygodniach zbliżają się terminy zapadalności portugalskich 10-latek:
  • w marcu - na kwotę 3,848 mld euro,
  • w kwietniu - na kwotę 4,342 mld euro,
  • w czerwcu - na kwotę 4,933 mld euro. 
O tym, jak duże są to kwoty, niech świadczy fakt, że PKB Portugalii jest 1,5 razy mniejszy od PKB Polski. Portugalia musi w ciągu najbliższych 3-4 miesięcy pozyskać kwotę ponad 50 mld zł, aby mieć możliwość dalszego rolowania długu.

Nastawiam się więc na prawdopodobieństwo gwałtownej obniżki kursu euro i złotego. Najbliższe szczyty przywódców UE odbędą się 11 i 24 marca. Warto przyglądać się wydarzeniom.

PS: PKB Szwecji urósł o w IV kwartale 2010 roku o 7,3%. Nic, tylko pogratulować.

Podsumowanie miesiąca: luty 2011

Wzorem innych blogów o podobnej tematyce, postanowiłem zrobić krótkie podsumowanie miesiąca. Jest to pierwsze podsumowanie na tym blogu, którego premiera nastąpiła w Walentynki. Od tego czasu napisałem 10 postów (bez dzisiejszego), blog miał ponad 3000 wyświetleń i dorobił się 7 subskrybentów. Największą popularnością cieszył się post Na co idą nasze podatki?, który został wyświetlony około 1150 razy. Dziękuję!

Jeżeli chodzi o kwestie finansowe, rzecz prezentuje się następująco:

Rentowność inwestycji w lutym (wliczając pozycje otwarte):
Akcje: +2,13% +1,95% (historia)
Forex: +4,79%

Udziały w portfelu aktywów:

Komentarz: Muszę bardziej zdywersyfikować portfel. W marcu zaoszczędzoną nadwyżkę przekażę na konto Forex.