XTB Trading Cup 2011

O konkursie, w którym główną nagrodą jest milion euro (!) musi być głośno. I jest, bowiem od kilku tygodniu w internecie panuje pewnego rodzaju ekscytacja. Każdy pewnie już po etapie głębokich przemyśleń co zrobi z milionem i trzeba przyznać organizatorom, że atrakcyjne nagrody działają na wyobraźnię. Więcej takich konkursów.

Tak, tak, główną nagrodą jest milion euro. Dla niewierzących potwierdzi to sam Lewis Hamilton:

Informacje o konkursie można znaleźć pod adresem: www.tradingcup2011.xtb.pl. W konkursie inwestujemy wirtualne 30000 euro (po 10000 euro w każdej z gałęzi: forex, akcje, opcje). Gra trwa od 2 do 27 maja, do tego czasu można zapoznać się z demem dema, czyli aplikacją, dostępnymi instrumentami itd., można też wirtualnie inwestować. Od 2 maja liczniki są zerowane i zaczyna się konkurs, w którym mogą brać udział osoby od 18. roku życia. Nagrody to: 1 mln euro, 3 Mercedesy SLK, iPady 2, zegarek z diamentami, notebook oraz wyjazdy do Woking. Nagrody więc wartościowe, ale dość mało liczne jak na ogólnoświatowy konkurs. Także ja skusiłem się i postanowiłem wziąć udział w konkursie. Tym bardziej, że nic to nie kosztuje, może poza kosztem alternatywnym, czyli straconym czasem. Jednak nie zamierzam przeznaczać na to dużo czasu ze względu na olbrzymią (lepszą) konkurencję, pootwieram po prostu agresywne pozycje i zapomnę. Co ma być, to będzie (oczywiście, nie polecam takiego podejścia do realnych inwestycji).

Optimus: sprzedaj do 7,60

Przepowiadałem na blogu przebicie dyszki przez papiery Optimusa, tymczasem po rekomendacji DM BZ WBK, zalecającej sprzedaż akcji, kurs spadł poniżej 9 zł, by ostatecznie zamknąć dzień na poziomie 9,09 zł.

Czyżby mamy do czynienia z odwróceniem trendu wzrostowego?

Na początek warto spojrzeć na roczny wykres notowań Optimusa:

I jak widać z wykresu, na razie brak jest sygnałów odwrócenia długoterminowego trendu wzrostowego, który wywindował kurs akcji o kilkaset procent w ciągu roku. Co ciekawe, docelowa cena akcji wg rekomendacji pokrywa się z poziomem wsparcia, czyli 7,60. Na razie nie znamy szczegółów tejże rekomendacji, bo DM BZ WBK udostępnia ją najpierw dla swoich klientów. A takim nie jestem z prostego powodu: konto maklerskie jest zdecydowanie za drogie.

Warto też przeanalizować sobie skuteczność rekomendacji omawianego biura maklerskiego. Była ona taka sobie, a czasami wręcz fatalna (np. KGHM), ale tak jest z każdym biurem (pamiętna zerowa rekomendacja). Podobno rekomendacje sprawdzają się w niewiele ponad 50% przypadków, więc nie warto sobie nimi zaprzątać za bardzo głowy. Wierzmy przede wszystkim samym sobie (w granicach zdrowego rozsądku, oczywiście).

Ja na razie nie pękam i trzymam akcje Optimusa co najmniej do dnia poprzedzającego premierę, licząc cały czas na wspomnianą dyszkę i potencjał Wiedźmina. Może początek maja przyniesie jakieś ciekawe rozstrzygnięcia?

Najgłupsze podatki wszechczasów: podatek od głowy Chińczyka

Podatek pogłówny w swojej historii zawsze budził wiele kontrowersji. Niezadowolenie społeczne, strajki, zamieszki, a nawet obalenie władzy - to tylko niektóre konsekwencje jego ustanawiania. Miano miszczów hipokryzji we wprowadzaniu takiej daniny z pewnością należy do obywateli Kanady, którzy wymyślili niegdyś Chinese Head Tax, czyli w tłumaczeniu: podatek od głowy Chińczyka. Dziś kolejny wpis z cyklu Najgłupsze podatki wszechczasów.

Dlaczego nazwałem to mistrzostwem hipokryzji? Z prostego powodu - Kanadyjczycy w XIX wieku najpierw zaprosili Chińczyków do budowy Kolei Transkanadyjskiej (wiadomo: tania siła robocza), a potem łaskawie w ramach nagrody za trud, konieczność przetrwania w trudnych zimowych warunkach i śmierć wielu pracowników, nałożyli na nich podatek. A co tam, niech mają!

Z pewnością można tu mówić nie tylko o dyskryminacji, ale też rasizmie panującym wśród ówczesnych obywateli kanadyjskich. Danina została nałożona w 1885 roku, była płacona m.in. przed wyjściem imigrantów na brzeg i z biegiem lat jej kwota była kilkakrotnie podwyższana. Wyjście na swoje zajmowało podatnikom od 2 do 16 miesięcy.

Trzeba przyznać, że podatek pomógł osiągnąć zamierzony cel, czyli powstrzymać napływ Azjatów do Kanady, jednak i to nie wystarczyło Kanadyjczykom. W 1923 został uchwalony Akt Emigracyjny, który znosił podatek, ale jednocześnie całkowicie zakazywał migrację osób pochodzenia chińskiego do Kanady. Wyjątek stanowili biznesmeni, duchowni, wychowawcy, a także studenci.

Oczywiście, takie ograniczenia musiałby prowadzić do pewnych niepożądanych konsekwencji społecznych. Przede wszystkim z powodu zdecydowanej przewagi wśród imigrantów osób płci męskiej w Kanadzie kwitła prostytucja, co tylko pogarszało opinię obcokrajowców. Poza tym ze względu na to, że chińskich kupców stać było na zapłacenie nie tylko swojego podatku oraz mieli oni pozwolenie (w przeciwieństwie do chińskich robotników) na sprowadzanie do Kanady swoich żon i córek, dochodziło do wielu nielegalnych imigracji pod przykrywką więzi rodzinnych.

Chinese Head Tax stał się najbardziej niefortunną daniną w dziejach Kanady. Dopiero w 2006 roku obywatele chińscy doczekali się oficjalnych przeprosin od władz kanadyjskich. Ależ jakie to był przeprosiny! Poszkodowanym zaoferowano rekompensatę w wysokości 20 tys. dolarów kanadyjskich (około 17400 USD w 2006 r.). Więcej śmiechu było, kiedy okazało się, jakie warunki muszą być spełnione, aby otrzymać zadośćuczynienie. Poszkodowanym miała być bowiem osoba pozostająca przy życiu, która zapłaciła kiedyś podatek pogłówny. Dość szybko okazało się, że przy życiu pozostało 20 takich osób.

Facebook za darmo w telefonie

Serwisy społecznościowe stały się już codziennością większości użytkowników internetu. Prym wśród nich niewątpliwie wiedzie Facebook, z którego na świecie korzysta już grubo ponad 600 milionów osób, a w Polsce około 10 milionów osób. Firmy często decydują się na założenie profilu na FB, a przyciski Lubię to są obecne na każdym kroku. Wirtualne życie jest coraz bardziej realne.

Korzystanie z Facebooka przez telefon wiąże się z opłatami związanymi z transmisją danych, za którą operatorzy każą sobie płacić. Dlatego ciekawą ofertę prezentuje ostatnio jeden z nowych wirtualnych operatorów komórkowych, czyli FreeM.

Proponuje całkowicie darmowe korzystanie z Facebooka i kilku innych serwisów internetowych przez telefon. Nie trzeba robić doładowań (jeśli nie korzystamy z połączeń głosowych i sms/mms - cennik tu), a ważność konta jest przedłużana automatycznie o miesiąc wraz z korzystaniem z Facebooka. Przesyłka karty sim na adres domowy jest także bez opłat.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, FreeM wykorzystuje infrastrukturę Plusa, a więc z zasięgiem nie powinno być problemu. Istnieje także możliwość przeniesienia numeru do FreeM.

Lista darmowych serwisów (cytuję: To wszystko we FreeM. Za darmo. Na zawsze. Bez gwiazdek):
Osobiście nie skorzystam z oferty, gdyż nie przeszkadza mi na razie mój stary, zasłużony telefon, a zamiast kupna nowego, wolę pieniądze zainwestować. Oferta z pewnością jest bardzo atrakcyjna dla osób będących w posiadaniu telefonów komórkowych z możliwością umieszczenia w nich drugiej karty sim. Przenosić numer raczej nie warto, choć stawki za połączenia atrakcyjne.

Na koniec porównanie taryf pre-paid najważniejszych operatorów.

Wiedźmin: na miesiąc przed premierą

Premiera Wiedźmina 2 już za miesiąc. Ten fakt ma decydujące znaczenie na notowania spółki Optimus (a już niedługo CD Project). Poniżej przedstawiam film ukazujący siłę (także spekulacyjną) tej spółki.

Nie ukrywam i otwarcie przyznaję, że wpis jest subiektywny i mam swój interes w promowaniu tego wydarzenia. W końcu który inwestor nie chce, aby jego wartość jego akcji w portfelu rosła?

Film z konferencji, która odbyła się 14 kwietnia:

Pozdrawiam współposiadaczy akcji :)

Ulga na dzieci preferencją dla bogatszych

Ulga na dzieci została wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości w 2007 roku. Projekt, poza propagandowym wzrostem poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego, miał na celu być elementem polityki prorodzinnej państwa i spowodować wzrost liczby urodzeń dzieci, czyli uchronić Polskę przed ujemnym przyrostem naturalnym. Co było do przewidzenia - zabieg nie udał się, liczebność populacji nie rośnie, a przez natłok innych komplikacji w podatku PIT z ulgi najbardziej korzystają osoby bogatsze.

Zgodnie z raportem Ministerstwa Finansów Preferencje podatkowe w Polsce budżet państwa oraz jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiaty, województwa) straciły w 2009 roku na uldze na dzieci kwotę 5,633 mld zł, a ulga ta była jedną z najbardziej kosztownych preferencji podatkowych. Tym bardziej nasuwa się tu pytanie: czy jest sens wydawać tak duże pieniądze z naszych podatków na coś, co po prostu się nie sprawdza?

Jak czytamy w raporcie: W pełnej wysokości z ulgi na jedno dziecko (1112,04 zł w 2009 r.) może skorzystać podatnik, którego wynagrodzenie brutto ze stosunku pracy przekroczy miesięcznie średnio 1798 zł (21576 zł rocznie). Jeżeli wynagrodzenie podatnika jest niższe, może on odliczyć tylko część ulgi. Podatnik z dwójką dzieci odliczy ulgę w pełnej wysokości, jeżeli będzie uzyskiwał wynagrodzenie w kwocie 2846 zł brutto miesięcznie (34152 zł rocznie).

Lepsze dalej: Podatnik osiągający minimalne wynagrodzenie (1317 zł miesięcznie brutto) i mający na wychowaniu dwoje lub więcej dzieci realnie skorzysta jedynie z części ulgi (54% rocznego limitu) przypadającej na jedno dziecko (600 zł rocznie). Pozostała część ulgi na pierwsze dziecko i ulga na kolejne dzieci nie zostanie wykorzystana ze względu na zbyt niski podatek dochodowy.

Z powyższego wynika, że ulga na dzieci jest preferencją dla bogatszych. O kolejnych komplikacjach dla najbiedniejszych można poczytać na stronach 23-24 raportu. No dobrze, skoro funkcja prorodzinna odpada, to co ze zwiększonym przyrostem naturalnym?

Źródło: Preferencje podatkowe w Polsce, raport Ministerstwa Finansów

Jak widać, w latach 2000-2008 sytuacja ulegała poprawie. Ulga została wprowadzona 1 stycznia 2007 roku i od tego czasu współczynnik dzietności i liczba urodzeń także wzrosły. Nie jest to jednak spowodowane choćby w najmniejszy sposób ulgą na dzieci. Powód jest prosty: kobiety, urodzone w czasie wyżu demograficznego w latach 80., mają obecnie 20-30 lat, a więc są w najbardziej płodnym okresie. O nieskuteczności tejże ulgi świadczą fatalne prognozy dotyczące zmniejszania się liczby ludności kraju w następnych latach.

Pada zarzut, że skoro ulga na dziecko nie funkcjonuje poprawnie, to czy nie lepiej naprawić ten stan rzeczy, zamiast od razu ją likwidować? Moim zdaniem, zdecydowanie nie, przede wszystkim z tego powodu, że ulga jest zwracana raz do roku po rozliczeniu się z fiskusem, a więc nie wpływa na miesięczną kondycję finansową gospodarstwa domowego. Po co komplikować system podatkowy? Do ewentualnego prowadzenia polityki prorodzinnej są przecież o wiele skuteczniejsze zasiłki, które są wypłacane co miesiąc.

Zmiany na blogu

Tak jak w życiu, tak i na blogu nadeszły czasy na zmiany mające służyć jego rozwojowi, lepszemu odbiorowi przez czytelników oraz (nie ukrywam tego) wyższym zarobkom dla autora z reklam. Większość zmian widać gołym okiem.

1. Zmiana szablonu
Nie podobał mi się poprzedni biały szablon. Zresztą żaden z nowych szablonów, dodanych jakiś czas temu do usługi Blogger, nie przypadł mi do gustu. Przede wszystkim z powodu:
  • miejsca po pasku nawigacyjnym, którego nie da się usunąć, a w przypadku dodania kolorystycznego tła po bokach, kolor wcina się też na miejsce paska nawigacyjnego,
  • zbyt dużych odległości między poszczególnymi ramkami,
  • dziwnymi wcięciami w niektórych gadżetach.
Oczywiście nowe szablony miały też kilka zalet, ale wady przeważyły. Nie znam się dobrze na języku html, jedynie co potrafię w nim robić to edycja postów (zresztą warto pisać posty w html, bo inaczej powstają krzaczory). Poza tym nie potrafiłem znaleźć szablonu, który kolorystycznie przypadłby mi do gustu. Natomiast obecny po lekkich modyfikacjach jest OK, zawsze chciałem mieć szare tło po bokach oraz niebieskie tło jako nagłówek. A najważniejsze - blog w końcu jest przejrzysty. Co o tym sądzicie?

2. Zmiana rozmieszczenia reklam
Zmiana szablonu pociągnęła za sobą konieczność zmiany rozmieszczenia reklam. Zostaję reklama po prawej stronie u góry, umieściłem reklamę pod tytułem bloga, planuję też wrzucić na koniec każdego postu.

3. Zmiana nicku
Czyli od dziś będę podpisywał się inicjałami, czyli E.W. marlo. Tym samym koniec z Blofi.

To tyle i aż tyle jak na razie. Jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżenia albo propozycje ulepszenia bloga, proszę pisać.

Ulga na internet - jak zaoszczędzić?

Do rozliczenia się z fiskusem zostało trochę ponad 20 dni. Jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił i co rok wpisuje w PIT-37 w rubryczkę ulgi na internet kwotę odliczenia w wysokości 760 zł, zachęcam do zapoznania się ze wpisem.

Chciałbym omówić 3 kwestie związane z rozliczaniem ulgi na internet. Opierają się na interpretacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i zmianami w niej od 2011 roku.

Po pierwsze, kwestia małżonków. Dość częstym błędem i zmarnowaniem okazji do zaoszczędzenia kilku czy kilkunastu złotych jest wpisywanie w rubryczkę kwoty 760 zł, czyli maksymalnej kwoty odliczenia. Małżonkowie mogą bowiem odliczyć nawet podwójną maksymalną kwotę, czyli 760*2=1520 zł. Oczywiście, jeśli w rzeczywistości takie wydatki na internet ponieśli.

Jeśli wydatki na internet wyniosły 1000 zł, to każdy z małżonków może wpisać do swojej rubryczki np. po 500 zł. Aby wykorzystać ulgę do maksimum, trzeba miesięcznie ponosić wydatki na internet średnio w wysokości (oczywiście w kwocie brutto):
  • 760/12=63,33 zł w przypadku osoby samotnej,
  • 1520/12=122,67 zł w przypadku małżonków.
Pamiętajmy jednak, że jest to ulga zmniejszająca przychód, nie odliczamy więc całości wydatków ponoszonych na internet, lecz tylko ich część. Z tego powodu nie warto jej brać pod uwagę przy wyborze dostawcy internetowego, potraktujmy ją tylko jako bonus od państwa.

Dokumentacją potwierdzającą jest przy rozliczeniu za 2010 rok posiadanie faktury co najmniej na jednego z małżonków. Nie trzeba więc posiadać faktury na każdego z małżonków, co potwierdził wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi z 19 sierpnia 2008 roku.

Po drugie, od tego roku nie trzeba już dokumentować wydatków na internet fakturami VAT. Wystarczy dokument zawierający:
  • dane identyfikujące kupującego (odbiorcę usługi lub towaru), 
  • dane identyfikujące sprzedającego (towar lub usługę), 
  • rodzaj zakupionego towaru lub usługi, 
  • kwotę zapłaty.
Przepis ten wszedł w życie od tego roku, a więc można go brać pod uwagę dopiero przy rozliczeniu za 2011 rok.

Po trzecie,  od tego roku zmienił się art. 26 ust. 1 pkt 6a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, z którego wykreślono część: w lokalu (budynku) będącym miejscem zamieszkania podatnika. Brzmi on obecnie następująco: wydatków ponoszonych przez podatnika z tytułu użytkowania sieci Internet, w wysokości nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 760 zł. Oznacza to, że od 2011 roku zakres ulgi został rozszerzony i będzie można rozliczać wydatki z tytułu użytkowania internetu mobilnego. Warto więc zbierać dokumenty (lecz nie paragony - patrz punkt 2), które potwierdzają takie użytkowanie.

Tak jak wyżej, przepis można brać pod uwagę dopiero przy rozliczeniu za 2011 rok.

Kroczący stop loss a inwestycje w surowce

Ostatnio wszędzie trąbi się o drożejących surowcach. Rosnące ceny ropy naftowej, złota, srebra, miedzi czy chociażby cukru (który teraz lekko potaniał) z pewnością przyprawiają o zawrót głowy nie tylko konsumentów, lecz także inwestorów. Wielu z tych ostatnich teraz puka się w czoło z pytaniem: dlaczego wtedy nie zainwestowałem?

Na inwestycje nigdy za późno, trzeba to jednak robić mądrze (truizm). Jedną ze strategii na rosnące ceny surowców jest strategia kroczącego stop lossa.

Kroczący stop loss to w skrócie przesuwanie stop lossa co pewien czas w celu redukcji strat i później podwyższania zysku.

Prześledźmy to na przykładach:

Na początek notowania ropy naftowej od końca marca do chwili obecnej:

Jak widać na podstawie wykresu, gdyby inwestor odtworzył długą pozycję przy cenie 115 i stosował strategię kroczącego stop lossa wynoszącego 5 w stosunku do najwyższej ceny, dziś dalej trzymałby pozycję. W przypadku, gdyby od teraz role się odwróciły i kurs zaczął gwałtownie spadać (na co się nie zanosi), pozycja automatycznie zamknęłaby się na poziomie 126,95-5=121,95, a inwestor miałby zysk w wysokości 121,95-115=10,95, co przy dźwigni w zależności od wielkości pozycji dałoby pokaźny rezultat na rachunku. Jeśli kurs będzie rósł dalej, zysk według strategii rośnie razem z nim.

Oczywiście, strategia kroczącego stop lossa ma zastosowanie nie tylko przy wzroście kursu.

Drugi przykład to znowu wykres ropy naftowej, teraz notowania z czasów kryzysu:

Osoba, która zagrała w czasie kryzysu na spadek notowań, stosując omawianą strategię, zyskała wiele. Przy idealnym trafieniu i dobraniu odpowiedniej wielkości przesuwanego stop lossa różnica w cenie jednostki wyniosła nawet ponad 100 dolarów.

Strategia kroczącego stop lossa sprawdza się więc najbardziej przy przewidywaniu zrównoważonych ruchów cen. Pozwala na stosowanie się do jednej z reguł inwestycyjnych: tnij straty, a zyskom pozwól rosnąć.

Optimus - strategia na najbliższe 2 miesiące

Jak już czytelnicy bloga pewnie wiedzą, jestem posiadaczem akcji spółki Optimus. Kupiłem je w Walentynki po kursie 6,30 zł, potem walczyliśmy z wyprzedażą akcji przez ABC Data (kurs wtedy zniżkował nawet poniżej 6 zł). Podkreślałem już, że spółka ma potencjał zarówno fundamentalny, jak i spekulacyjny, co zresztą udowodniły późniejsze notowania. Dziś cena 1 akcji Optimusa to 8,33 zł. Zarobiłem więc do tej pory (8,33-6,3)/6,3*100%=32,22% i uważam, że to jeszcze nie koniec ze względu na premierę Wiedźmina 2 za ponad miesiąc.

Spółka niedawno podała do wiadomości korektę terminów przekazywania raportów okresowych w 2011 roku. Po zapoznaniu się z dokumentem można nakreślić pewien kalendarz inwestycyjny na najbliższe 2 miesiące. I tak oto:
  • 29 kwietnia - raport roczny za rok 2010
    Moim zdaniem, ten raport nie wpłynie na notowania Optimusa, gdyż poprzedni rok był taki sobie dla spółki. Tym bardziej, że znamy już raporty za wszystkie kwartały 2010 roku. Jeśli natomiast wypłynie coś nawet lekko pozytywnego - kurs z pewnością pójdzie do góry. Raczej nie spadnie - zbyt blisko premiery Wiedźmina.
  • 13 maja - raport kwartalny za I kwartał 2011
    Ukaże się więc 4 dni przed premierą. Tak jak wyżej. Jeśli będzie pozytywny, kurs spółki wystrzeli. Ciekawe też mogą okazać się zarobki z gog.com.
  • 17 maja - premiera Wiedźmina 2
    Dzień wyczekiwany przez graczy komputerowych i inwestorów. Od tego dnia zacznę rozważać sprzedaż posiadanych akcji w zależności od wyników sprzedaży Wiedźmina i otoczki wokół gry. Czy inwestorzy zaczną realizować w ten dzień zyski, a może zaczną kupować akcje? Jak to na giełdzie - zobaczymy.

Moja strategia nie jest więc niczym wymyślnym i skomplikowanym - opiera się na cierpliwym czekaniu na premierę (no chyba że na siedzibę Optimusa spadnie bomba). Nie opiera się na analizie technicznej, w którą nie do końca wierzę. Jest to prosta, fundamentalna strategia, a przecież proste jest piękne.

Obstawiam, że do premiery kurs urośnie do 10 zł. Kto chce założyć się o grosika a la Laffer?

Equity Magazine nr 8

Ukazał się kolejny już, ósmy numer Equity Magazine (co tu dużo mówić - nieprzeciętnego czasopisma internetowego). W tym numerze otrzymałem zaszczyt zaprezentowania swojego artykułu. Nie chcę jednak zdradzać, który to jest tekst (regularnie czytający bloga pewnie się zorientują), zapraszam do zapoznania się ze wszystkimi wypocinami twórców. Moim zdaniem, wyjątkowo ciekawe są artykuły o inwestycjach w Afryce czy o strategii Pitchforka wykorzystywanej w analizie technicznej. Polecam.

Najgłupsze podatki wszechczasów: podatek od posiadania psów

Biedne zwierzaki. Gdy ludziom kończą się pomysły z opodatkowywaniem samych siebie, biorą się za inne żywe istoty na tym świecie. Niedługo pewnie powstaną podatki od kotów, myszy w piwnicy, zabitych komarów czy rozdeptanych mrówek. Zawsze znajdzie się jakiś pretekst do opodatkowania. Obecnie cierpią jedynie pieski. Do cyklu wystrzałowo głupich podatków w historii dołącza więc dziś podatek od posiadania psów.

W Polsce obowiązywał do końca 2007 roku, później został zastąpiony opłatą od posiadania psów. Różnica między podatkiem a opłatą w tym wypadku jest naprawdę niewielka i polega na tym, że przedtem gminy nie mogły zrezygnować z ustanowienia daniny, teraz jest to fakultatywne, czyli od decyzji gminy zależy czy opłata będzie w niej obowiązywać. Podatek miał charakter lokalny, to znaczy wszystkie dochody z tego tytułu szły do budżetów gmin.

A jakież to były dochody! We Wrocławiu, mieście liczącym ponad 500 tys. mieszkańców, dochody z podatku wyniosły w 2003 roku około 300 tys. zł, co stanowiło 0,02% dochodów ogółem. Nic dziwnego, że nawet niektóre gminy postulowały zniesienie podatku, gdyż ponosiły większe koszty związane z jego ściąganiem.

Przedmiotem opodatkowania było posiadanie psa, a podmiotem był właściciel czworonoga (wyłącznie osoba fizyczna). Jak na tak podatek o tak marnym znaczeniu fiskalnym posiadał on rozbudowany katalog zwolnień.

Warto też zadać sobie pytanie: po co w ogóle wprowadzono ten podatek, bo z pewnością nie z powodu zwiększenia dochodów jednostek samorządu terytorialnego? Podatek miał rozwiązać problem psich kup w parkach i innych miejscach publicznych, ale to chyba nie było właściwe posunięcie. Wprowadzenie opodatkowania zwierząt powoduje, że te zwierzęta częściej lądują w schroniskach, bo ich właściciele nie chcą płacić lub nie stać ich na utrzymanie kolejnej głowy w rodzinie.

Psiakrew, wszystko zaczyna się i kończy się na polityce. Naprawdę dziwię się politykom, którzy wprowadzają takie podatki. Niewiele korzyści one wnoszą, a ile szumu i śmiechu dookoła.

Jak dodatkowo zarabiać na produktach finansowych?

W obecnych czasach każdy z nas jest zmuszony korzystać z produktów, jakie oferują nam instytucje finansowe (i nie tylko). Coraz trudniej bowiem wyobrazić osobę, która nie ma konta w banku, nie jest w jakiś sposób ubezpieczona lub nie ma na głowie kredytu mieszkaniowego. Świat idzie do przodu, a życie staje się coraz bardziej wirtualne.

Każdy kiedyś staje przed decyzją jakie konto bankowe, konto maklerskie czy konto OFE wybrać, w jakiej firmie się ubezpieczyć oraz gdzie najkorzystniej zaciągnąć kredyt. Skoro musimy to zrobić, dlaczego by dodatkowo nie zarabiać na produktach finansowych wykorzystywanych przez nas samych?

Metoda jest bardzo prosta. W internecie jest sporo programów partnerskich, gdzie za polecanie różnych produktów otrzymujemy prowizje. Polecajmy więc produkty samym sobie. Do tego wykorzystuję System Partnerski Bankier.pl.

I tak oto przed założeniem np. rachunku w banku sprawdzam, czy wybrany przeze mnie rachunek znajduje się na liście produktów objętych programem partnerskim. Jeśli tak, to składam wniosek przez system partnerski.

W zależności od oferty, można na założeniu jednego rachunku można zarobić w ten sposób na dzień dzisiejszy 10-60 zł. Jednak w życiu większości Polaków przychodzi czas na zakup mieszkania finansowanego z kredytu hipotecznego. Biorąc kredyt na 300 tys. zł i polecając samych siebie, możemy zaoszczędzić nawet 0,55% wartości kredytu, czyli 300000*0,55%=1650 zł!

Oczywiście, produktów jest więcej, od różnych rodzajów kredytów i pożyczek po wszelkiego typu doradztwo, lokaty, rachunki firmowe, leasing, faktoring i wiele innych.

No dobrze, ale czy takie działanie jest dozwolone? Trzeba to oczywiście zawsze sprawdzić w regulaminie danego programu partnerskiego. Nie znalazłem żadnego zapisu na ten temat w regulaminie Systemu Partnerskiego Bankier.pl, postanowiłem jednak dla pewności zadzwonić na infolinię. Na pytanie Czy mogę polecać sam siebie w programie partnerskim? odpowiedź brzmiała: Oczywiście, może Pan.

W ten właśnie sposób założyłem ostatnio Dobre Konto w Banku Millenium, za co otrzymam 30 zł. Wysiłek prawie żaden, a jakiś grosz dodatkowo zawsze wpadnie.

Podsumowanie miesiąca: marzec 2011

Marzec okazał się być dla mnie bardzo udanym miesiącem.

Napisałem 14 postów, blog miał ponad 3500 wyświetleń i dorobił się kolejnych 16 subskrybentów. Największą popularnością cieszył się post Zarobić i pomóc Japonii, który został wyświetlony prawie 1100 razy.

Zarobki:

Reklamy na blogu:
AdSense: 1,22 euro
AdTaily: 0 zł, na razie likwiduję tę formę reklamy

W marcu rozpocząłem przygodę z optymalizacją systemu bankowego. Wyniki będę zamieszczał od następnego podsumowania.

Rentowność inwestycji w marcu:

Akcje: +19,72%! (historia AKCJE)
Forex: +9,38% (historia FOREX)

Główną przyczyną bardzo dobrych wyników w portfelu akcji był dynamiczny wzrost kursu Optimusa, który jeszcze miesiąc temu zmagał się z wyprzedażą przez ABC Data. Na szczęście, wszystko wróciło do normy i na chwilę obecną mam na tych papierach około 30% zysku.

Drugą spółką w portfelu akcyjnym jest Tauron, który zaprezentował gorsze wyniki od oczekiwanych i też zmagał się z wyprzedażą papierów przez Skarb Państwa. Na razie tracę tu niecały 1% i w takim tempie wzrostu kursu mam szansę załapać się na dywidendę ;)

Pospekulowałem trochę na kontraktach na srebro, ale wymiękłem w czasie katastrofy w Japonii. Poza tym lot lotowi nierówny i przestraszyłem się tych wahań zarobków na rachunku. Zamknąłem z pokaźnym zyskiem, teraz żałuję, ale nigdy nie jest idealnie.

Tak samo w przypadku kontraktu na indeks 225 największych japońskich spółek. Za wcześnie sprzedałem, w dodatku w jednym z gorszych momentów i przez to zysk był o połowę mniejszy niż mógł być.

Było również jednodniowe zagranie na umocnienie złotówki, z którego wyszedłem ze skromnych zarobkiem.

Miesiąc był więc bardzo udany pod względem inwestycji. Więcej szczegółów o ukończonych inwestycjach w podanych wyżej linkach.

Udziały aktywów w portfelu:

Mimo dopłaty do rachunku Forex, nie udało mi się bardziej zdywersyfikować portfela przez mocno rosnący kurs Optimusa, który spowodował wzrost wartości portfela akcji. Trzeba próbować dalej.

Zobacz także poprzednie podsumowanie miesiąca: luty 2011.