Jak zatrzymać legitymację studencką?

Legitymacja studencka jest dokumentem uprawniającym do korzystania z ulg cenowych przy korzystaniu z komunikacji miejskiej (50%), kolejowej (51%), w kinach, niektórych restauracjach itd. Dzięki niej można zaoszczędzić całkiem niezłą sumę pieniężną, a skoro państwo pozwala, to dlaczego mamy z tego nie korzystać?

Oto kilka metod na zdobycie lub zachowanie legitymacji w zależności od przedstawionego problemu:

1. System boloński, czyli podział studiów wyższych na licencjackie (3 lata) i magisterskie (2 lata), tworzy swoje "patologie". Chodzi o konieczności oddania legitymacji studenckiej przy odebraniu dyplomu potwierdzającego ukończenie szkoły. Nawet jeśli za 3 miesiące wybieramy się na kolejny stopień studiów, musimy przez wakacje obyć się bez zniżek. Istnieje na to najpopularniejszy chyba wśród studentów sposób - złożenie oświadczenia o zagubieniu legitymacji. A że jest działanie nie do końca zgodne z prawem to już inna historia.

2. Osoby trochę bardziej uczciwe mogą zgłosić zagubienie legitymacji i jednocześnie wyrobić sobie nową (co oczywiście kosztuje). Przynajmniej przy odbiorze dyplomu będą czuły się mniej niekomfortowo.

3. Niektóre uczelnie proponują złożenie oświadczenia o kontynuacji nauki na drugim stopniu na tejże uczelni i wtedy złożenie legitymacji przy odbiorze dyplomu nie jest wymagane. Jeśli na pewno zostajemy w tej samej szkole, można zapytać o takie coś w dziekanacie.

4. Kolejna metoda to po prostu pozostanie studentem uczelni do sesji poprawkowej, czyli do września. Można więc przed wakacjami oblać jakiś przedmiot, nie oddać w terminie pracy dyplomowej itp. Sposób jest legalny i skuteczny dla studentów zarówno szkół licencjackich, jak i magisterskich. Aczkolwiek destruktywny, gdyż może nas ominąć rekrutacja na kolejny stopień studiów.

5. W ostatnich latach nastąpił wysyp szkół policealnych, które na niektórych kierunkach oferują bezpłatną 2-letnią edukację zaoczną dzięki dofinansowaniom od państwa na jednego ucznia. W rezultacie dochodzi do wypełniania w takich szkołach miejsc na siłę po to, aby zarobić jak najwięcej. Szkoły wystawiają legitymacje uczniowskie - czym głośno się reklamują. Jeśli więc nie mamy ukończonych 24 lat i nie przysługuje nam prawo do zniżek z tytułu bycia studentem - zapisanie się do szkoły policealnej jest sposobem skutecznym, bo darmowym.

Nie jestem jednak zwolennikiem nakładania przywilejów przez państwo na wybrane grupy społeczne. W zamian wolałbym proporcjonalne obniżenie ciężaru podatkowego dla wszystkich. Żyję więc z nadzieją, że z czasem będzie lepiej.

Debiut JSW na giełdzie - dalsze szczegóły

A więc stało się - cena sprzedaży akcji to 136 zł, czyli o 10 zł niższa od wcześniejszej ceny maksymalnej. Wycena walorów Jastrzębskiej Spółki Węglowej jest więc jeszcze atrakcyjniejsza niż przedtem. Przy stabilnej koniunkturze giełdowej obstawiam na debiucie zysk w okolicach 10-15%.

Ponad roku temu PZU zyskał tuż po starcie notowań około 12%, a na koniec dnia ponad 15%. Obstawiam podobne wartości i nastawiam się na obserwację kursu w ciągu dnia, aby nie dać się wyleszczyć i ugrać te dodatkowe kilka procent.

Do indywidualnych graczy trafi 26,88% wszystkich sprzedawanych akcji. Jest to dość duża wartość, która według analityków może spowodować wzrost wahań kursu w dniu debiutu. Do polskich inwestorów instytucjonalnych trafi około 43% akcji, a do zagranicznych instytucji blisko 30%.

Zgodnie z moimi przewidywaniami redukcji nie będzie. Oznacza to, że osoby mające maksymalny pakiet zarobią nawet powyżej 1000 zł przy zyskach 10-15%. Tak jak to było przy IPO PZU.

Debiut 6 lipca w środę. Życzę więc wszystkim inwestorom i sobie udanego dnia notowań i zarobienia chociażby tych kilkuset zł.

Debiut JSW i korekta na giełdzie

Stało się. Zgodnie z planem, zapisałem się na akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej, lecz w ostatnim możliwym dniu w oczekiwaniu na jakiś pozytywny sygnał ze świata. I doczekałem się zza oceanu - indeks S&P500 rośnie dziś prawie 1%, a Nasdaq ponad 1%. Może jednak korekta nie będzie gwałtowna i nie przeszkodzi w debiucie. Jakby nie patrzeć, ryzyko jest całkiem spore i trzeba się z tym liczyć.

Obawiam się powtórki z zeszłorocznego IPO Tauronu, który pomimo znacznej obniżki ceny maksymalnej przez Skarb Państwa (pamiętacie jeszcze cenę 5,13 zł?) miał kiepski debiut. Spowodowane to było przede wszystkim nieciekawą sytuacją na światowych rynkach, a także obawą o wyprzedaż akcji pracowniczych.

Dziś sytuacja zaczyna klarować się w podobny sposób i plotki głoszą, że cena sprzedaży akcji JSW wyniesie 135 zł, czyli będzie niższa od ceny maksymalnej. Jest to dobre dla długodystansowców, co pokazały dalsze losy papierów Tauronu. A niekoniecznie pozytywne dla krótkoterminowców - o dziwo mocno przewartościowane akcje GPW miały ponad 20-procentowy wzrost w pierwszym dniu notowań. Potem nastąpił kierunek w dół.

Brak popytu ze strony instytucjonalnej nie będzie wróżył niczego dobrego, stąd pozostaje mieć nadzieję, że do dnia debiutu (6 lipca w środę) na świecie nie wydarzy się jakaś giełdowa katastrofa.

Wykres indeksu WIG20 z impetem przebił dziś wsparcie na poziomie 2800 pkt:

Dzięki dobrym notowaniom w USA zakończył jednak dzień z wynikiem -0,5% (przedłużona sesja w końcu do czegoś się przydaje). Co dalej? Trudno przewidywać, ale wiele wskazuje na to, że to początek spadków. Lato raczej nie będzie służyć posiadaczom akcji i nie zdziwię się, jeżeli WIG20 spadnie za jakiś czas do poziomu 2600 pkt.

W piątek rozstałem się z papierami Tauronu z zadowalającym zyskiem 5,47% w ciągu 138 dni. Nie załapię się więc na dywidendę, ale nie żałuję - i tak kurs zostałby o nią skorygowany. Obecnie nie posiadam żadnych akcji i nastawiam się tylko na debiut JSW oraz korektę na giełdzie. Reszta środków wędruje na konto oszczędnościowe.

Proste jest piękne cz.2

Zgodnie ze wcześniejszymi przemyśleniami i opłakiwaniem nad zmianami w mBanku postanowiłem znacząco uprościć swoje finanse osobiste. Rozstaję się z produktami finansowym, z których korzystam mało lub w ogóle. A wszystko w myśl idei: Proste jest piękne.

Dlaczego prostota jest taka istotna? Już miałem w głowie szereg argumentów, ale lepiej (a przede wszystkim prościej) wyjaśni to znaleziony w sieci obrazek:

Moje produkty finansowe:

1. mBank: konto osobiste, karta debetowa, Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, konto maklerskie
eKonto jest naprawdę dobrym kontem osobistym. Jednak wprowadzona od sierpnia opłata za kartę debetową w wysokości 2 zł miesięcznie spowodowała, że pozbyłem się już karty. Z eMaklera też nie korzystam i niedługo go zamknę z powodu opłaty 30 zł rocznie za nieużywanie. Konto zostawiam ze względu na Supermarket FI oraz przydatną w internecie usługę mTransfer.

2. Toyota Bank: konto osobiste + oszczędnościowe, karta debetowa
Mój ostatni nabytek - konto młodzieżowe Click - będzie służył jako połączenie konta osobistego i oszczędnościowego (oprocentowanie 5% netto). W związku z czym nie muszę martwić się saldem na RORze i oraz limitem darmowych wypłat z rachunku oszczędnościowego. Przynajmniej do daty wprowadzenia zmian w zaokrąglaniu podatku Belki mam zamiar posiadać to konto.

3. Bank Millenium: konto osobiste, karta debetowa
Dobre Konto niewątpliwie zasługuje na swoją nazwę dzięki cashbackowi wynoszącemu 3%. Rachunek jest naprawdę godny polecenia, jednak nie dla mnie - kupującemu w sklepach raz na miesiąc. Poza tym konto jest darmowe po spełnieniu kilku warunków, o czym trzeba regularnie pamiętać. W lipcu rezygnuję więc z rachunku.

4. Deutche Bank, konto osobiste, karta debetowa
Konto dbnet zostało założone tylko ze względu na nagrodę. Konto bardzo dobre, bo darmowe (nawet wszystkie bankomaty) po wykonaniu 1 transakcji kartą miesięcznie. Jednak konkurencja nie śpi: Konto Idealne w Idea Bank jest jeszcze lepsze. Ja na razie nie skorzystam z żadnej oferty, wybieram Toyota Bank. Rachunek dbnet do zamknięcia w lipcu.

5. XTB: konto maklerskie - akcje, obligacje
Zdecydowanie najtańsze konto maklerskie na rynku z prowizją 0,25% od wartości transakcji. Dlatego ani mi się śni zamykać rachunku. Niedługo debiut JSW na giełdzie, więc będzie się działo.

6. GO4X: konto maklerskie - waluty, surowce, futures
Spready jedne z najniższych, jeśli chodzi o polskich brokerów Forex. Chwilowo nie jestem zorientowany w ofercie konkurencji, jeśli więc ktoś orientuje się gdzie można grać taniej, proszę o komentarz.

7. PayPal - płatności i przelewy internetowe
Służy głównie do AdTaily. Na razie na rachunku grosze, ale prowadzenie bezpłatne, więc nie narzekam.

To chyba tyle. W przyszłości na pewno skorzystam z Walutomatu przy spłacie kredytu mieszkaniowego bezpośrednio w obcej walucie. W pożyczki społecznościowe nie bawię się, więc Kokosu nie używam. A bitcoinów w ogóle jeszcze nie biorę pod uwagę.

Znacie jeszcze jakieś przydatne produkty finansowe?

Dzień Wolności Podatkowej 2011

Dzisiaj, czyli 24 czerwca, wypada Dzień Wolności Podatkowej, corocznie ogłaszany przez Centrum im. Adama Smitha. Co właściwie oznacza ten dzień i jak jest liczony?

Dzień Wolności Podatkowej to dzień, w którym przestajemy pracować na państwo i zaczynamy zarabiać na siebie. Jak więc widać, nasz trud na rzecz kraju trwa prawie przez połowę roku.

Dzień ten jest liczony jako stosunek wydatków publicznych do produktu krajowego brutto. Stosunek ten wyniesie w tym roku około 48% i pomnożony przez liczbę 365 dni w roku otrzymamy datę 24 czerwca.

Dlaczego akurat taki sposób liczenia? Centrum im. Adama Smitha argumentuje to tym, że wskaźnik ten ujmuje nie tylko podatki i składki, ale też odłożony w czasie dług publiczny, który trzeba będzie spłacić przez podniesienie obciążeń fiskalnych.

Na przestrzeni lat niewiele właściwie zmienia się w tej kwestii. Od 1994 roku data waha się w przedziale od 14 czerwca do 6 lipca. W przyszłości natomiast nie widać poprawy, bo od czasu wystąpienia kryzysu finansowego na świecie dzień podatkowy wypada coraz później. W wyniku braku reform ze strony kolejnych partii rządzących nie zanosi się na zmniejszenie obciążeń fiskalnych, a wręcz przeciwnie w związku z zaciąganiem nowego długu publicznego.

Właściwie nie powinno to nikogo dziwić. Poparcie dla socjału w Polsce jest całkiem spore i raczej nie zanosi się na wielkie zmiany.

Na podstawie raportu Centrum im. Adama Smitha.

Gdzie szukać milionerów?

Jeśli zastanawiacie się gdzie szukać milionerów, to powyższy wykres okaże się bardzo pomocny, szczególnie dla osób, które z łatwością nawiązują kontakty. Stara sentencja głosi, że z kim się zadajesz, takim się stajesz. Łowcom milionerów radzę więc na początek emigrację.

Największa liczba osób posiadających majątek wart powyżej 1 mln dolarów znajduje się, jak nietrudno zgadnąć, w kraju o największym PKB na świecie, czyli w USA. Jest ich tam ponad 5 mln osób, czyli prawie trzy razy liczby ludności w Warszawie. Na drugim miejscu Japonia, a na trzecim Chiny.

Ciekawym wskaźnikiem jest również odsetek gospodarstw domowych, których członkowie posiadają majątek powyżej 1 mln USD, w stosunku do liczby całego społeczeństwa. I tutaj sytuacja wygląda o wiele ciekawiej. Aż 15,5% gospodarstw w Singapurze spełnia przestawione kryterium. Na kolejnych miejscach znajdują się Szwajcarzy (nieszczęsne 9,9%), Katarczycy (8,9%), mieszkańcy Hongkongu (8,7%) i Kuwejtu (8,5%). USA znajduje się dopiero na 7 miejscu (4,5%).

Związane to jest z pełnioną przez te państwa funkcją rajów podatkowych, co z naturalnych względów wykorzystują osoby zamożne. Raje podatkowe przyciągają kapitał, stąd nasuwa się pytanie co do liczebności milionerów wśród rdzennych mieszkańców tych krajów.

Jeśli chodzi o liczbę osób posiadających majątek powyżej 100 mln dolarów, tutaj też prym wiodą Stany Zjednoczone (2692 osoby), na kolejnych miejscach Niemcy (839 osób), Arabia Saudyjska (826 osób), Wielka Brytania (738 osób), Rosja (561 osób). Jak widać, nielicznym jest dane życie w skrajnym bogactwie.

Oczywiście, w zestawieniu nie ma Polski, co nikogo nie powinno dziwić. Daleko nam do wysokiego miejsca przede wszystkim z powodu braku potencjału, a także radykalnych reform, które zliberalizowałyby gospodarkę, co wzbogaciłoby nasze społeczeństwo. Nie mamy też niskich podatków i prostych przepisów podatkowych, a więc milionerzy do nas nie będą imigrować.

Szukać małżonka-milionera nie w Polsce.

Moje blogi internetowe

W dniu wczorajszym powstało moje nowe internetowe dzieło, którym od czasu do czasu będę się zajmował. Mianowicie utworzyłem kolejnego bloga Infografika.

Infografika jest całkiem przystępną formą przyswajania informacji, szczególnie pomocną dla wzrokowców i osób znudzonych monotoniczną forma przekazywania treści w książkach. Często w internecie natrafiam na graficzne przedstawienie informacji, jednak polski rynek nie jest jeszcze pod tym względem dobrze rozwinięty. Stąd próba zaistnienia i zarobienia, tym bardziej, że nie wymaga to wielkiego wysiłku.

Moim zdaniem, luka na polskim rynku jest całkiem spora, o czym świadczy chociażby dostępność domeny na Bloggerze. Jeśli chodzi o strony anglojęzyczne - jest ich całkiem sporo, co więcej, funkcjonują nawet podobne blogi. Dlatego nie zamierzam konkurować ze światem, natomiast powalczę na krajowym rynku. Wartością dodaną będzie tłumaczenie anglojęzycznych infografik.

Tak więc zaczynam wychowywać nowe dziecko, mam nadzieję, że coś z tego urośnie. Lubię przeglądać infografiki, więc z motywacją nie powinno być problemu.

Kolejnym moim blogiem, który funkcjonuje już od dłuższego czasu, jest Agregator blogów finansowych. Stworzyłem go dla siebie, a potem postanowiłem udostępnić go dla wszystkich. Dla mnie jest to o wiele wygodniejsza forma bycia na bieżąco z finansową blogosferą niż subskrypcja RSS.

Oczywiście, na agregatorze też trochę zarabiam (w końcu między innymi po to są te blogi), więc nie jest to działanie bezinteresowne. Taki, można powiedzieć, mix.

Chcesz być bogaty? Nagraj piosenkę!

Słuchając niektórych współczesnych przebojów muzycznych, można odnieść wrażenie, że świat już zupełnie stracił gust muzyczny i nie ma odwrotu. Największą popularnością cieszą się słabeusze i przeciętniacy pozbawieni nie tylko talentu wokalnego, ale też poczucia jakiegokolwiek współczucia dla słuchaczy.

Ale biznes to biznes - skoro w dzisiejszym świecie najlepiej sprzedają się proste, chwytliwe (na siłę) melodie z warstwą tekstową wołającą o litość do nieba, to widocznie tak już będzie. W biznesie liczy się przede wszystkim zysk.

Przedstawiam więc krótki, ironiczny poradnik dotyczący tego, jak w sposób pseudo artystyczny zostać milionerem. A przy okazji być idolem trzynastolatek.

Po pierwsze, nie przejmuj się, że nie umiesz śpiewać! Oglądaj poniższe wideo każdego poranka i po prostu uwierz w siebie!

Jak widać, nie trzeba mieć talentu ani warunków wokalnych, aby móc śpiewać. Żyjemy w wolnym kraju, gdzie śpiewanie nie jest zakazane. Wystarczy tylko chwycić mikrofon i do dzieła! Na początek dobry jest trening pod prysznicem, po którym struny głosowe uzyskują odpowiednią elastyczność. Po co mamy płacić za naukę śpiewu, skoro można za darmo nauczyć się samemu? Po drugie, warstwa tekstowa jest zupełnie bez znaczenia, bo liczy się przede wszystkim melodia. Tutaj prezentuję kolejny hymn do odsłuchania rano tuż po przebudzeniu się (Video - Papieros):
Wnioski można wyciągnąć takie: najpierw tworzymy melodię, potem tworzymy zlepek byle jakich pasujących do melodii zwrotów i mamy np. refren: Nieważne, co nadchodzi, Chcesz tego, czy nie, Nie zawsze będzie tak. Wstaje nowy dzień. I właśnie o to chodzi. O to chodzi, wiem. Nie zasnę dzisiaj sam... O co tu chodzi - nie wiem, ale im tekst jest bardziej bezsensowny, tym lepiej. Wiele osób wtedy zaczyna zastanawiać się na ukrytym znaczeniem słów, co autor tak naprawdę miał na myśli. Mimo że najczęściej jest to stek przypadkowych słów, to zawsze znajdą się jakieś analogie czy metafory. Zawsze. Nawet jeśli autor o tym nie wiedział. Po trzecie, kiedy brakuje już pomysłów na tekst, a trzeba go mimo to dopasować pod melodię, można dodać jakąś wstawkę: Przepraszam Cię ostatni raz, Więcej tak nie chcę już się czuć. Zamykam oczy lalala I czekam na Twój ruch. Przepiękne uzupełnienie braku słów, w rezultacie melodia trzyma się kupy, a to jest przecież najważniejsze. Aby jednak wejść na wyżyny, należy wstawki traktować jako coś naturalnego. Otrzymujemy wtedy takie kwiatki: Na, na, na, na, na... Tam, ta ram, ta ram, ta ram, ta ram... Tam, ta ram, ta ram, ta ram... I tak można w kółko. Lepiej wpada w ucho. Po czwarte, tytuł piosenki. Musi być naprawdę... mocny. Wracając do powyższego wideoklipu, piosenka nazywa się Papieros. Mocne, co nie? Mimo że z paleniem papierosów niewiele ma wspólnego, a wspomnianych analogii czy metafor szukać tu na próżno, to jednak tytuł chwytliwy i o to chodzi. Po piąte i najważniejsze, kasa! Myśl o niej cały czas i bez przerwy, pamiętaj, że Twoja popularność będzie krótka i postaraj się wycisnąć z niej najwięcej jak się da. Jak donosi zacny Pudelek, Piotr Kupicha (kolejny z wielkich artystów estrady) w 2008 roku wycisnął ze swojej popularności prawie 4 mln zł! Jak widzę tę kwotę, to zaczynam się zastanawiać: Będę przez pół życia prowadzić bloga, aby szukać sposobów zaoszczędzenia miliona, a przecież wystarczy rzucić to wszystko i wziąć się za muzykę. Śpiewać przecież każdy może... Polecam także wpis na zaprzyjaźnionym blogu.

Planując - jesteś wolny (metoda Gantta)

Planowanie jest dla sztywniaków, Planowanie zabija kreatywność - często w swoim życiu myślałem w ten sposób. Carpe diem, chwytaj dzień, życie dzięki temu stanie się ciekawsze i bardziej nieprzewidywalne.

Nie wiem jak inni ludzie, ale żyjąc dniem dzisiejszym budziłem się każdego poranka z wielką pustką w głowie nie z pytaniem Co robić?, ale z dylematem Od czego zacząć?, gdyż nagromadzonych spraw zawsze było wiele. Jako że były one ważne albo pilne, zazwyczaj wieczorem po całym dniu pracy stwierdzałem, że już mam dość i idę spać. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że moje życie nie jest wcale nieprzewidywalne, czasu na kreatywność dalej brak, a w dodatku wszystko to jest po prostu męczące.

Po niedługim namyśle postanowiłem zapoznać się z technikami zarządzania czasem. Do gustu najbardziej przypadła mi metoda Gantta.

Metoda Gantta w skrócie polega na tym, że planujemy sobie określony wymiar czasu (rok, miesiąc, tydzień), zapisując na kartce powtarzające się czynności, które mamy do wykonania. Krzyżykiem oznaczamy jednostkę czasu (np. 1 godzina), którą zamierzamy na daną czynność przeznaczyć.

Przykładowo, zaplanowany tydzień według omawianej metody może wyglądać następująco:

Po wykonaniu wszystkich zaplanowanych zadań na danych dla danego dnia jesteśmy wolni i możemy robić co nam się żywnie podoba.

Zalet metody Gantta jest wiele:
  • Nie czujemy, że czas ucieka nam jak piasek przez palce.
  • Widzimy postępy własnej pracy.
  • Mamy czas na własne hobby albo nic nie robienie.
  • Obniża się stres, spowodowany obawą, że nie zdążymy czegoś zrobić na czas. Dzięki rozłożeniu tej czynności na wiele dni.
  • Stajemy się systematyczni i zdyscyplinowani.
  • Osiągamy kompromis między planowaniem i byciem kreatywnym.
Wadą jest pewne uproszczenie tej metody zarządzania czasem, a więc brak informacji o ważności czy pilności danego zadania. Nie mamy też dokładnego umieszczenia zadania w czasie, tzn. przedziału godzinowego, np. w godzinach 10-12.

Dla zaawansowanych planistów metoda może dać zbyt mało korzyści. Dla reszty, w tym dla mnie, prostota jest pożądana.

Lokata Antyinflacyjna w Idea Bank

6,5% netto w lipcu to z pewnością najkorzystniejsze obecnie oprocentowanie na rynku lokat. Dlaczego w lipcu i dlaczego aż 6,5% netto - trzeba spojrzeć na szczegóły oferty.

O Idea Bank pisałem już wcześniej, zachwalając konto osobiste. Jest to nowy bank z nastawieniem przede wszystkim na przedsiębiorców, który jednak oferuje całkiem ciekawe rozwiązania dla klientów indywidualnych, próbując tym sposobem wedrzeć się na rynek. Dlaczego mamy z tego nie skorzystać?

Wczoraj GUS ogłosił, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (zwany też wskaźnikiem inflacji) wyniósł w maju 5%. Jest to najwyższa wartość od 10 lat. Docelowy wskaźnik inflacji powinien kształtować się na poziomie około 2,5%, a więc dwukrotnie niższym.

Lokata Antyinflacyjna - jak sama nazwa wskazuje - ma być panaceum na obecny stan rzeczy, gdyż jej oprocentowanie jest zmienne (zmienia się w następnym miesiącu kalendarzowym po miesiącu, w którym GUS ogłosił dane) i wynosi o 1,5 punktu procentowego więcej od wskaźnika inflacji.

Jeśli więc wskaźnik inflacji za kwiecień wynosi 4,5% (ogłoszony przez GUS w maju), to oprocentowanie lokaty w czerwcu to 6% netto. Analogicznie: przy inflacji w maju na poziomie 5%, oprocentowanie w lipcu wyniesie 6,5% netto.

Zawsze więc jesteśmy chronieni przed inflacją i nawet lekko na tym zarobimy.

Kwota lokaty wynosi od 1000 zł do 13000 zł. Kapitalizacja odsetek jest dzienna. Okres lokaty to 24 miesiące z możliwością zerwania lokaty bez utraty odsetek w pierwsze 2 dni robocze kolejnego kwartału. Promocja trwa do 19.06.2011, a więc jeszcze tylko przez 3 dni.

Zagrożenia:

Od 1 stycznia prawdopodobnie zmieni się sposób zaokrąglania odsetek i skończy się era lokat jednodniowych. Tym samym nie wiadomo, co stanie się z oprocentowaniem Lokaty Antyinflacyjnej od nowego roku kalendarzowego. Moja rada to założenie lokaty z nastawieniem jej zerwania po pierwszym lub drugim kwartale, zapisując w kalendarzu dni, w których możemy to zrobić bez utraty odsetek.

Kolejna obawa wiąże się z tymi 1,5 p.p. Chodzą plotki, że niedługo mogą one być zmniejszone do 1 p.p. Czas pokaże.

Jak założyć lokatę?

Podsumowanie:

Moim zdaniem, oferta jest godna rozważenia dla osób, którzy nie mają co zrobić z pieniędzmi przez najbliższe 3 lub 6 miesięcy. Ja nie skorzystam, gdyż nastawiam się w najbliższym czasie na debiut Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Po podwyżkach stóp procentowych przez NBP konkurencja na rynku lokat zaczyna się zaostrzać. Na razie prym wiodą banki Leszka Czarneckiego.

Debiut JSW na giełdzie - zapisuję się

Stało się. Po dwóch debiutach w swoim życiu, czyli po mało udanym IPO Tauronu oraz bardzo udanym starcie GPW, postanowiłem wziąć udział w najbliższej ofercie Skarbu Państwa i zapisać się na akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Przyczyn takiej decyzji jest wiele:

1. W miarę pozytywne nastroje na giełdzie. Rok temu przy debiucie Tauronu sytuacja była zgoła inna, stąd niepowodzenie tamtej oferty (mimo naprawdę bardzo atrakcyjnej ceny papierów). W tej chwili jest w miarę stabilnie, co nie powinno przeszkadzać IPO. Oczywiście do debiutu jeszcze wiele może się wydarzyć.

2. Według analityków akcje JSW przy cenie 146 zł są niedowartościowane w porównaniu z Bogdanką i New World Resources oraz trochę przewartościowane w stosunku do KGHM.

3. Potencjalny udział w WIG20 jest bardzo prawdopodobny. Przy cenie 146 zł spółka jest wyceniana na 17,4 mld zł.

4. Dobre wyniki spółki za I kwartał 2011 roku. W przyszłości JSW planuje wypłacać dywidendę na poziomie minimum 30% skonsolidowanego zysku.

5. Powodzenie większości wcześniejszych debiutów spółek Skarbu Państwa.

6. Mniejsza transza dla inwestorów instytucjonalnych niż w przypadku PZU. W przypadku podobnego zainteresowania z ich strony mogą one podbić cenę debiutu.

7. Rola NWR: miał zapędy na Bogdankę, może też mieć i na Jastrzębską Spółkę Węglową. Ale jeśli już, to wydaje mi się, że dopiero po debiucie skupowałby akcje, tak jak KGHM skupuje akcje Tauronu.

Zagrożeniem są związki zawodowe, ale problem już podobno zażegnany.

Zapisy już trwają i można je składać do 27 czerwca włącznie. Cena maksymalna wynosi 146 zł. Można złożyć zlecenie na liczbę akcji od 5 do 75, a więc na kwotę od 5*146=730 zł do 75*146=10950 zł.

Nie wiem co myśleć o redukcji. W przypadku debiutu PZU jej nie było, bo Skarb Państwa zwiększył transzę, która początkowo wynosiła dla inwestorów indywidualnych około 1,7 mld zł. W przypadku JSW transza jest taka sama, a w razie zwiększonej popularności planowana jest dodatkowa. Jeśli zainteresowanie akcjami JSW będzie mniejsze niż PZU (250 tysięcy osób), to myślę, że spokojnie może wejść cała kwota 10950 zł. Ale to tylko moje zdanie.

Postaram się więc w ostatnich dniach zapisać jak na największą liczbę akcji, jeśli oczywiście w najbliższym czasie nie wydarzy się jakaś katastrofa na giełdzie. Nie wiem, czy wyjść z inwestycji tuż po starcie notowań, czy później - to jest jeszcze decyzja do rozważenia.

Debiut 6 lipca w środę.

Dlaczego prowadzenie bloga to praca marzeń?

Równo od 4 miesięcy prowadzę bloga. Miałem swoje wzloty i upadki, zwycięstwa i porażki, ale działam dalej. Mimo że zarobki są na razie marne, lecz z miesiąca na miesiąc widać stopniową poprawę sytuacji. Czerwiec prawdopodobnie będzie miesiącem rekordowym, choć kilkadziesiąt złotych trudno nazwać godziwym zarobkiem. Jednak nie poddaję się, stwierdzając przy tym, że systematyczność i cierpliwość to klucz do sukcesu, a praca blogera to praca marzeń. Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze, dlatego:

Zarabianie przez internet wiąże się z prowadzeniem mobilnego trybu życia. W jakimkolwiek miejscu na świecie nie jesteśmy, możemy wykonywać swoją pracę. Jesteśmy uniezależnieni od lokalizacji, a więc praca i zwiedzanie świata nie przeczą sobie. Marzy mi się kiedyś taka sytuacja, że z odsetek bankowych oraz blogowania potrafiłbym wyciągnąć chociażby te 2000 zł miesięcznie. Wtedy poczułbym, że jestem naprawdę wolnym człowiekiem. Siedzenie przed biurkiem przez całe życie w jednej miejscowości - nie uśmiecha mi się.

Po drugie, sam sobie jestem szefem i mogę pisać o czym chcę. Oczywiście, istnieją pewne granice i zawsze trzeba wybierać jakieś ciekawsze tematy, ale lepsze to niż na przykład wklepywanie danych do komputera. Po raz kolejny można poczuć się wolnym, bo sami tworzymy swoje miejsce w internecie, gdzie możemy podzielić się swoimi opiniami i przemyśleniami na życiowe sprawy. A przy okazji zarobić - jest to według mnie konieczny warunek motywacyjny.

Po trzecie, poszerzamy swoją wiedzę na dany temat i stajemy się w pewnym sensie ekspertami danej dziedziny. Przykładowo: co miesiąc publikuję ranking kont oszczędnościowych na blogu. Gdybym tego nie robił, z pewnością nie miałbym ochoty do grzebania w tabelach opłat i prowizji poszczególnych banków. Nie przeprowadziłbym też korespondencji z obsługą klienta w Toyota Bank i nie dowiedziałbym się, że w koncie Click, oprocentowanym 5% netto, można zrezygnować z karty i tym samym z opłaty za nią. Przykład może niezbyt wyszukany, ale wiadomo, o co chodzi.

Po czwarte, kontakty. Dzięki prowadzeniu bloga można zawrzeć wiele cennych koleżeńskich i biznesowych znajomości. Chociażby niektóre firmy zajmujące się promocją często kontaktują się z blogerami, aby podesłać im wyniki przeprowadzonych badań. Tak było w tym przypadku. Znajomości internetowe są naprawdę ciekawą sprawą.

Po piąte (co wiąże się z poprzednim punktem), autopromocja. Możemy wypromować się na eksperta w danej dziedzinie i zainteresować potencjalnego pracodawcę. Wpisanie swojej strony do CV też nie jest głupim pomysłem. Skoro oddajemy się projektowi jakim jest blog i poświęcamy temu, to dlaczego mamy nie chwalić się dookoła swoimi wynikami?

Oczywiście istnieje też wiele innych plusów blogowania. Jednak pięć powyższych jest dla mnie kluczowych.

Trzeba pamiętać, że pierwsze kroki nie są łatwe, lecz nie wolno się poddawać. Często ogarniają mnie wątpliwości, czy to w ogóle ma sens, czy ktoś to czyta itp., itd. Na początku można prowadzić bloga jako dodatek do życia codziennego, nie zwracając zbytniej uwagi na zarobki. Z czasem efekty przyjdą, jeśli naprawdę oddajemy blogowi serce (i rozum).

Mistrzowskie Konto Osobiste w Polbanku

Polbank podwyższa oprocentowanie swojego konta osobistego do 6%. Wygląda to naprawdę imponująco, ale jak zwykle istnieje kilka haczyków. Sprawdźmy więc nową ofertę banku.

1. 6% to oprocentowanie brutto, a więc oprocentowanie netto to 4,86%. Jak na ROR, to i tak bardzo dobry wynik.

2. Oprocentowanie dotyczy kwot od 500 zł do 20000 zł. Poniżej 500 zł wynosi 0%, a powyżej 20000 zł jego wysokość to 3%. Szczerze mówiąc, nie rozumiem jaka tu polityka banku.

3. Oprocentowanie obowiązuje do 31 stycznia 2012 roku, czyli przez ponad pół roku. Co będzie dalej - nie wiadomo, ale myślę, że najgorszy wariant to powrót do poprzednich 3%.

4. Rachunek jest darmowy w przypadku wykonania minimum 5 płatności kartą debetową na miesiąc kalendarzowy. W innym wypadku zapłacimy 6 zł.

5. Trzeba pamiętać, że Polbank nie należy do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, lecz do jego greckiego odpowiednika. Jak bank upadnie, w Polsce nie odzyskamy swojego depozytu (do wysokości 100000 euro).

6. System transakcyjny banku jest toporny, nie działa w nocy, a początki korzystania z konta nie są najłatwiejsze.

Jeśli komuś nie przeszkadzają dość znaczące wady Polbanku oraz pamiętanie o 5 transakcjach miesięcznie kartą, konto jest godne polecenia ze względu na wysokie oprocentowanie, rewelacyjne jak na konto osobiste. Mistrzowskie Konto Osobiste jest lepsze aniżeli konkurencyjne, bardzo podobne Ekstrakonto Plus w Kredyt Banku, o którym pisałem tu, gdyż oprocentowane kwoty depozytu są większe (w Kredyt Banku 7% brutto do 3000 zł, powyżej tej kwoty 0%).

Posunięcie Polbanku trzeba uznać za godne pochwały, bo z pewnością konkurencja nie będzie chciała zostać z tyłu. Co jest lepsze dla klienta.

RESPECT

Indeks RESPECT w ciągu roku dał zarobić około 50%, czyli blisko dwa razy więcej niż reszta walorów ze stajni WIGu. Przyjrzyjmy się bliżej temu fenomenowi.

RESPECT powstał w 2009 roku i jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Europie Środkowej. Indeks ten zawiera w sobie spółki odpowiedzialne, czyli takie, które mają kojarzyć z takimi pojęciami jak zrównoważony rozwój oraz aspektami społecznymi i ekologicznymi.

Zakwalifikowanie danej spółki do RESPECT wiąże się z trzema etapami:
  1. Z indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80 wybierane są najbardziej płynne spółki. Nie zobaczymy tu więc spółek z NewConnect czy niewzbudzających zainteresowania małych spółek z WIGu.
  2. Ocenie zostaje poddane Corporate Governance, czyli zarządzanie spółką, dbanie o ład korporacyjny, przejrzystość informacji przekazywanych inwestorów w sprawozdaniach finansowych czy na stronach internetowych. Chodzi o wyeliminowanie spółek, które po prostu mają inwestorów gdzieś.
  3. Badanie odpowiedzialności społecznej z pomocą ankiet wypełnianych przez spółki. Ankiety te są następnie szczegółowo weryfikowane.
RESPECT jest indeksem dochodowym, a więc uwzględniane są w nim wypłaty z tytułu dywidend i praw poboru.

Więcej informacji: www.odpowiedzialni.gpw.pl.

A teraz należy przejść do rzeczy i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy inwestowanie w spółki z RESPECT, patrząc na jego co najmniej niezłe notowania, jest dobrym pomysłem. Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach, więc spójrzmy na te spółki oraz ich udziały indeksie:
  • KGHM 26,230%
  • PKNORLEN 20,954%
  • TPSA 14,241%
  • PGNIG 8,953%
  • BRE 5,535%
  • BOGDANKA 4,715%
  • HANDLOWY 4,109%
  • LOTOS 3,715%
  • INGBSK 3,646%
  • MILLENIUM 2,904%
  • SWIECIE 1,897%
  • BUDIMEX 1,187%
  • ELBUDOWA 0,991%
  • AZOTYTARNOW 0,699%
  • BARLINEK 0,224%
Łatwo zauważyć, że prawie połowę udziałów RESPECT przypada na dwie spółki: KGHM i PKN Orlen. Co więcej, spółki te należą do surowcowych, a więc ich wycena jest bardzo uzależniona od cen surowców na świecie. A jako że miedź, srebro, ropa naftowa w ciągu ostatniego roku biją lub są blisko rekordów, stąd znamy już przyczyny wzrostu indeksu.

Kiedy surowce zaczną tanieć, indeks też pójdzie w dół. Pewnym hamulcem jest tu Telekomunikacja Polska wypłacająca co roku znaczną dywidendę i w związku z tym mająca dość stabilne notowania giełdowe.

Z RESPECTu wyciągnąłbym tylko przydatne wnioski dla inwestorów, które dotyczą płynności i przejrzystości informacji. Samo przynależenie spółki do tego indeksu nie powinno być decydującym czynnikiem inwestycyjnym. No chyba że ktoś ma poglądy proekologiczne, ale wtedy nie można nazwać tego inwestowaniem, lecz pakowaniem pieniędzy w ulubioną zabawkę.

Proste jest piękne

Od jakiegoś czasu zauważyłem, że zmieniam produkty finansowe jak rękawiczki. Wynika to pewnie z faktu dość częstych zmian w sferze ofert bankowych spowodowanych konkurencyjnością rynku. Poza tym nigdy nie wykazywałem przywiązania do danego brandu. Może poza mBankiem, który był jednym z pierwszych banków w moim życiu.

mBank również zmienia podejście do klientów, wprowadzając opłatę za kartę debetową. Nie spowoduje to, że zamknę tu konto, natomiast zastrzegłem już kartę, zostawiając sobie do dyspozycji eKonto z dwóch przyczyn: usługi mTransfer, która pozwala na szybkie płatności internetowe (przydatne np. przy korzystaniu z serwisów grupowych), a także Supermarket Funduszy Inwestycyjnych – taki „sklepik” z FI bez opłat za nabycie jednostek uczestnictwa (bardzo istotna zaleta).

Wspomnienia oczywiście wracają do czasów, kiedy mBank był moim jedynym narzędziem do wszystkiego: przelewów, płatności internetowych, oszczędzania, inwestowania (Supermarket FI oraz eMakler). Nie musiałem pamiętać o kilku hasłach i (największe problemy z zapamiętaniem) loginach, wszystko było w jednym miejscu, prosto i czytelnie. Pod tym względem mBank był daleko przed konkurencją.

Z czasem jednak działo się gorzej i moja miłość słabła, czego przyczyną były dwie rzeczy – coraz bardziej kiepskim oprocentowaniem depozytów w mBanku, a także niewątpliwą ofensywą konkurencji. 0,25% od wartości transakcji giełdowych w XTB, kilkukrotnie wyższe oprocentowanie lokat w Getin Banku czy bezprowizyjne bankomaty w Polsce oraz cashback 3% za darmo po spełnieniu kliku śmiesznych warunków – tego mBank nie posiada(ł). Stąd poszukiwania, aby zoptymalizować w pewnym stopniu system bankowy, aby czerpać z niego jak największe korzyści, nawet kosztem komplikacji.

Teraz mBank wprowadza opłaty i... dobrze. Nie będę miał już wyrzutów sumienia nad obecnym stanem rzeczy. Widocznie w dzisiejszych czasach nic już nie jest proste.

Co dalej? Prawdopodobnie wywalę konto dbnet, które założyłem tylko ze względu na nagrodę. Myślę o koncie młodzieżowym w Toyota Bank z opcją bez karty i oprocentowanym 5% netto, które posłuży mi jako konto oszczędnościowe.

I wszystko byłoby super, gdyby nie zmiany w sposobie zaokrąglania podatku Belki od następnego roku kalendarzowego, co wywróci rynek lokat i kont oszczędnościowych do góry nogami. I jak tu być stałym w uczuciach?

Ranking 10 najlepszych kont oszczędnościowych (czerwiec 2011)

Kolejny miesiąc przynosi zmiany w oprocentowaniu kont oszczędnościowych na rynku. Ostatnie dane o wskaźniku inflacji to 4,5% w skali roku. Ile rachunków oszczędnościowych pokonało tę barierę?

Niestety, po raz kolejny okazało się, że w większości wypadków wkładanie pieniędzy na konta oszczędnościowe jest jak na powyższym obrazku - gów...nym pomysłem. Realne zyski wynoszą bowiem w najlepszym przypadku ponad 1%.

Postanowiłem zmienić sposób prezentowania zestawienia. Nie będę już umieszczał wyników w formie tabeli, tylko prezentował TOP 10 najlepszych kont na rynku z dość szczegółowym ich omówieniem. Szkoda czasu na przeciętniaków i słabeuszy. Ranking dotyczy banków działających na polskim rynku.

1. BNP Paribas Bank, Konto WIĘCEJ oszczędnościowe

Oprocentowanie: 5,80% netto (do kwoty 15000 zł)
Kapitalizacja dzienna, opłata ROR 6,50 zł mies. w najtańszej opcji

Konto o najwyższym oprocentowaniu netto na rynku. Niestety miesięczna opłata skutecznie odstrasza i zdecydowanie obniża efektywne oprocentowanie netto. Jednak w przedziale depozytu od 10000 zł do 15000 zł konto jest bezkonkurencyjne, dając efektywne oprocentowanie netto w wysokości od 5,19% do 5,45% netto.

2. Kredyt Bank, Ekstrakonto Plus

Oprocentowanie: 5,67% netto (do kwoty 3000 zł)
Kapitalizacja miesięczna, 0 zł za ROR przy aktywnym korzystaniu

To jedyna taka oferta w Polsce i prawdopodobnie najwyżej oprocentowane konto w Europie - takimi słowami Kredyt Bank zachwala swoje konto osobiste. Tak, jest to zwykły, lecz wysokooprocentowany (7% brutto) ROR. W takim wypadku muszą oczywiście istnieć haczyki: minimum 1000 zł wpływu miesięcznego wynagrodzenia oraz minimum 5 płatności kartą. Jeśli nie korzystamy aktywnie z konta, musimy płacić. Poza tym oprocentowanie dotyczy tylko depozytu do 3000 zł, powyżej tej kwoty wynosi zero.

3. Toyota Bank, Konto Młodzieżowe Click

Oprocentowanie: 5% netto (do kwoty 18213,49 zł)
Kapitalizacja dzienna, brak opłat przy rezygnacji z karty

Jako że jest konto młodzieżowe, to przeznaczone jest dla określonej kategorii wiekowej osób, w tym wypadku w wieku od 13 do 24 lat. Jest to zwykły ROR, co jest niewątpliwą zaletą. Więcej o koncie pisałem tu.

4. ING Bank Śląski, Otwarte Konto Oszczędnościowe

5. Lukas Bank, Rachunek Oszczędzam

Oprocentowanie 4,86% netto (do kwoty 18775 zł)
Kapitalizacja dzienna, 0 zł za ROR

Jest to oferta promocyjna, której ostateczny termin przypada na 8 lipca. Jeśli do tego czasu otworzymy rachunek mamy prawo do promocyjnego oprocentowania 4,86% netto do końca roku.

6. Polbank, Konto Mocno Oszczędzające

Oprocentowanie: 4,75% netto (do kwoty 19172,10 zł)
Kapitalizacja dzienna, 0 zł za ROR przy aktywnym korzystaniu

Czasy, kiedy Polbank przebijał konkurencję o głowę już dawno minęły. Dziś oprocentowanie konta oszczędnościowego jest wysokie, acz bez rewelacji. Poza tym wymaga posiadania konta osobistego, bezpłatnego po spełnieniu kilku warunków. Także brak gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego oraz toporny system transakcyjny nie zachęcają do korzystania z usług tego banku.

7. Meritum Bank, Konto Silnie Zarabiające

Oprocentowanie: 4,30% netto (kwota od 1000 zł do 21 178,48 zł)
Kapitalizacja dzienna, 0 zł za ROR bez karty

Oprocentowanie nawet atrakcyjne, lecz poniżej inflacji, a więc realnie tracimy.

8. Deutsche Bank, dbKonto Oszczędnościowe 24h

Oprocentowanie: 4,09% netto (do kwoty 22000 zł)
Kapitalizacja dzienna, brak konieczności posiadania ROR

Tak jak powyżej, realnie tracimy, nie ma sensu otwierać.

9. Eurobank, rachunek oszczędnościowy

Oprocentowanie: 4,05% netto (do kwoty 22400 zł)
Kapitalizacja dzienna, 0 zł za ROR przy aktywnym korzystaniu

Oprocentowanie poniżej inflacji, konieczność aktywnego korzystania z konta osobistego - raczej trzymać się z daleka.

10. Kredyt Bank, Konto Oszczędnościowe "Lokata Swobodna

Oprocentowanie 4,05% netto (do kwoty 14999,99 zł)
Kapitalizacja dzienna, 0 zł za ROR przy aktywnym korzystaniu

Właściwie konto oszczędnościowe takie sobie, ale jako uzupełnienie do drugiego w zestawieniu Ekstrakonta z tego samego banku opcja nawet warta rozważenia. O ile komuś nie szkoda czasu na optymalizację dla kilku zł miesięcznie więcej.

Konkluzja:

Tylko 6 kontom udało się w tym miesiącu pokonać inflację. Co ciekawe, prawie wszystkie konta w zestawieniu mają dzienną kapitalizację, a więc do pewnej wysokości depozytu są zwolnione z podatku Belki. Już teraz można sobie wyobrazić, co będzie działo się po zmianach w sposobie zaokrąglania podatku od początku następnego roku kalendarzowego. Ile kont oszczędnościowych przyniesie wtedy realne zyski? Obstawiam, że zero.

mBank już nie jest darmowy

W dniu dzisiejszym świat finansowej blogosfery obiegła wiadomość o zmianach w Tabeli prowizji i opłat za posiadanie karty debetowej w mBanku. Oznacza to de facto, że w pewnym sensie skończyła się era funkcjonalnego, a zarazem darmowego banku. Sytuacja przedstawiona na obrazku z pewnością już się nie powtórzy, bo teraz tak naprawdę mBank ma już niewiele do zaoferowania.

Jak wspominałem - w internecie wrzawa, przeciwnicy banku cieszą się, reszta jest zawiedziona. Przeanalizujmy zmiany na podstawie informacji zamieszczonych na stronie mBanku:

Informujemy, że z dniem 1 sierpnia 2011 r. nastąpi zmiana w ofercie KART debetowych mBanku.

Wprowadzona zostanie miesięczna opłata za korzystanie z KARTY debetowej w wysokości 2 PLN miesięcznie.

Wspomniana opłata nie obejmie Klientów korzystających aktywnie ze swojej karty.

Aby zostać zwolnionym z opłaty za kartę wystarczy spełnić jeden z poniższych warunków:
- wykonać w ciągu miesiąca kalendarzowego płatności bezgotówkowe o wartości min. 100 PLN łącznie wszystkimi posiadanymi kartami mBanku,
- aktywować usługę "Wypłaty ze wszystkich bankomatów".

Akcję informacyjną do Klientów rozpoczynamy dwa miesiące przed wejściem w życie zmian, aby każdy Klient, który nie korzysta z karty, mógł bez żadnych konsekwencji i opłat prosto z niej zrezygnować.


Trzeba pochwalić bank, że informuje klientów o zmianach z dużym wyprzedzeniem. 2 miesiące to wystarczający czas, aby zastrzec kartę. Można to zrobić chociażby za pośrednictwem serwisu elektronicznego, podając jako powód zastrzeżenia karty np. zgubienie.

2 zł miesięcznie to kwota niewielka, jednak jak na bank, który od zawsze reklamował się jako darmowy, nawet taka kwota powoduje rozczarowanie. Nie o samą opłatę jednak chodzi. mBank od zawsze charakteryzował się dla mnie prostotą. Nie trzeba było bowiem zawracać sobie głowy minimalnymi miesięcznymi wpływami na konto, minimalną liczbą transakcji kartą płatniczą itd. itp., bo tego po prostu nie było.

Dlatego rezygnuję z posiadania karty w mBanku i zastanawiam się, co jeszcze bank ma mi interesującego do zaoferowania. Niby jest bardzo dobry Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, jednak w fundusze już nie inwestuję. Jest też konto maklerskie, które zamierzam zlikwidować, bo jest zbyt drogie i mało funkcjonalne. Jedyne, co ratuje mBank, to usługa mTransfer. A to mało.

Podsumowując wszystko powyższe: mBank is dead.

Podsumowanie miesiąca: maj 2011

Początek maja prawie wywrócił świat do góry nogami, kiedy gwałtownie zaczęło tanieć srebro. Przez to dosyć znacząco oberwał także mój portfel i musiałem zamknąć pozycję na tym kruszcu, aby nie ponosić dalszych strat. Na szczęście, sprzedaż akcji Optimusa kilka dni przed premierą okazało się trafną decyzją, bo kurs potem zaczął spadać i dziś wciąż nie może przeskoczyć granicy 9 zł. Także jest kiepsko, ale nie najgorzej.

Wszystkie dane za maj 2011. W nawiasach natomiast podano łączną wartość.

Statystyki bloga:
Cel napisania większej liczby postów w maju niż w kwietniu spełniony. Niestety, nie mogę obiecać tego samego na czerwiec z różnych powodów.

Popularność strony dość znacząco wzrosła, co może być spowodowane ciekawszą tematyką niż przedtem. Zastanawiam się nad wzrostem liczby postów opartych na zasadzie burzy mózgów - moich przemyśleń na wybrane tematy finansowe. Raz, że takie posty łatwiej się pisze, a dwa - zawsze ciekawie jest po latach wracać do takich starych osobistych wywodów. Ponadczasowość jest cool, nie samymi zasadami i suchymi faktami człowiek żyje.

Rozważam też założenie drugiego, całkowicie anonimowego bloga. O istnieniu tego wie już sporo znanych mi z widzenia osób, stąd po prostu nie można pisać o wszystkim. Do rozważenia w czerwcu.

Wybrane zarobki:
Nie zamieszczam kwot zysków i strat z tytułu gry na giełdach, gdyż po ostatnich przetasowaniach między różnymi kontami zupełnie pogubiłem się w obliczeniach. Generalnie na akcjach zyskałem, na rynku Forex straciłem. Ale łącznie straciłem. Sprzedaż Optimusa, a także odbicie Tauronu przeciw załamaniu kursu srebra.

Kwoty pozostałych zarobków są śmieszne i zastanawiam się, czy samego wyrobienia nawyków warto tracić czas na ich publikowanie. Zresztą komu to jest potrzebne?

Udziały aktywów w portfelu:

Jak widać, wielkie przetasowania w portfelu. Po nieudanej inwestycji w srebro, wyszedłem całkowicie z rynku Forex. Środki, razem z tymi ze sprzedaży Optimusa, na razie leżą na ROR-ze i czekają na zagospodarowanie. Pewnie wrzucę je na jakieś konto oszczędnościowe.

W portfelu pojawiło się fizyczne srebro, które było nagrodą w konkursie Skarbca.

Zobacz także poprzednie podsumowanie miesiąca: kwiecień 2011.