Dla inwestujących w domeny internetowe

Inwestowanie w domeny internetowe jest niezwykle popularne, szczególnie wśród osób o zamiłowaniu do informatyki. Roczny koszt utrzymania domeny to od 0 złotych w pierwszym roku do kilkudziesięciu złotych w kolejnych latach w przypadku tańszych opcji. Trudno więc dziwić się zainteresowaniu związanym z tym typem inwestycji, gdzie rentowność ze sprzedaży jednej domeny jest właściwie nieograniczona. Poniżej prezentuję infografikę, która może dla niektórych inwestorów okazać się inspirująca do dalszych działań.

Z tej okazji mogę uchylić rąbka tajemnicy. Obecnie mam zapisanych w notatniku kilkanaście domen, w które chciałbym zainwestować. Niestety, nie da się skutecznie inwestować we wszystko i na razie nie mam czasu i chęci na działania w tym kierunku.

Zresztą moja domena blofi.pl też jest w pewnym sensie inwestycją. Być może kiedyś stworzę blog na podobieństwo antyweb.pl lub vbeta.pl skupiający miłośników dziedziny finansów. Zobaczymy. Na razie prowadzę blog przede wszystkim dla siebie i nie chcę tego robić na bezwartościowej domenie.

Rachunek w Złocie w Admiral Markets

Pisałem niedawno o inwestowaniu w czasach niepewności, a także przewidywaniach niektórych analityków co do ceny złota za kilka lat w związku ze szmaceniem amerykańskiego dolara przez FED. Wspominałem także o planowanym zakupie fizycznego złota. Jednak całkiem przypadkowo natknąłem się na ofertę estońskiego brokera Admiral Markets, czyli Rachunek w Złocie.

Przyznam, że oferta mnie zaciekawiła, bo już od jakiegoś czasu inwestuję na rynku Forex i nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Rachunki inwestycyjne są bowiem prowadzone w wybranej (zazwyczaj rodzimej) walucie. Rynek jednak nie śpi i reaguje na działania polityków, proponując klientom innowacyjne rozwiązania. Tym samym stałem się dumnym posiadaczem Rachunku w Złocie.

Oczywiście, nie jest to inwestycja w fizyczne złoto. Nie dostaniemy sztabki do domu ani rachunek nie ma pokrycia w złocie. Jest to więc bardziej spekulacja niż zabezpieczenie kapitału. I tak taką inwestycję należy traktować.

Ma to oczywiście swoje plusy, a największą zaletą jest całkowity brak prowizji czy spreadu przy przeliczaniu wpłaconej przez nas kwoty z jednostki waluty na jednostki złota. Kapitał jest przeliczany po aktualnym kursie złota. Jeśli więc wpłacamy środki w PLN, to jednostki są przeliczane po kursie XAUPLN. Jeśli mamy rachunek w dolarze amerykańskim, to przelicza się po kursie XAUUSD.

Broker w tym wypadku nie zarabia, osiąga profity ze spreadu dopiero w przypadku inwestycji na platformie Forex. A tego przecież robić nie musimy. Jedyna opłata wiąże się z wypłatą środków na konto bankowe i wynosi 5 zł. Porównując to do spreadu wynoszącego gdzieś 10% przy zakupie fizycznego złota, jest to kwota śmieszna.

Pewnie ktoś spyta: dlaczego po prostu nie otworzyć długiej pozycji na kontraktach terminowych na złocie? Odpowiedź jest prosta: ze względu na dźwignię i swapy, które są ujemne dla długich pozycji na złocie.

Jak zwykle bywa, nie wszystko jest perfekcyjne. W przypadku znacznego umocnienia kursu złotówki do dolara nasze zyski wynikające ze wzrostu ceny złota mogą być zniwelowane.

Jeśli chodzi o Admiral Markets, cały proces podpisywania umowy trwał 2 dni robocze. W internecie opinie o tym brokerze są całkiem pochlebne, a spółka podlega nadzorowi estońskiego odpowiednika KNF. Na stronie brokera znajduje się też całkiem przydatny kalkulator, dzięki któremu można dokonać obliczeń związanych z otwieraną przez nas pozycją. U mnie wszystko przebiegło szybko i sprawnie, także polecam do rozważenia.

Wolontariat Euro 2012

Trzeba przyznać, że grafiki związane z Euro 2012 są wyjątkowo udane, nawet te satyryczne. Z logami bowiem (jak ze wszystkim w życiu) bywa różnie: jedne są gustowne, inne mniej. Na szczęście, w przypadku Euro 2012 tym razem nie mamy czego się wstydzić.

A wracając do tematu tytułowego - UEFA właśnie poszukuje wolontariuszy na turniej Euro 2012.

Wszystkie informacje można znaleźć pod podanym wyżej linkiem, przytoczę jednak kilka najważniejszych informacji.

Termin składania zapisów mija 30 września. Wymagania to przede wszystkim komunikatywny angielski i dyspozycyjność na czas turnieju. Wolontariat, jak sam nazwa wskazuje, jest nieodpłatny.

Osobiście szczerze to przedsięwzięcie polecam, szczególnie osobom po ukończeniu liceum albo w trakcie studiów licencjackich. Studia to najdłuższe wakacje życia trwające od sesji do sesji, a taki wolontariat to nie tylko wpis do CV, ale też i świetna zabawa. Uczestniczenie w w organizacji imprezy o randze światowej jest godne podziwu.

Szczerze mówiąc, sam chciałbym wziąć w tym udział, ale nie zrobię tego ze względów zawodowych. Rzucać wszystko, aby zaszaleć i przeżyć przygodę, jest pewnością spontaniczne i kreatywne, ale na pewno nie przybliża mnie do celu osiągnięcia wolności finansowej. Najpierw praca, potem przyjemności.

Gdybym był trochę młodszy... A tak to człowiek dorósł i nie ma już na nic czasu.

Oszczędzanie bez głowy

Wiele osób zafascynowanych drogą do wolności finansowej często opiera swoje działania na, jak to nazywam, radykalnym oszczędzaniu. Myślenie związane z oszczędzaniem bywa bowiem krótkowzroczne. Nie dostrzegamy negatywnych skutków, które występują i mogą wystąpić w przyszłości, widzi natomiast tylko pozytywy w postaci zaoszczędzonej nominalnej kwoty na rachunku.

Mówi się, że cel uświęca środki. Lecz człowiek, któremu szkoda pieniędzy na lekarstwa, w końcu rozchoruje się i będzie musiał zapłacić za wizytę w szpitalu. Osoba, która oszczędza światło przy czytaniu, w końcu oślepnie. Oszczędzając na prezerwatywach... można sprawić sobie nowy kłopot finansowy. Przykładów jest wiele, a sprawa dość oczywista. Chciałbym jednak dla poprawienia nastroju w te deszczowe dni, zgłębić się nad tematem złych konsekwencji radykalnego oszczędzania.

Pierwsza wymyślona zasada mówi: nie oszczędzaj na jedzeniu. Oczywiście, nie mówię o kupowaniu kawioru czy najdroższych serów, ale egzystowanie na diecie studenckiej i konsumowanie na krzyż zupek chińskich, spaghetti oraz ryżu niczego dobrego nie przyniesie. Zaoszczędzimy parę groszy, owszem, ale w przyszłości kto nam zapłaci za zepsuty żołądek?

Druga rzecz to podróż do hipermarketów. Jeśli musimy kupić dosłownie kilka tanich rzeczy, a hipermarket znajduje się kilka kilometrów od naszego miejsca zamieszkania, to zupełnie bez sensu staje się podróż do niego autem. Co z tego, że rachunek za zakupy będzie niższy, skoro trzeba jeszcze zapłacić za paliwo. Już lepiej wybrać spożywczak pod domem. Poza tym ominiemy chodzenie po hali sklepowej i stanie w kolejkach, co odbije się na zaoszczędzonym czasie. A czas to przecież pieniądz.

W obliczu ostatnich propozycji Unii Europejskiej, próbującej załatać dziury w krajach członkowskich bez cięcia socjału, dyskusyjne stają się instalacje gazowe w aucie. Na chwilę obecną to się opłaca i to bardzo (ceny gazu ponad dwukrotnie niższe od ceny benzyny), ale w przyszłości może to się zmienić.

Ciekawa jest także kwestia inwestowania w siebie. Wyobraźmy sobie osobę, która chcę pracować w inwestycjach, jednak szkoda jej pieniędzy na egzamin maklera papierów wartościowych. Przykład może i trywialny, ale pokazuje głupotę pazernego oszczędzania. Czy nie lepiej wydać trochę pieniędzy, aby w przyszłości zarabiać o wiele więcej? Trzeba tu jednak zastosować zrównoważone podejście, bowiem płacenie za kursy, które można tylko wpisać do CV, nie ma większego sensu.

Generalnie, koncepcja oszczędzania przeczy koncepcji życia na tak i nie odmawiania sobie niczego. W związku z czym często miewam wątpliwości co tego, czy słusznie obrałem drogę oszczędzania. Oszczędzanie ogranicza, czy tego chcemy, czy nie i z wielu rzeczy musimy rezygnować.

Nie wolno dlatego zapominać o jednej prostej rzeczy, jaką jest zdrowy rozsądek. Czasami bowiem warto wydać nawet wszystkie swoje oszczędności. Jeśli będziemy dzięki temu zarabiać 10x więcej, to czemu nie? Od większej kwoty można więcej zaoszczędzić.

Jak poszerzyć wiedzę finansową?

Pieniądze szczęścia nie dają, ale życie ułatwiają. I to bardzo, bo często to właśnie z pieniędzmi wiążą się najważniejsze decyzje człowieka. Zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego i spłacanie rat przez większość życia. Wybór OFE, z którego będzie za kilkadziesiąt lat wypłacana emerytura. Ubezpieczenie na wypadek śmierci czy od nieszczęśliwych wypadków dla zabezpieczenia rodziny. Prawidłowe rozliczenie się z podatku z Urzędem Skarbowym w celu świętego spokoju.

Wszystkie te sprawy wymagają wiedzy, no chyba że chcemy płacić z własnej kieszeni za wiedzę innych osób. Ale po co? Poniżej prezentuję kilka serwisów, dzięki którym możemy nie tylko ulepszyć zawartość CV, ale także poszerzyć swoją wiedzę finansową. Chociażby po to, aby pracownik banku nie musiał tłumaczyć nam czym różni się saldo od środków dostępnych na rachunku.

NBPortal.pl
Serwis, wspierany przez Narodowy Bank Polski, oferuję mnóstwo bezpłatnych szkoleń o tematyce ekonomicznej dla początkujących. Niektóre kursy są ciekawe, inne mniej, a po ukończeniu otrzymujemy certyfikat potwierdzający udział w kursie. Kawał dobrej roboty.

Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami
Na stronie można znaleźć obszerny, darmowy kurs poświęcony funduszom inwestycyjnym. Dowiemy się czym różni się fundusz inwestycyjny otwarty od zamkniętego, poznamy różne strategie inwestowania w fundusze itd. Polecam serwis dla zdobycia wiedzy, jednak z autopsji radzę zachować zdrowy rozsądek przy inwestowaniu w nie. Po ukończeniu kursu otrzymujemy certyfikat.

Akademia Rozwoju
Wortal edukacyjny oferujący króciutkie, bezpłatne szkolenia przede wszystkim z wiedzy informatycznej. Po ukończeniu kursu możemy wydrukować certyfikat, niestety za opłatą 9 zł + VAT. Taki szybki sposób na wstawienie kliku nowych pozycji do CV, bo tak naprawdę niewiele się nauczymy.

YoungPro
Portal oferujące naprawdę świetne szkolenia e-learningowe uczące najbardziej przydatnych rzeczy na rynku pracy, czyli biznesowego języka angielskiego, Excela oraz kompetencji miękkich. Niestety, występują problemy ze skończeniem kursu, których administracja nie raczy wyjaśnić, nie odpowiadając nawet na maile. Szkoda, bo wiedza przydatna i w ciekawej formie.

Filmy po angielsku z angielskim napisami
Na koniec odpowiedź na artykuł w Newsweeku, w którym naukowcy udowadniają, że jedną z najskuteczniejszych metod nauki języka obcego jest oglądanie filmów z napisami w tym języku. Co ciekawe, oglądanie filmów z napisami w ojczystym języku może przynieść przeciwny efekt. Polecam w związku z tym stronę, gdzie dostępne są angielskie filmy z angielskimi napisami. W imię nauki.

Znacie jeszcze jakieś strony, które są ciekawe z punktu widzenia edukacji finansowej?

Przy okazji polecam artykuł, w którym autor twierdzi, że inwestycje kapitałowe to nie wszystko. Przede wszystkim warto inwestować w siebie.

Dlaczego kryzys nie powinien nikogo zaskoczyć?

Warto słuchać mądrych ludzi. Tym samym prezentuję kolejny post z udziałem Petera Schiffa, do racji którego nabieram coraz więcej przekonania. Według Schiffa (i statystyk) Ameryka jest zadłużona po uszy i nie spłaci swoich długów. Łatwo sobie wyobrazić co to oznacza dla światowych rynków.

Czy pesymistyczne prognozy spełnią się? Jak na razie wszystkie znaki na niebie wskazują, że tak. Poniżej zamieszczam znaleziony na YouTube wykład wspomnianego ekonomisty.

Część 1/8
Część 2/8
Część 3/8
Część 4/8
Część 5/8
Część 6/8
Część 7/8
Część 8/8

W co radzi inwestować Peter Schiff?

Peter Schiff to amerykański ekonomista, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, który rozsławił się dzięki pewnemu zakładowi z innym (już nie tak) wielkim ekonomistą Arthurem Lafferem (wymyślił dobrze znaną w literaturze krzywą Laffera). Schiff perfekcyjnie przewidział kryzys finansowy w 2008 roku, upokarzając tym samym Laffera, który twierdził, że gospodarka amerykańska nigdy nie była w lepszym stanie.

Schiff jest prezesem firmy Euro Pacific Capital zajmującej się pośrednictwem inwestycyjnym i doradztwem dla drobnych inwestorów. Wiele z jego prognoz sprawdziło się (wzrost cen złota, spadek cen nieruchomości, wzrost wskaźnika inflacji itd.). W co więc radzi inwestować Peter Schiff?

In our opinion, the American economy is a grand ship in danger of sinking - czytamy na stronie internetowej Euro Pacific Capital. Stan amerykańskiej gospodarki jest katastrofalny: rekordowy deficyt, rosnące w ekspresowym tempie zadłużenie, kreatywna księgowość. Odradza się tym samym inwestowania w instrumenty mające powiązania z gospodarką USA, czyli w amerykańskie akcje, obligację, a nawet walutę.

Co innego akcje firm spoza Ameryki. Pracownicy Euro Pacific Capital określają swoją strategię jako stosunkowo konserwatywną i radzą tutaj zwrócić uwagę przede wszystkim na firmy wypłacające udziałowcom wysokie dywidendy, co w połączeniu z umocnieniem lokalnej waluty w stosunku do upadającego dolara powinno przynieść wymierne korzyści. Shiff przewiduje, że kiedy inwestorzy zrozumieją powagę sytuacji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych i zaczną to dyskontować na rynkach, będziemy mieli do czynienia z zeszmaceniem dolara, który nie będzie już uważany za bezpieczną przystań. W konsekwencji doprowadzi to do hiperinflacji, która w połączeniu z niskim wzrostem gospodarczym skokowo doprowadzi do spadku amerykańskiego dobrobytu.

Kolejnym obszarem inwestycyjnym wartym zainteresowania są surowce, a przede wszystkim złoto. Ich ceny powinny wzrosnąć przez deprecjację dolara, a także dzięki zwiększonemu popytowi ze strony krajów rozwijających się, takich jak Chiny oraz Indie. Shiff przewiduje cenę złota na poziomie nawet 5000 USD (obecnie niecałe 1600 USD) i, patrząc drukowanie pieniędzy i (łącznie z ukrytym) zadłużenie USA, prognoza wcale nie wydaje się być taka ko(s)miczna.

Podsumowując: inwestujmy w surowce oraz akcje nieamerykańskich spółek wypłacających solidne dywidendy. A jakie są wasze przemyślenia związane z inwestowaniem w perspektywie najbliższych lat?

Jak zarobić 13% rocznie na koronie czeskiej?

Sposób banalny, lecz ryzykowny, szczególnie w obecnych czasach niepewności. Wszystko dlatego, że jest wprost idealny na czasy stabilizacji, kiedy ryzyko wahań walutowych jest relatywnie niższe. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś przewiduje (ja nie) mocną aprecjację czeskiej waluty, to w przypadku powodzenia, oprócz zysku ze zmiany kursu, dostanie także gratis w postaci wspomnianych 13% rocznie. Dobra, już wyjaśniam o co chodzi.

Aby zastosować omawianą metodę, trzeba posiadać rachunek Forex. Przeciwnicy inwestycji z lewarem powinni więc od razu dać sobie spokój.

Cały trik polega na otwarciu krótkiej pozycji na parze walutowej USDCZK. Inwestycję należy traktować długoterminowo. Tak tak, jeżeli ktoś myśli, że na Forexie można grać tylko na krótki okres, jest w błędzie. Dlaczego? Wszystko za sprawą dwóch rzeczy.

Pierwszą są mikroloty, czyli 0,01 lota, a więc 1000 jednostek waluty bazowej. W tym wypadku walutą bazową jest dolar amerykański, a więc mając na rachunku 1000 zł, gramy tak naprawdę kwotą 1000*2,83=2830 zł przy obecnym kursie USDPLN. "Realna" dźwignia wynosi więc 1:2,83.

Druga rzecz to kwitesencja pomysłu, który wiąże się z zarabianiem na swapach. Swap jest to koszt (najczęściej) lub przychód, powstały w wyniku zróżnicowania stóp procentowych w danych krajach. Im stopy procentowe w danym kraju są wyższe, tym teoretycznie mamy większą szansę na "gratis" od brokera za nabycie danej waluty. Swap jest naliczany przez 6 dni w tygodniu (u mojego brokera).

Tak samo sprawa wygląda w przypadku pary USDCZK. Otwierając długą pozycję (kupując dolara), broker każdej doby nalicza nam ujemny swap. Otwierając krótką pozycję (zakup korony czeskiej), broker nalicza dodatni swap. Na swapach można więc zarabiać.

Dlaczego akurat para USDCZK? To proste - z powodu najwyższego plusowego swapu (w przypadku brokera GO4X).

Postanowiłem więc pobawić się trochę i po wpłaceniu 1000 zł otworzyłem krótką pozycję wielkości 1 mikrolota na omawianej parze. Po 1 dniu otrzymałem 0,44 zł. Jak nietrudno policzyć, przyjmując 300 dni w roku, roczny zysk wyniesie 0,44*300=132 zł brutto (ponad 13%). Jeszcze do tego dochodzi spread (jakieś 6 zł w tym przypadku) oraz ewentualny podatek Belki i na czysto mamy ponad 10%.

Czas na ryzyka. Najważniejsze to wyzerowanie konta (1000 zł) w przypadku wahnięcia kursu o 6 koron. Aby tak się stało, na Czechy powinna spaść bomba albo musi nadejść kolejny kryzys finansowy. Jak wspominałem, to drugie jest całkiem realne, a więc ryzyko istnieje. Choć Czechy są w niezłej kondycji finansowej (deficyt 4% PKB, dług 43% PKB) w porównaniu do innych krajów europejskich.

Kolejne to ryzyko walutowe związane z kształtowaniem się kursu czeskiej waluty do złotówki. Ostatnio waluty te są mniej więcej ze sobą skorelowane, ale zawsze istnieje niepewność co do przyszłych losów. Najlepszą sytuacją jest umacnianie się 2 walut, lecz złotówki w większym stopniu. W końcu w PLN mamy zysk.

Jest to tylko luźny pomysł co do tego, jak można zarobić, a się nie narobić. Są też ciekawsze sposoby zarabiania na swapach, ale o tym kiedy indziej.

PS Nie zapominajcie o stop lossie.

Inwestowanie w czasach niepewności

Jeśli ktoś nadal wierzy, że druga fala uderzeniowa kryzysu nas nie dotknie, powinien zastanowić się raz jeszcze. Nawet nie nazwałbym tego drugą falą, lecz tą właściwą.

Dziś agencja Moody's obniżyła rating Irlandii do poziomu "śmieciowego" oraz to samo zrobiła kilka dni temu z Portugalią. Pokazuje to jak "obiektywne" i "niezależne" są te instytucje. Przypominam, że ratingi USA są cały czas niezmienne i pozostają na najwyższych poziomach. Mimo że ukryte zadłużenie Stanów Zjednoczonych jest gigantyczne = nie do spłacenia.

Dlatego w najbliższym czasie zamierzam zainteresować się kupnem fizycznego złota z możliwością przechowywania go w specjalnej skrytce. Dla zainteresowanych artykuł o sposobach inwestowania w złoto.

Złoto za kilka lat osiągnie cenę 5000 USD (obecnie niecałe 1600 dolarów). I nie jest to moja prognoza, lecz Petera Schiffa, z którą zaczynam się zgadzać wraz ze wzrostem świadomości co do prawdziwej wielkości amerykańskiego zadłużenia.

Właściwie to mógłbym pospekulować na złocie w dłuższym terminie na rynku Forex, ale wysokie swapy zjedzą cały zysk, więc nie ma sensu bawić się w takie rzeczy. Natomiast ze srebrem istnieje problem związany z podatkiem VAT, zresztą trochę go już mam w portfelu.

Gdybym posiadał zdolność kredytową, kupiłbym też nieruchomość w centrum dużego miasta pod wynajem, oczywiście w atrakcyjnej cenie. Przez 25 lat wynajmujący spłacaliby kredyt dodatkowo z niewielkim zyskiem dla mnie (który pewnie szedłby na remonty itp.), a po tym czasie po prostu sprzedałbym nieruchomość. Nietrudno się domyślić, że jeśli ktoś ma zdolność kredytową na zakup 4 mieszkań, to za 25 lat może stać się milionerem właściwie bez większego wysiłku. Oczywiście, zawsze są różne ryzyka, temat nie jest taki prosty.

Jeśli chodzi o akcje, w tej chwili posiadam tylko mały pakiet papierów Tauronu kupionych ponownie po ostatniej przecenie. Szczerze mówiąc, trochę żałuję tej decyzji i wydaje się to być trochę sprzeczne z moimi prognozami. Ale w końcu spółki energetyczne to panaceum na ciężkie czasy - ceny miedzi mogą spaść (KGHM), banki mogą stracić zaufanie, a zapotrzebowanie na energię jest zawsze. Martwi mnie jedynie ta negatywna rekomendacja wydana na dniach, która jak na razie w żaden sposób nie wpłynęła na kurs walorów.

Na koniec cytat: Paper money eventually returns to its intrinsic value – ZERO. Voltaire 1729

Spadki na giełdzie

WIG20 przebił od góry poziom 2700 pkt. Kurs euro do złotówki wynosi 4,04, kurs dolara 2,91, kurs franka szwajcarskiego 3,51! Spada cena ropy naftowej, miedzi, srebra, a nawet złota. Będzie lepiej?

Niestety, problemy zadłużeniowe Włoch to bardzo solidny fundament wieszczący dalsze spadki na giełdach. Włochy są 3. największą gospodarką Eurolandu, co oznacza, że ewentualna pomoc dla tego kraju ze strony innych państw strefy euro byłaby niemożliwa ze względu na skalę tejże pomocy. A w ciągu najbliższych miesięcy Włosi muszą znaleźć 130 mld euro na wykup zapadających obligacji. Trzeba też pamiętać, że dług publiczny tego kraju wynosi około 120% PKB - wartość wprost niewyobrażalna. Tytuł z dzisiejszego Pulsu Biznesu mówi sam za siebie: Zaraza rozlewa się po UE.

Trudno się dziwić obecnej sytuacji. Wieloletnie utrzymywanie deficytów budżetowych, rolowanie długu i wzrost kosztów obsługi długu w końcu musi skończyć się bankructwem. Moim zdaniem, nie ma już wyjścia - Grecja zbankrutuje na pewno, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Irlandia są bardzo blisko. Żarty się skończyły.

Jednym z następnych w kolejce krajów może być Polska. Oficjalny dług publiczny Polski to już wartość około 800 mld zł (50-55% PKB). Zamiatanie długu pod dywan, czyli pseudo reforma OFE, niewliczanie środków z Krajowego Funduszu Drogowego (30 mld zł), wyczyszczenie rezerwy demograficznej itp., itd. Kreatywna księgowość ma się dobrze. Już wiemy, że panowie Tusk i Rostowski z pewnością przejdą do historii. Wszyscy będziemy ich wspominać, bo jak zwykle - zapłacą obywatele.

Więcej o inwestowaniu w czasach niepewności w następnym wpisie.

Publikacje blogerów

W ciągu ostatnich tygodni ukazało się kilka ciekawych publikacji osób prowadzących blogi o tematyce finansowej. Polecam zapoznać się z zaprezentowanymi pozycjami chociażby po to, aby w przyszłości nie popełniać tych samych błędów, co autorzy publikacji. Najmniej bezboleśnie bowiem uczyć się na cudzych błędach.

1. Jak szybko i bezstresowo stworzyć budżet domowy
Jest to krótka publikacja autora zaprzyjaźnionego bloga Moje finanse. Autor przedstawia swoje zwycięstwa i porażki życiowe, opisuje powody, dla których zainteresował się tematyką finansów osobistych, oraz prezentuje sposoby oszczędzania i efektywnego zarządzania budżetem domowym.
Jeśli chodzi o moje odczucia, autor poświęca bardzo dużo miejsca psychologii ludzkiej i... bardzo dobrze. Bez odpowiedniej samodyscypliny nawet najlepszy plan wyjścia z tarapatów nie przyniesie wymiernych rezultatów. Polecam przeczytać, to nic nie kosztuje.

2. Bóg, pieniądze i giełda
Kolejna, tym razem dłuższa, publikacja to dzieło właściciela bloga Akcje przy kawie :). Autor prezentuje swoje wzloty i upadki związane nie tylko z inwestowaniem na giełdzie, ale także z prowadzeniem własnego biznesu. Jako doświadczony trader zwraca uwagę na haczyki oraz psychologię, opisuje także swoją metodę inwestowania.

3. Equity Magazine nr 9
Moim zdaniem, ten numer jest najciekawszym z dotychczas opublikowanych. Szczególnie polecam artykuły: Co może bankier inwestycyjny? prof. Krzystofa Rybińskiego, Bitcoin - waluta spoza systemu, Diamonds are forever, High frequency trading, Zyski rosną wraz z domami, Akumulacja, dystrybucja, trend wzrostowy i spadkowy.

Jak widać, całkiem sporo tego, oczywiście nie zabrakło też i słabszych artykułów.

Znacie jeszcze jakieś publikacje warte polecenia?

Forex dla początkujących

Forex - słowo rozpalające żądze niejednego inwestora. Jest to miejsce, gdzie w ciągu kilku minut można podwoić kapitał lub go całkowicie stracić, a wszystko przez funkcjonującą na tym rynku dźwignię, która powoduje, że gramy o kwotę większe niż w rzeczywistości posiadamy.

Nie będę w tym poście rozwodził się, czy takie inwestowanie nie zahacza już pod hazard, napiszę tylko tak: rozsądni inwestorzy nie dadzą się wyrolować. Poniżej zostanie zaprezentowana infografika, która jest zlepkiem podstawowych informacji na temat rynku Forex.

Forex to inaczej rynek walutowy, gdzie możemy handlować walutą (i nie tylko). Rynek ten jest właściwie otwarty dla wszystkich: banków centralnych, banków komercyjnych, instytucji rządowych, korporacji, spekulantów i drobnych inwestorów. Stąd taka płynność, a więc transakcje dochodzą do skutku błyskawicznie. Jest to jedna z przewag nad rynkiem akcyjnym.

Rynek Forex jest otwarty 24 godziny na dobę przez ponad 5 dni w tygodniu. Dla jednych jest to zaleta, dla innych wada - zależy od preferencji inwestora.

Mamy do wyboru od najpłynniejszych par walutowych jak EUR/USD do zupełnie egzotycznych jak CZK/NOK (korona czeska do korony norweskiej). Nie brakuje też i par złotówkowych. Jednak najpopularniejszymi walutami są: dolar amerykański, euro, jen japoński i funt brytyjski.

Właściwie jedyną opłatą, którą ponosi inwestor, to spread. Przykładowo: otwieramy długą pozycję na parze EUR/USD przy kursie 1,4000, a broker narzuca nam 2 pipsy, czyli kupujemy de facto po cenie 1,4002. Pip jest to najmniejsza możliwa zmiana kursu walutowego.

Do tego dochodzi jeszcze swap, ujemny lub dodatni w zależności od pary walutowej i otwieranej pozycji. Swap, który jest naliczany po każdym dniu roboczym, może być zatem zarówno kosztem, jak i przychodem.

Forex jest tematem bardzo obszernym, o czym napisano już tysiące książek. A w internecie powstała niezliczona ilość dyskusji. Trudno się temu nie dziwić - każdy chce zarobić. W tym miejscu jako kompendium wiedzy polecam polskie forum znajdujące się pod adresem: www.forex.nawigator.biz.

Więcej podstawowych informacji na załączonej infografice.


This infographic is provided to you by CMS Forex.
Click here to add this infographic to your website.

Najgłupsze podatki wszechczasów: podatek od nieposłuszeństwa

Podatek od nieposłuszeństwa był podatkiem pogłównym, który obowiązywał w siedemnastym wieku w Anglii. Został on wprowadzony przez Olivera Cromwella – polityka, przeciwnika monarchii, pogromcy króla, a także lorda protektora Anglii, Szkocji i Irlandii - dla osób, którzy w jakiś sposób podpadli władzy. Czyli skoro nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam.

Nazwa podatek od nieposłuszeństwa nie jest dosłownym tłumaczeniem z języka angielskiego. Podatek ten był określany jako extraordinary tax, co można tłumaczyć jako podatek nadzwyczajny. Dotyczył osób, którzy nie byli posłuszni Cromwellowi i byli po stronie króla w czasie wybuchu powstania przeciwko władcy monarchistycznemu. Danina była więc swoistą karą za grzechy, czyli lojalność wobec króla. Lex retro non agit, zawiniłeś, teraz płać, mimo że w czasie popełnienia dany czyn nie był karany.

Cromwell kazał podzielić społeczność popierającą króla na trzy kategorie głów. Do pierwszej grupy należały osoby, które organizowały obronę króla w powstaniu. Dotknęła ich najsurowsza kara – uwięzienie lub wygnanie, a także całkowita konfiskata mienia. Druga grupa osób, szczególnie aktywnie popierających króla, została potraktowana mniej surowo. Po powrocie z więzienia czy wygnania mogli odzyskać swój majątek. Na najliczniejszą trzecią grupę, złożoną z osób biorących czynny udział w obronie lub popierających króla, nałożono roczny podatek. Odmowa albo niemożność zapłaty kończyła się konfiskatą mienia.

Alternatywą płacenia podatku było dobrowolne oddanie mienia z zachowaniem opcji, że w razie zmian legislacyjnych w przyszłości i zniesienia podatku, osoby będą mogły odzyskać swój majątek.

Podmiotami zobowiązanymi do zapłaty podatku były osoby, których wartość ziemi szacowana była na co najmniej 100 funtów szterlingów w ciągu roku lub ich nieruchomość była warta minimum 1500 funtów szterlingów. Poborcy podatkowi mieli obowiązek egzekwowania dziesięciny (dziesiątą część) od wartości rynkowej czynszu ziemskiego oraz dodatkowo 10 funtów szterlingów od każdych 1500 funtów szterlingów wartości nieruchomości. Dochody z podatku były redystrybuowane na wojsko.

Pomysłów na głupie podatki nigdy nie brakowało i nie zabraknie w przyszłości. Przynajmniej będzie o czym pisać.

Nieudany debiut JSW - co dalej?

Na zakończenie sesji papiery JSW kosztowały 136 zł, co oznacza zerowy zysk dla inwestorów. A nawet stratę przy uwzględnieniu prowizji. Będzie lepiej?

Świetną relację z przebiegu dzisiejszego debiutu i cyrku zorganizowanego z tej okazji można przeczytać na stronach Pulsu Biznesu. To dopiero nazywa się dobra mina do złej gry.

Na samym początku notowania rosły o 3,3%, lecz z biegiem czasu było coraz gorzej, co pewnie zostało spowodowane masową wyprzedażą przez inwestorów indywidualnych. Ja niestety byłem nieosiągalny w porannych godzinach i nie zdążyłem sprzedać akcji po atrakcyjniejszym kursie.

Powtórzyła się więc sytuacja z ubiegłorocznego debiutu Tauronu, kiedy po drastycznej obniżce ceny zapisu debiut mimo to okazał się niewypałem. Wszyscy wiedzą co działo się dalej z notowaniami Tauronu i liczę na powtórkę sytuacji w przypadku JSW. Zaryzykuję więc, nie sprzedam papierów ze stratą i poczekam na satysfakcjonujący wzrost kursu.

Rok temu sytuacja na giełdzie była dość podobna. Nastroje panowały kiepskie i może jest to nauczka dla pana Grada, aby nie planować IPO na lato?

Zagrożenia płyną przede wszystkim z zewnątrz. Niestabilna sytuacja na świecie związana z utratą płynności przez zadłużone kraje europejskie (Grecja, Portugalia) odbija się na wschodzących rynkach (Polska).

Podsumowując, trzymam akcje aż do momentu, kiedy stwierdzę, że nadszedł czas na sprzedaż. Kiedy to nastąpi - trudno mi powiedzieć. Na giełdzie nie wolno być ani tchórzem ani odważniakiem, tylko na spokojnie i z dystansem na bieżąco analizować obecną sytuację.

Polecam więc samemu zastanowić się nad rozwiązaniem, nie ma co liczyć na opinie blogerów i analityków, bo oni też nie są nieomylni.

Too Big To Fail (tłum. Zbyt duży, by upaść) - recenzja filmu

Kolejny z filmów wyprodukowany przez HBO i poświęcony kryzysowi finansowemu w Stanach Zjednoczonych, który wybuchł w 2008 roku, rozprzestrzeniając się na większość świata. Zapraszam na krótką recenzję.

Na zdjęciu widzimy postać Henry'ego 'Hanka' Paulsona - sekretarza Skarbu USA. Odgrywa on w filmie najważniejszą rolę. Wraz ze swoim zespołem dwoi się i troi w próbie ratowania systemu finansowego kraju.

Obraz przedstawia kulisy rozmów jakie toczyły się tuż przed oraz w czasie kryzysu finansowego na najwyższych szczeblach władzy i z szefami największych banków komercyjnych w kraju. Prezentuje przyczyny upadku banku Lehmann Brothers, reakcje światowych rynków na ten precedens, a także różne pomysły władzy na ratowanie systemu finansowego i wprowadzenie tzw. planu Paulsona.

Film generalnie jest niezłą próbą odtworzenia wydarzeń i warto go obejrzeć chociażby dla samej nauki. Akcja dzieje się szybko i zainteresowani tematyką nie nudzą się właściwie ani przez chwilę.

Zupełnie inny poziom prezentuje gra aktorów - niestety, dość niski poziom. Wzięci żywo z serialowych komediowych hitów (Detektyw Monk, Californication) w finansowym świecie jako szefowie banków wyglądają po prostu... śmiesznie. I grają zdecydowanie zbyt łagodnie. Wyluzowany Paulson i tchórzliwy Bernanke to chyba gruba przesada. Natomiast postać dziadka Buffeta przypadła mi do gustu.

No właśnie, zabrakło w tym filmie emocji. Aktorzy na siłę próbują pokazać, że im zależy, ale jakoś to nie wychodzi. Wygląda to wszystko jak sielanka, gdzie życie toczy się jednostajnym tempem.

Parę szczegółów zasługuje na uznanie. Przede wszystkim ukazanie cienkiej granicy, jak dzieli amerykański świat finansów i władzę publiczną. Albo retoryczne pytanie, które pada w środku filmu w kierunku członków zespołu Paulsona: A ktoś z was nie był w Goldman?

Polecam obejrzenie filmu przede wszystkim z czystej ciekawości. Wielkie dzieło to nie jest, obiektywne też nie do końca, ale warto.

Dla zainteresowanych: film z rosyjskim lektorem można obejrzeć pod tym linkiem.

Podsumowanie ankiety "W co inwestujesz? Jak oszczędzasz?"

Nadszedł czas na podsumowanie ostatniej ankiety, której wyniki nie okazały się wielce zaskakujące. Ankieta dotyczyła sposobów lokowania kapitału i każda osoba mogła wybrać więcej niż jeden wariant odpowiedzi. Oto co odpowiedziało 65 ankietowanych osób na pytania: W co inwestujesz? Jak oszczędzasz?

Największą popularnością głosów cieszyły się depozyty, czyli konta oszczędnościowe i lokaty. Trudno się dziwić - jest to jeden z najbezpieczniejszych sposobów pomnażania kapitału, choć stosunkowo mało zyskowny. Zainteresowanym polecam ostatni ranking kont oszczędnościowych.

Na drugim miejscu znalazły się inwestycje w akcje. Tutaj również wynik nie jest zaskoczeniem, szczególnie po ostatnich głośnych debiutach na giełdzie spółek Skarbu Państwa. Inwestowanie w papiery wartościowe należy do tradycyjnych metod i temat jest już oklepany z każdej strony. Szukającym właśnie rachunku maklerskiego proponuję zapoznać się z rankingiem kont maklerskich.

Ostanie miejsce na podium przypadło funduszom inwestycyjnym. Jeśli chodzi o mnie, nie polecam tego typu inwestycji z wielu powodów. Przede wszystkim wysokie opłaty szczególnie za zarządzanie niwelują zyski. Poza tym funduszom inwestycyjnym otwartym tak naprawdę bardziej zależy na pozyskaniu nowych klientów niż na osiąganiu zysków. Kolejna przyczyna to wyniki funduszy akcyjnych przeciętnie gorsze do wyników WIGu. Zamiast funduszy radzę nauczyć się inwestować samemu albo dać sobie spokój i oszczędzać na lokatach.

Wiele osób zadeklarowało inwestycje w siebie, co się chwali. Już niedługo post na ten temat.

Inwestycje alternatywne związane z surowcami i walutami są mniej popularne. Trochę zaskakuje niska popularność walut ze względu na znaczną popularyzację inwestowania na rynku Forex. Na tym rynku da się całkiem sensownie pomnażać kapitał jak na innych rynkach pomimo występowania dźwigni (lewara). A wszystko za sprawą mikrolotów i wielkości pozycji, dzięki której można zniwelować efekt dźwigni. Może kiedyś napiszę coś więcej na ten temat.

Według wyników ankiety obligacje to na razie dla inwestorów i oszczędzających raczej czarna magia. Osobiście zamierzam zainteresować się rynkiem Catalyst w niedalekiej przyszłości. Zyski powyżej oprocentowania lokat są kuszące.

Jedna osoba odpowiedziała, że nie inwestuje i nie oszczędza. Mogę tylko napisać, że szkoda - nawet nie wie ile emocji związanych z pomnażaniem kapitału traci.

Zapraszam do wzięcia udziału w nowej ankiecie: Jaka jest wysokość Twojego majątku netto?

Ranking 10 najlepszych kont oszczędnościowych (lipiec 2011)

Pisałem całkiem niedawno o korzyściach związanych z elastycznym budżetem domowym. Taka też jest przewaga kont oszczędnościowych nad lokatami - mamy dostęp do środków właściwie przez cały czas bez utraty odsetek. Coś w sam raz dla łowców okazji lub pod fundusz awaryjny. Faktem jest, że oprocentowanie lokat jest obecnie trochę wyższe. Ale zamrożony przez klienta kapitał musi być z definicji lepiej oprocentowany.

Ostatnie oficjalne dane o wskaźniku inflacji to 5% w skali roku. Lokaty (głownie za sprawą banków Leszka Czarneckiego) już przeprowadzają swoją ofensywę. A czy tak samo jest z ofertą rynkową kont oszczędnościowych? Zobaczmy.

Od czasu poprzedniego zestawienia właściwie niewiele się zmieniło, co martwi. Stopa referencyjna rośnie, oprocentowanie rachunków oszczędnościowych tkwi w miejscu.

1. Kredyt Bank, Ekstrakonto Plus

Oprocentowanie: 5,67% netto (do kwoty 3000 zł)
Kapitalizacja miesięczna, opłata 0 zł*

Lekkie przetasowanie i konto reklamowane przez Wojciecha Manna znalazło się na pierwszym miejscu zestawienia z oprocentowaniem 7% brutto. Największą zaletą rachunku jest fakt, że jest to ROR, a więc nie mamy ograniczeń, jeśli chodzi o liczbę bezpłatnych przelewów w miesiącu itp. Do największych wad należy maksymalny depozyt - powyżej 3000 zł oprocentowanie wynosi 0%. Na szczęście, w ofercie banku mamy Konto Oszczędnościowe - "Lokata Bankowa" znajdujące się na dalszym miejscu rankingu.

Ekstrakonto jest bezpłatne po spełnieniu warunków: minimum 1000 zł wpływu miesięcznego wynagrodzenia oraz minimum 5 płatności kartą.

2. Getin Online, Konto internetowe + konto oszczędnościowe

Oprocentowanie: 5,51% netto (do kwoty 15000 zł)
Kapitalizacja dzienna, wymagany ROR - opłata 0 zł*

Nowa oferta Getin Banku od razu wskoczyła na drugie miejsce dzięki wysokiemu oprocentowaniu. Promocja trwa do 31 lipca i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie skomplikowane warunki promocji, z którymi polecam zapoznać się na stronie banku.

3. BNP Paribas Bank, Konto WIĘCEJ oszczędnościowe

Oprocentowanie: 5,80% netto (do kwoty 15000 zł)
Kapitalizacja dzienna, wymagany ROR - opłata 6,50 zł za pakiet M

Oprocentowanie najwyższe, jednak opłata niweluje zyski. Najrozsądniejsza kwota depozytu mieści się w przedziale od 10000 zł do 15000 zł - wtedy na czysto zarobimy mocno powyżej 5% netto w skali roku. Promocyjne oprocentowanie obowiązuje przez 6 miesięcy.

4. Toyota Bank, Konto Młodzieżowe Click

Oprocentowanie: 5% netto (do kwoty 18200 zł)
Kapitalizacja dzienna, opłata 0 zł w opcji bez karty

Jest to ROR przeznaczony dla osób w wieku 13-24 lat. Aby zrezygnować z karty, trzeba napisać oświadczenie przy podpisywaniu dokumentów dostarczonych przez kuriera. Sam korzystam z tego rachunku i polecam go wszystkim osobom, którzy jak ja inwestują na giełdzie okazyjnie, przez większość czasu będąc poza nią. Zalety RORu są niepodważalne, natomiast więcej o koncie pisałem tu.

5. Lukas Bank, Rachunek Oszczędzam

Oprocentowanie: 4,86% netto (do kwoty 18700 zł)
Kapitalizacja dzienna, wymagany ROR - opłata 0 zł

Promocja trwa do 8 lipca, gwarantowane oprocentowanie do końca roku. Poza promocją oprocentowanie wynosi 4,05% netto.

6. Polbank, Mistrzowskie Konto Osobiste

Oprocentowanie: 4,86% netto (dla kwot 500-20000 zł)
Kapitalizacja miesięczna, opłata 0 zł*

To ROR, co jest niewątpliwie zaletą. Oprocentowanie kwot poniżej 500 zł wynosi 0%, od 500 do 20000 zł to 6% brutto, a powyżej 20000 zł wynosi 3% brutto. Dziwię się, ze bank woli oddawać część odsetek państwu w postaci podatku zamiast klientowi. Konto jest bezpłatne po spełnieniu kilku warunków. Na minus można zaliczyć toporny system transakcyjny i brak gwarancji BFG (lecz jego greckiego odpowiednika).

7. Polbank, Konto Mocno Oszczędzające

Oprocentowanie: 4,75% netto (do kwoty 19100 zł)
Kapitalizacja dzienna, opłata 0 zł*

Konto oszczędnościowe w Polbanku jest gorsze od konta osobistego - to warto uczcić. Na dodatek konto oszczędnościowe wymaga posiadania RORu. Wady jak wyżej - system transakcyjny i brak polskich gwarancji bankowych.

8. Meritum Bank, MeritumKonto Silnie Zarabiające

Oprocentowanie: 4,30% netto (do kwoty 1000-21000 zł)
Kapitalizacja dzienna, wymagany ROR - opłata 0 zł w opcji bez karty

Konto jak konto, nic nadzwyczajnego. Oprocentowanie poniżej wskaźnika inflacji, a więc realnie tracimy. Na plus należy zaliczyć brak haczyków.

9. Deutsche Bank, dbKonto Oszczędnościowe 24h

Oprocentowanie 4,09% netto (do kwoty 22000 zł)
Kapitalizacja dzienna, opłata 0 zł* za ROR

Na plus brak haczyków, na minus zyski poniżej wskaźnika inflacji. W przypadku konta osobistego trzeba wykonać co najmniej 1 transakcję miesięcznie, aby korzystać z niego za darmo.

10. Kredyt Bank, Konto Oszczędnościowe "Lokata Swobodna"

Oprocentowanie 4,05% netto (do kwoty 15000 zł)
Kapitalizacja miesięczna, wymagany ROR - opłata 0 zł*

Jako uzupełnienie do Ekstrakonta Plus oferta całkiem dobra. Jednak za dużo z tym wszystkim zachodu, ale jeśli ktoś lubi bawić się w optymalizację i nie szkoda mu czasu - można dla frajdy popróbować.

Podsumowanie:

W lipcu tylko cztery rachunki oszczędnościowe wychodzą zwycięsko z inflacją - jeszcze mniej niż w poprzednim miesiącu. Będzie lepiej za miesiąc?

Podsumowanie miesiąca: czerwiec 2011

Czerwiec był miesiącem bardzo udanym dla bloga, lekko udanym dla moich inwestycji oraz mniej udanym dla WIGu. Był to w skrócie czas ekscytacji związanej z zapisami na debiut JSW na giełdzie (post1, post2, post3) oraz problemami płynnościowymi Grecji. Po wieści o 5-procentowej inflacji na rynku depozytów coś w końcu zaczyna się dziać. A ja mam wakacje i szukam właśnie etatowej pracy na następne 2 lata życia.

Wszystkie dane za czerwiec 2011. W nawiasach natomiast podano łączną wartość.

Wyświetlenia bloga: 8000 (24000)
Liczba subskrybentów RSS: +8 (45)
Liczba fanów na Facebooku: +7 (7)
Liczba obserwatorów: +3 (10)

Popularność bloga znacząco wzrosła, co niewątpliwie cieszy.

Zarobki z AdSense: 18,21 euro (35,41 euro)
Zarobki z AdTaily: 0,77 zł (0,77 zł)
Zarobki z Systemu Partnerskiego: 45 zł (75 zł)

W czerwcu zarobiłem na reklamach więcej niż łącznie do tej pory. Blog jako źródło dodatkowego dochodu spisuje się więc na razie nieźle.

Aktywa w portfelu:

Wysoki udział akcji w portfelu jest związany z wspomnianym debiutem Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Poza papierami tej spółki nie posiadam obecnie żadnych innych walorów. Sytuacja na giełdzie jest nieciekawa, poza tym nie mam obecnie czasu na szukanie perełek.

Zobacz poprzednie podsumowanie miesiąca: maj 2011.