Pseudo reforma OFE

Stało się - dziś prezydent podpisał ustawę, która pozwoli rządowi ukraść 51,5% środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych i tym samym dokonać największej nacjonalizacji w historii III RP. Jest to sytuacja bezprecedensowa.

Zresztą żale były przelewane już wcześniej. Warto natomiast wyróżnić osoby odpowiedzialne za tę reformę i pamiętać o nich przed następnymi wyborami:
Mam nadzieję, że historia rozliczy ich za swoje czyny.

Znam osoby, które po zmianach stracą na rachunkach w OFE sześciocyfrowe kwoty. Ja jestem młody, władza zabierze mi tylko 1500 zł. A ile ukradnie Tobie?

Plan do wolności finansowej 2

Celów na 2014 rok jednak nie będzie, uznałem to za nadmierną komplikację. Cele bowiem w życiu mam dwa: rentierstwo w wieku 40 lat oraz cieszenie się każdym przeżytym dniem. Reszta to podcele tych celów. Dziś zajmę się omówieniem pierwszego celu, bo akurat nastał czas na kilka wyjaśnień i modyfikacji z nim związanych w porównaniu do pierwotnych założeń.

Co się zmieniło od tamtego czasu? Przede wszystkim to, że kredyt mieszkaniowy prawdopodobnie zaciągniemy dopiero w 2015 roku. Banki niechętnie patrzą na moje wejście do spółki komandytowej (mimo że ten sam pracodawca) i wymagają 12-miesięcznego okresu działalności. Finansowo nie robi to różnicy, bo koszty ekonomiczne kredytu a wynajmu są w moim przypadku porównywalne. Wszakże wolałbym już mieszkać na swoim. Ale trudno, przynajmniej uzbieramy na 50-procentowy wkład własny (wraz z MdM), jeżeli żadnej tragedii nie będzie.

Co do samej definicji wolności finansowej - dla mnie wiąże się ona z uzyskiwaniem pewnej miesięcznej kwoty dochodu mobilnego pozwalającej na godne życie. Dochód mobilny to dochód uzyskiwany niezależnie od lokalizacji, a więc jest to suma dochodów kapitałowych oraz internetowych. Zatem, w uproszczeniu, niezależność finansowa to sytuacja, w której nie muszę pracować, aby żyć.

Oto mój aktualny plan do wolności finansowej na pozostałe do osiągnięcia celu 16 lat.

1. Praca
Aby móc budować majątek, trzeba mieć dochody - to oczywiste. Dlatego przede wszystkim dalej skupiam się na pracy w tradingu. W 2014 roku chcę zapracować na kolejną podwyżkę w firmie, co też wiąże się z pokaźnym bonusem za cały rok. Od nowego roku płacę (tak jak przedsiębiorca) minimalną składkę do ZUS i liniowy 19-procentowy PIT. Tym samym częściowo uciekam od przekleństwa klasy średniej, która utrzymuje ten cały chory system. Kolejne lata również wiążę z tradingiem, choć zobaczymy jak to będzie.

2. Stałe miesięczne wydatki bieżące
Po stronie kosztowej również musi być porządek. 2 lata temu wspominałem, że we dwójkę utrzymujemy się za 2000 zł miesięcznie. Obecnie limit ten wynosi 2300 zł ze względu na inflację, koniec ulg studenckich, wzrost jakości żywienia itd. Przypominam, że wydatki bieżące nie obejmują wydatków inwestycyjnych (np. opłat za studia), które i tak są już zerowe. W przyszłym roku żenię się, co wiąże się z naszym kosztem w wysokości 10000 zł - i to na razie jedyny planowany wydatek w przyszłości (który w dodatku częściowo się zwróci).

3. Oszczędzanie i inwestowanie
Kapitał gromadzony jest i będzie na najlepszych na rynku depozytach bankowych. Będę potrzebował pieniędzy na wkład własny za rok, a więc wszelkie inwestycje długoterminowe nie wchodzą w rachubę. Jedynie jednostki ETF doświadczalnie trzymam do emerytury. Liczę także na jakieś okazje inwestycyjne w stylu debiutu PKP Cargo.

4. Inwestowanie w nieruchomości
Jak już wspominałem, harmonogram nieco przesunął się w czasie. W 2015 roku zamierzamy wziąć kredyt mieszkaniowy w ramach programu Mieszkanie dla młodych. Moim priorytetem będzie spłata kredytu i daję sobie na to 5 lat, a więc do 2020 roku. Nie szybciej, bo MdM na to nie pozwala. Od 2020 roku kupujemy mieszkania na kredyt pod wynajem, które spłacają najemcy.

5. Inwestowanie w siebie
Nie można zapominać o samodoskonaleniu się, aby także rosła nasza wartość, a nie tylko wartość majątku. Na razie odpoczywam od edukacji, ale rozmyślam nad zdaniem egzaminu na maklera papierów wartościowych, pójściem na studia podyplomowe lub doktoranckie. Czekam też na kursy czy studia dofinansowane ze środków Unii Europejskiej, za które nie będę musiał płacić. Poza tym chciałbym zadbać o zdrowie - dalej zdrowo się odżywiać, rozciągać się każdego ranka przez 5 minut, raz w tygodniu chodzić na basen, zapisać się na kurs tańca oraz korzystać z innych aktywności fizycznych w miarę możliwości.

6. Biznes internetowy
Mam parę projektów internetowych, które przynoszą znikome dochody. W związku z tym nie zamierzam dla nich poświęcać więcej czasu niż to jest warte. Na tym blogu zamierzam w 2014 roku opublikować minimum 100 wpisów (średnio 2 posty tygodniowo), czyli 2,5-krotnie więcej niż w tym roku. Prowadzenie bloga sprawia mi przyjemność, poza tym to nie tylko korzyści z dochodów z reklam, ale także budowanie własnego wizerunku. A przede wszystkim motywacyjny środek do realizacji głównego celu.

Także tak wygląda mój plan do wolności finansowej. Za rok przyjdzie czas na kolejne rozliczenia i aktualizacje.

Podsumowanie roku 2013

Rok temu popełniłem wpis, w którym postawiłem sobie cele na 2013. rok i teraz nadszedł czas na ich rozliczenie.

Praca: bonus na czysto 150000 zł
Cel najbardziej ambitny ze wszystkich, ale patrząc na poczynania najlepszych traderów w fimie - wykonalny. Na większą skalę robić to co działało w poprzednim roku, podejmować większe ryzyko przy zachowaniu tej samej, wysokiej ostrożności, a także skupiać się na tańszych rynkach. Kolejna rzecz to nieustanne poszukiwanie systemów. Zdaję sobie sprawę, że cel może się okazać kompletną klapą, bo rynki zmienne są i równie dobrze mogę odejść z pracy niczym. Ale jakąś motywację do działania trzeba mieć.


Nie jestem ani jakoś szczególnie zadowolony, ani mocno zawiedziony. Udało mi się zarobić 1/4 zamierzonej kwoty, co uważam za niezły wynik. Oczywiście, zawsze może być lepiej. Cel był mocno ambitny, zabrakło motywacji i częstszego zajmowania większych pozycji - nad tymi kwestiami trzeba będzie popracować. Od następnego roku dostaję podwyżkę i wchodzę do spółki komandytowej (jako komandytariusz), co wiąże się z minimalnymi składkami ZUS i podatkiem liniowym PIT. Jestem już więc tak jakby przedsiębiorcą. Ocena: 3+/6.

Oszczędności: bezpiecznie na jak najwyższy %
Co z tego, że ktoś zarabia pieniądze, skoro nie potrafi ich maksymalnie pomnożyć. W poprzednim roku parę razy zdarzyło mi się zapomnieć o kończącym się terminie lokaty czy nieskorzystaniu z promocji z powodu lenistwa. Poniosłem tym samym koszt alternatywny rzędu kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset złotych. W tym roku zamierzam lokować pieniądze w płynne, krótkoterminowe depozyty ze względu na potrzeby gotówkowe związane z wkładem własnym.


Cel zrealizowany, przez cały rok oszczędności były trzymane na krótkoterminowych, wysoko oprocentowanych depozytach (choć często nie najlepszych na rynku). Do tego pospekulowałem na debiutach giełdowych, które dały 1000 zł zysku. Ocena: 5/6.

Edukacja: skończyć magisterkę, może doktorat/podyplomówka?
Na razie największym zadaniem jest przejście sesji i napisanie pracy magisterskiej w terminie. Piszę o spreadach na kontraktach futures i być może kiedyś upublicznię swoje wypociny. Do przemyślenia doktorat z ekonomii, zastanawiam się tylko nad tematyką - finanse osobiste, a może finanse publiczne, ewentualnie polityka pieniężna? Myślę także o podyplomówce z informatyki. Wszystko to jest dla mnie interesujące i chciałbym się rozwijać w jakimś konkretnym kierunku.


Sesje zaliczone, praca magisterska napisana i obrona zdana. Natomiast plany na przyszłość dalej niesprecyzowane. Na razie czas odpoczynku od nauki, ostatnio nawet znajduję czas na gry komputerowe. Trzeba korzystać z życia. Ocena: 4+/6.

Zdrowie: zadbać
Tu cel jest prosty - zdrowo się odżywiać i prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Każdego ranka poświęcać chociaż 5 minut na rozciąganie się.


Jeśli chodzi o zdrowe odżywianie się, to jest bardzo dobrze. Zrezygnowaliśmy ze śmieciowego jedzenia, czyli cukru, słodyczy (oprócz gorzkiej i mlecznej czekolady, marcepanu, chałwy, sezamków), napojów i nektarów (na rzecz 100-proc. soków), czipsów, chleba pszennego (na rzecz żytniego razowego) czy oleju słonecznikowego (w zamian olej rzepakowy). Z drugiej strony za mało jem warzyw i ryb. Słabo także z aktywnością fizyczną, w kwestii której nic się nie zmieniło przez ten rok. Ocena: 4-/6.

Życie osobiste - carpe diem
Nic dodać, nic ująć. Cieszyć się życiem i być (w większości) na tak.


Tak sobie. Robiłem co chciałem, choć nie był to szczyt ambicji. Zmęczenie po pracy i lenistwo górą. Ocena: 3+/6.

Blog - mniej, ale częściej.
Ze względu na brak czasu blog był zaniedbywany w poprzednim roku, w związku z czym wpisy pojawiały się dość rzadko. W tym roku mam zamiar popełniać krótsze, ale częstsze notki, prowokować do dyskusji, aby blog ten nabrał trochę życia. Czasochłonnych podsumowań na razie nie będzie, zastanawiam się natomiast nad czatem.


Czat wprowadzony, a wygląd zmieniony na bardziej przejrzysty... i to tyle, jeżeli chodzi o plusy. Wpisów mniej niż chciałem ze względu na brak czasu i chęci. Ocena: 2/6.

Podsumowanie: To był niezły rok, ale właśnie - tylko niezły. Finansowo wypadł dobrze, życiowo - przeciętnie, a blogowo - kiepsko. Nic więcej nie mam do dodania. Już niedługo cele na rok 2014.

---
BTW Ostatnio nastąpiły zmiany na Facebooku, w związku z którymi tylko część aktualizacji dociera do fanów. Polecam śledzenie bloga np. za pomocą subskrypcji RSS albo e-mail, wtedy nie przegapicie żadnej nowości. A w nawiązaniu do ostatniej notki... 3. kolumny na blogu nie będzie. Wesołych Świąt!

Drobne zmiany na blogu

Kto stoi w miejscu, ten się cofa - brzmi stare porzekadło. Dlatego od czasu do czasu udoskonalam bloga, wprowadzając drobne, aczkolwiek istotne poprawki.

Pierwsza to wprowadzenie sekcji autorskiej na górze prawej bocznej kolumny. Znaleźć tam można informacje o autorze, czyli zrozumieć o co chodzi z tym blogiem, zobaczyć historię prywatnych inwestycji oraz przejrzeć linki, które dla mnie okazały się przydatne.

Druga zmiana to zamieszczenie czatu na prawym bocznym pasku. Chcę tym samym dać czytelnikom więcej możliwości udzielania się na blogu, nie tylko za pomocą komentarzy. Wszelkie więc off-topy można kierować na czat.

Trzecia, być może największa, poprawka dopiero w planach (po świętach) i jest to powrót do 3 kolumn. Z tym, że czcionka kolumny środkowej pozostanie Arial 15px, natomiast po bokach chcę wykorzystać Arial 13 px. Prawa boczna kolumna zostanie zmniejszona na rzecz lewej, a środkowa być może także zostanie lekko zwężona. Zmiana ta nie jest jeszcze pewna, muszę zobaczyć w praktyce jak to będzie wyglądać. Kolorystyka bloga pozostanie bez zmian.

Poza tym nastąpiło kilka kosmetycznych, prawie niezauważalnych poprawek w rozmiarze bloga i jego poszczególnych części - nic wartego uwagi.

PS: treść dalej ważniejsza od formy.

Nieudany debiut spółki Energa

Po bardzo udanym debiucie PKP Cargo, gdzie zarobiłem ponad 1600 zł, myślałem, że IPO Energi będzie co najmniej zadowalające z zyskiem około 5%. W związku z tym wraz z dziewczyną nabyliśmy po maksymalnym limicie 452 akcji, czyli łącznie 904 sztuki.

Tymczasem (zgodnie z zasadą losu: bierzesz mało - zarabiasz, bierzesz dużo - tracisz) kurs spadł na otwarciu o 0,29%, szybko zanurkował i utrzymuje się w okolicach -3% do -4%. No cóż, jest to z pewnością zaskoczenie i nie pamiętam tak nieudanego debiutu akcji spółki Skarbu Państwa. Coś czuję, że po takim numerze trudno będzie namówić akcjonariat obywatelski do kolejnych prywatyzacji.

Także akcje sprzedane, strata wzięta - łącznie z prowizjami około 600 zł. Tym samym zysk z debiutów w tym roku zmniejszył się do 1000 zł. Wszystkie moje transakcje giełdowe można zobaczyć tutaj.

Fundusz inwestycyjny UniKorona Pieniężny (wpis sponsorowany)

Chcesz zarobić więcej niż na lokacie, a jednocześnie inwestować bezpiecznie - zainteresuj się funduszami pieniężnymi. Jednym z nich jest subfundusz UniKorona Pieniężny, który w ciągu ostatnich 12 miesięcy zarobił dla inwestorów 5,15%, a przez 7 lat aż 44,33%. Jest to obecnie najlepszy wynik wśród wszystkich funduszy pieniężnych funkcjonujących na polskim rynku (wycena z dnia 6.12.2013).

UniKorona Pieniężny jest jednym z subfunduszy funduszu inwestycyjnego Union Investment i charakteryzuje się niskim stopniem ryzyka inwestycyjnego. Subfundusz głównie inwestuje w płynne instrumenty rynku pieniężnego, czyli w bony skarbowe, lokaty bankowe, a także dłużne papiery wartościowe (np. obligacje), których termin wykupu nie przekracza 1 roku. Instrumenty te charakteryzują się wysokim bezpieczeństwem oraz niskimi wahaniami wartości.

Głównym celem subfunduszu UniKorona Pieniężny jest ochrona realnej wartości jego aktywów. Dlatego przeznaczony on jest głównie dla inwestorów zainteresowanych zabezpieczeniem swojego kapitału przed inflacją. Benchmarkiem jest średnie oprocentowanie 1-3-miesięcznych depozytów złotowych oferowanych przez banki komercyjne gospodarstwom domowym w Polsce.

Minimalna pierwsza wpłata do subfunduszu to tylko 100 zł, a maksymalna opłata za zarządzanie wynosi 1,5% rocznie. Warto przy tym pamiętać, że opłata za zarządzanie jest pokrywana bezpośrednio z aktywów funduszu, a wartość jednostki uczestnictwa oblicza się dopiero po uwzględnieniu tej opłaty. Oznacza to, że wspomniany na początku zysk 5,15% jest już po odliczeniu opłaty za zarządzanie.

Jako że Union Investment jest funduszem parasolowym, inwestor ma możliwość optymalizacji podatkowej. Polega ona na możliwości konwersji jednostek między subfunduszami bez płacenia podatku od zysków kapitałowych. Podatek ten płaci się dopiero na samym końcu przy wyjściu z inwestycji w fundusz.

Jak (nieco) uprościć podatek PIT?

Podatek PIT nie musi być podatkiem skomplikowanym, nawet przy różnych stawkach tegoż podatku. Niestety, różne preferencje (czyli wyjątki) powodują trudności w sposobie jego wyliczenia, co dla podatnika często oznacza koszt alternatywny w postaci straconego czasu na naukę lub pieniędzy na usługi doradcy.

Obecnie sposób wyliczania przez firmy wysokości podatku PIT pracownika zatrudnionego na umowę o pracę wygląda następująco:
  • 3713 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej w 2013 r.
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*1,50%=55,70 zł - składka rentowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka chorobowa
  • 362,39+55,70+90,97=509,06 zł - suma składek ZUS
  • 3713-509,06=3203,94 zł - dochód
  • 111,25 zł - koszty uzyskania przychodu dla pracownika zamieszkałego w miejscowości, gdzie znajduje się zakład pracy
  • 3203,94-111,25=3093 zł - podstawa opodatkowania podatkiem PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 46,34 zł - kwota wolna od podatku
  • 3093*18%-46,34=510,40 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 3203,94*9%=288,35 zł - składka zdrowotna
  • 510,40-3203,94*7,75%=262 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 3203,94-288,35-270=2653,59 zł - wynagrodzenie netto
Jak widać, wyliczenie wysokości podatku PIT komplikują składki ZUS, koszty uzyskania przychodu, kwota wolna od podatku oraz składka zdrowotna. Najbardziej absurdalne są koszty uzyskania przychodu, które są stałą, śmiesznie niską, irracjonalna kwotą. Dlatego aby uprościć nieco podatek PIT na miejscu ustawodawców całkowicie zlikwidowałbym koszty uzyskania przychodu na rzecz zwiększenia kwoty wolnej podatku. Nie spowoduje to żadnych zmian w wysokości zaliczki PIT oraz wynagrodzenia, natomiast skróci cały proces wyliczania podatku:
  • 3713 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej w 2013 r.
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*1,50%=55,70 zł - składka rentowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka chorobowa
  • 362,39+55,70+90,97=509,06 zł - suma składek ZUS
  • 3713-509,06=3203,94 zł - dochód
  • 66,31 zł - kwota wolna od podatku
  • 3203,94*18%-66,31=510,40 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 3203,94*9%=288,35 zł - składka zdrowotna
  • 510,40-3203,94*7,75%=262 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 3203,94-288,35-270=2653,59 zł - wynagrodzenie netto
Może to i jest tylko kosmetyczna zmiana, ale zawsze to dobry krok w kierunku uproszczenia całego systemu podatkowego.

Jestem magistrem + plany na przyszłość

Właściwie to uzyskałem tytuł magistra już kilkanaście dni temu (5 listopada), ale jakoś nie miałem weny, aby się tym pochwalić. A chwalić się przecież trzeba dla dobra całej polskiej społeczności. W końcu mogę więc napisać, że jestem... zwycięzcą. Choć tak naprawdę ukończenie studiów magisterskich traktuję jako realizację planu B i pozbycie się kolejnego kłopotu z głowy.

Gdybym miał decydować jeszcze raz, to pewnie nie poszedłbym na studia ekonomiczne, gdyż w większości nie uważam tej wiedzy za praktyczną i w mojej opinii nie potrzeba tracić 5 lat, aby opanować przydatne informacje. Ekonomia to nauka humanistyczna z elementami ścisłymi. Zamiast niej wybrałbym pewnie informatykę, idąc dodatkowo na jakieś studia podyplomowe z zarządzania.

Plany na przyszłość? Na razie robię sobie rok przerwy od nauki, która trwała przecież 17 lat - licząc od pójścia do 1. klasy szkoły podstawowej. Jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem i zobaczymy czy zatęsknię za wkuwaniem wiedzy.

A za rok rozważam:
  • studia podyplomowe z wyceny nieruchomości lub
  • zaoczne studia inżynierskie z informatyki lub
  • kolejne podejście do egzaminu na maklera papierów wartościowych (jeśli nie zostanie zniesiony) lub
  • doktorat z ekonomii (najmniejsze prawdopodobieństwo).
Co pokaże życie - zobaczymy. Jakieś pomysły na ciekawe studia, egzaminy, papierki itd.?

Inwestor instytucjonalny a indywidualny, czyli niebo a ziemia

Często słyszy się o prywatnych osobach, które na giełdzie potraciły swoje oszczędności, a rzadziej o takich, które w długim terminie zarabiają. Skoro giełda wydaje się być grą o sumie zerowej, to dlaczego większość traci? Z pewnością wynika to z faktu, że nie każdy nadaje się na spekulanta, tak jak nie każdy będzie dobrym wokalistą. Choć moim zdaniem, w dużej mierze jest to również spowodowane tym, że po prostu nie mamy szans w walce z tzw. grubasami. Poniżej kilka argumentów za poparciem przedstawionej tezy.

Inwestorzy instytucjonalni mają dużo niższe koszty transakcyjne od inwestorów indywidualnych. Głównie wynika to z tego, że w ramach jednej firmy robią bardzo dużo transakcji, co przekłada się na rabaty od giełdy i izby rozrachunkowej. Czasami zniżki są tak duże, że opłaca się brać zysk nawet rzędu 1 ticka, czyli wartości najmniejszej zmiany ceny.

Drabinka zleceń u inwestorów instytucjonalnych jest pełna (lub prawie pełna), kiedy inwestor indywidualny w polskich biurach maklerskich zazwyczaj za darmo może widzieć po jednym zleceniu kupna i sprzedaży przy rynku. Za dostęp do głębszej widoczności rynku trzeba płacić.

Zlecenia inwestorów instytucjonalnych szybciej docierają na giełdę, nie wspominając już o HFT. Związane to jest z mocą serwerów, a także z odległością od budynku giełdy. Inwestor indywidualny, który chce reagować na newsy w ciągu dnia, właściwie nie ma szans wygrać z automatami, a jego reakcja może się sprowadzać do tego, co dzieje się post factum.

Dostęp do informacji w przypadku inwestorów instytucjonalnych jest nie tylko szybszy, ale też szerszy. Nie chodzi tu tylko o analizy, lecz także o wiedzę zahaczającą o nielegalny insider trading. Może i wierzę w spiski, ale po prawie 2 latach pracy w tradingu i obserwacji rynków po prostu jestem skłonny uwierzyć w to, że nierzadko grubasy zawczasu wiedzą, co kroi się na rynku i jakie dane wyjdą.

Osoby pracujące w dużych firmach są całkowicie skupieni na swojej pracy (tzn. nie mają żadnej innej pracy) i używają wielu monitorów, co daje im pełniejszy obraz sytuacji i więcej możliwości. Poza tym jeżeli są jakieś awarie, to firmy kontaktują się bezpośrednio z izbą rozrachunkową lub giełdą, a nie jak biedny inwestor indywidualny, który w takim przypadku dzwoni do brokera, aby wyciągnął mu zlecenie.

Moim zdaniem, przy tych wszystkich słabościach inwestorowi indywidualnemu pozostaje właściwie tylko pasywne inwestowanie (w tanie instrumenty). Jeżeli natomiast chce inwestować aktywnie, to najlepiej rzucić pracę i skupić się tylko na tradingu albo zatrudnić się do firmy, która się tym zajmuje.

Kredyty konsolidacyjne – rodzaje i zalety (artykuł sponsorowany)

Wiele osób spłaca obecnie po kilka kredytów jednocześnie. Są to zwykle: kredyt na mieszkanie, na samochód oraz pomniejsze kredyty gotówkowe lub związane z zakupem sprzętu AGD i RTV na raty – komputera, lodówki, pralki lub telewizora. Wtedy konieczne jest pilnowanie kilku różnych terminów spłat w różnych bankach, co z pewnością jest uciążliwe.

Rozwiązaniem, które warto w takiej sytuacji rozważyć, jest kredyt konsolidacyjny. Jego głównym przeznaczeniem jest spłata innych finansowych zobowiązań kredytobiorcy. Konsolidacji podlega szeroka gama finansowych produktów kredytowych, dlatego też za jej pomocą można spłacić debet, zadłużenie na karcie kredytowej, kredyt odnawialny, pożyczkę lub kredyt gotówkowy, a nawet hipoteczny.

Zdecydowanie największą zaletą kredytu konsolidacyjnego jest możliwość scalenia kilku kredytów w jeden długoterminowy. W rezultacie nie trzeba już panować nad różnymi terminami spłat w różnych bankach. Dzięki kredytowi konsolidacyjnemu spłaca się tylko jedną ratę. Ponadto okres kredytowania jest dłuższy, a oprocentowanie często niższe.

Banki oferują dwa rodzaje kredytu konsolidacyjnego: hipoteczny i gotówkowy. Pierwszy z nich - kredyt konsolidacyjny hipoteczny - udzielany jest na większe kwoty oraz na dłuższy okres niż gotówkowy. Również oprocentowanie jest niższe. Konieczne jest natomiast zabezpieczenie w postaci hipoteki posiadanej przez kredytobiorcę nieruchomości. I to właśnie dzięki niemu warunki są korzystniejsze.

Drugi rodzaj – kredyt konsolidacyjny gotówkowy – można otrzymać na krótszy okres i na niższe kwoty niż w przypadku hipotecznego. Oprocentowanie, jak i wszelkie inne koszty związane z kredytem, są wtedy wyższe. Nie jest wymagane zabezpieczenie, więc i warunki kredytu są mniej korzystne.

Nie możemy jednak zapomnieć, że warunki, na jakich przyznawany jest kredyt konsolidacyjny, zależne są od banku i naszej zdolności kredytowej. Podczas gdy jeden banku udzieli kredytu na maksymalnie 20 lat, inny oferuje 30-letni okres kredytowania. Możliwy jest kredyt w polskich złotych lub w walucie obcej, stopa procentowa może być stała lub zmienna, a raty stałe lub malejące.

Tekst sporządzony we współpracy z Deutsche Bank

Bardzo udany debiut PKP Cargo

To był bardzo udany debiut na giełdzie akcji PKP Cargo. Kurs na otwarciu wyniósł 80,20 zł, co dało zysk 17,9%. Ja sprzedałem swoje 135 sztuk po cenie 80,50 i po odliczeniu prowizji zarobiłem 1629,02 zł. Oby więcej takich okazji, pozostaje tylko żałować, że nie zainwestowałem więcej środków.

SEO spam

Całkiem niedawno wprowadziłem na blogu weryfikację obrazkową komentarzy, aby ustrzec się przed zmasowanym atakiem robotów internetowych, które na potęgę spamowały stronę śmieciowymi treściami.

To pomogło, ale w międzyczasie na blogu urosła inna grupa śmieciarzy - tak zwanych SEO spamerów. Ich działanie było proste i polegało na dodaniu krótkiego, w miarę tematycznego komentarza z odnośnikiem do pozycjonowanej strony. Z powodu braku czasu i chęci nie przejmowałem się tym zbytnio, ale ostatnio miarka się przebrała i postanowiłem, że koniec z tym. Pewnie bym odpuścił, gdyby nie głupie treści w stylu:

Jak strasznie niepoinformowanym trzeba być, żeby pakować swój portfel do tak bezkresnej otchłani inwestycyjnej?! ;).

W związku z tym zablokowałem możliwość komentowania przez anonimowych użytkowników (a jednocześnie usunąłem weryfikację obrazkową). Kombinowałem z Disqus, ale jakoś nie mogę przekonać się do zewnętrznej obsługi komentarzy. Zależy mi na wartości tego bloga, a na pewno nie służą temu spamerskie, bezwartościowe, napisane w 3 sekundy wstawki.

Poza tym razi mnie, kiedy ktoś zamiast wykupić link pozycjonujący wciska się za darmo, nachalnie ze swoim linkiem, nie szanując mojej włożonej w ten blog pracy. Rozumiem i respektuję innych blogerów, ale na pewno nie firmy zajmujące się pozycjonowaniem. Ale jaki kraj - taki obyczaj, dopóki blogerzy z tym nie walczą, dopóty firmy SEO tak ich traktują. W tym miejscu chciałbym pozdrowić autora bloga Racjonalne Oszczędzanie, który od jakiegoś czasu skutecznie masakruje SEO spamerów.

Aktualizacja:
Jednak zdecydowałem się na system Disqus. Nie chcę blokować możliwości komentowania anonimowym użytkownikom.

Debiut PKP Cargo na giełdzie

O debiucie PKP Cargo na warszawskiej giełdzie napisano już właściwie wszystko. Maksymalna cena wynosi 74 zł, maksymalna liczba akcji dla inwestora indywidualnego to 500 sztuk. Łącznie więc inwestor może zapisać się za kwotę 74x500=37000 zł, a czas zapisów na IPO mija w poniedziałek.

Ja zapisałem się na 135 akcji za kwotę 9990 zł. Prowizja przy zakupie w eMaklerze wynosi (promocyjnie) 0,19%, czyli w tym wypadku 18,98 zł. Natomiast przy sprzedaży akcji już standardowo 0,39%. W sumie prowizje za obrót to 0,58%, czyli więcej niż np. w XTB (0,50%), gdzie także posiadam rachunek maklerski. Ale w XTB o debiucie ani słychać.



Sprzedaję w pierwszym dniu debiutu i liczę na zysk 10%, a więc około 1000 zł. No cóż, 30 października przekonamy się czy nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań. Wycena spółki całkiem atrakcyjna, a cena emisyjna może być przecież niższa. W Europie nie ma na giełdzie papierów wartościowych podobnej spółki, co według mnie czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną i przypomina bardzo udany start GPW na GPW.

Atmosfera na rynkach jest na dzień dzisiejszy dobra, zobaczymy jak będzie w dniu debiutu.

Rada dla inwestujących w fundusze inwestycyjne w Polsce?

Daj sobie spokój - nie inwestuj.

Po pierwsze, opłata za zarządzanie w takich funduszach jest zdecydowanie za wysoka. Na przykład 4% rocznie dla funduszy "agresywnych", w tym akcyjnych. Do tego często dochodzą opłaty manipulacyjne dystrybutorów (kilka procent), czyli pośredników w sprzedaży jednostek. Dodatkowo, w różnych produktach z domieszką ubezpieczenia dochodzą inne opłaty administracyjne. Jeśli zsumować te wszystkie wartości, to indeks WIG musiałby rosnąć chyba z 10% rocznie, aby inwestor zarobił cokolwiek powyżej wskaźnik inflacji. Już nie prościej wrzucić środki na lokatę?

Po drugie, benchmarki takich funduszy często są konstruowane tak, aby fundusz osiągał od niego lepsze rezultaty. Oznacza to, że nie uwzględniają dywidend, są pomniejszane o koszty zarządzania czy inne koszty stałe funduszu. Często też za benchmark przyjmuje się cenowy indeks WIG20, który nie uwzględnia wypłacanych dywidend. A za benchmark powinno się brać pod uwagę dochodowe indeksy, takie jak WIG czy WIG20 Total Return.

Po trzecie, dywidendy, które otrzymują fundusze, są reinwestowane, a mimo to wyniki są jakie są.

Po czwarte, należy unikać funduszy, które inwestują w jednostki innych funduszy i kasują za to sowitą prowizję za zarządzanie, często 4% rocznie. Gdzie tu sztuka inwestowania i pokaz umiejętności zarządzających?

Po piąte, fundusze inwestycyjne ze słowem "złoto" w nazwie najczęściej nie inwestują w fizyczne złoto, lecz w akcje spółek wydobywczych. To jak zamiast chleba kupić przyrząd do jego pieczenia. Podobnie może być z innymi surowcami, a więc warto zapoznać się ze szczegółami odpowiednio wcześniej.

Także moim zdaniem, fundusze inwestycyjne w Polsce są kiepską opcją dla inwestorów, szczególnie tych długoterminowych. Zgodnie z zasadą minimalizacji kosztów inwestycji warto zainteresować się tańszymi alternatywami, np. funduszami ETF.

"Perełki" wśród funduszy inwestycyjnych

Ciąg dalszy rozważań na temat funduszy inwestycyjnych. Przeglądając informacje FI na stronie mBanku, można natknąć się na prawdziwe "perełki".

Jedną z nich jest BPH Subfundusz Nieruchomości Europy Wschodzącej. Istnieje od 2003 roku, a więc jego zarządzający niewątpliwie mogą pochwalić się doświadczeniem nabytym na rynkach kapitałowych. Tak-tak, fundusz nie inwestuje w nieruchomości, jak nazwa wskazuje, lecz w akcje spółek prowadzących działalność budowlaną, deweloperską lub hotelarską w Europie Wschodzącej. Koszty zarządzania to "tylko" 4%, a wynik to 70,85% - na minusie :) Ale trzeba docenić zarządzających - tyle stracić przy hossie na rynku nieruchomości (lata 2003-2008) to naprawdę spore osiągniecie.

Kolejny fundusz wart uwagi to m.in. Amplico Subfundusz Akcji Rynków Rozwiniętych. Od 2007 roku, czyli początku swojego istnienia, stracił "tylko" 44,60%. Za to nie można odmówić funduszowi prostej, zrozumiałej strategii inwestycyjnej, która polega na... kupowaniu jednostek innych funduszy. Kupujesz jednostki funduszu, który kupuje jednostki innego funduszu. Oba fundusze zgarniają opłaty za zarządzanie i wszyscy są zadowoleni, no, może poza klientem. W chwili obecnej fundusz posiada w swoim portfelu jednostki 2 funduszy inwestycyjnych, które stanowią po 50% udziału jego portfela.

A na koniec coś dla prawdziwych ideologów - fundusz Investor Zmian Klimatycznych. Założony w 2008 roku dla wszystkich, którzy uwierzyli w globalne ocipienie ocieplenie. Na inwestorów czekała jednak epoka lodowcowa w postaci straty w wysokości 41,82%. Mimo że strategia funduszu była bardzo "wyszukana" i polegała na kupowaniu jednostek innego funduszu, a nie jest to łatwa sztuka, z czego wynika "malutka" prowizja za zarządzanie 4% rocznie.

Frajdą jest pisanie o takich przykładach. W następnym poście przedstawię kilka rad dla inwestujących w fundusze inwestycyjne w Polsce.

"Benchmarki" funduszy inwestycyjnych

Bank BGŻOptima wprowadził ostatnio promocję Fundusz z 7% lokatą. W skrócie, jedną trzecią środków przekazujemy na 3-miesięczną lokatę oprocentowaną 7% brutto, a dwie trzecie pieniędzy inwestujemy w jeden z subfunduszy KBC TFI. Do wyboru mamy fundusze: Papierów Dłużnych, Stabilny, Aktywny i Akcyjny. Jako że inwestowanie w obligacje (przy zagrożeniu dużego skoku ich rentowności przez działanie FEDu) mija się z celem, więc wart zainteresowania zostaje właściwie ostatni subfundusz, czyli Akcyjny.

Zagłębiając się w szczegóły, jesteśmy zaskoczeni, a zarazem zdziwieni naszym odkryciem. W karcie subfunduszu czytamy:

Fundusz należy do kategorii funduszy akcyjnych inwestujących przede wszystkim w duże spółki. Lokuje on do 100% aktywów w instrumenty dające ekspozycję na rynek akcji (akcje, jednostki funduszy akcyjnych, kontrakty futures ), przy czym ich udział nie będzie niższy niż 75% aktywów netto funduszu. Ponieważ fundusze akcyjne charakteryzują się wysokim ryzykiem rynkowym (w stosunku do funduszy o mniejszym zaangażowaniu w akcje), oczekiwana stopa zwrotu funduszu w długim i bardzo długim horyzoncie inwestycyjnym jest ponadprzeciętna. Alokacja w instrumenty akcyjne zależy od oczekiwań zarządzającego odnośnie koniunktury na rynku - kiedy oczekiwane są wzrosty zarządzający zwiększa udział akcji w portfelu, kiedy oczekiwane są spadki - udział akcji jest zmniejszany.

Czegoż chcieć więcej, skoro zarządzający obiecują ponadprzeciętne zyski? Tylko w stosunku do czego - do dochodowego indeksu WIG? Pewnie tak, bo to fundusz akcyjny. Tak myślimy do momentu, kiedy odkrywamy tę jakże przykrą niespodziankę, czyli przyjęty benchmark:

Średnia ważona stóp zwrotu: indeksu mWIG40 (z wagą 0.40) oraz indeksu WIG20 (z wagą 0.60) pomniejszona o koszty stałe funduszu (w tym opłatę za zarządzanie).

Wzięcie za punkt odniesienia dwóch cenowych indeksów, które nie uwzględniają dywidend, jest dużym pójściem na łatwiznę. Wystarczy porównać WIG20 (bez dywidend) i WIG20 Total Return (z dywidendami), aby stwierdzić, że np. w ciągu ostatnich 3 lat różnica między nimi wyniosła około 15 punktów procentowych!

W tym przypadku napisano, że benchmark uwzględnia dywidendę. Ale fakt, że nie wlicza się do niego opłaty za zarządzanie w wysokości 4% rocznie, jest już mocnym zagraniem poniżej pasa i robieniem klientów w bambuko. Subfundusz chwali się, że w ciągu ostatnich 5 lat zarobił 11,97%, podczas gdy wynik benchmarku to -3,80%, co daje różnicę 15,77 punktów procentowych. Dyskontując opłatę 4% na 5 lat, otrzymujemy 21,67 punktów procentowych - o tyle co najmniej powinien być wyższy benchmark. Co najmniej, gdyż nie uwzględniłem innych kosztów stałych funduszu.

Podsumowując, fundusz gorzej sobie radzi od indeksów WIG, WIG20 Total Return, ale za to lepiej od własnego benchmarku. Generalnie fundusze akcyjne mają gorsze wyniki niz WIG, głównie za sprawą zdzierczej opłaty za zarządzanie. Ciemny lud to kupuje zamiast zainteresować się alternatywami, ot, chociażby funduszami indeksowymi typu ETF.

Emerytalny skok na kasę

Na temat pseudoreformy OFE swoje już napisałem, nie będę się powtarzał. Dodam tylko kilka uwag.

Reforma to skok na kasę - rząd szuka pieniędzy na rozdawnictwo przed wyborami. Z giełdy w 2 dni wyparowało 52 mld zł, a rentowności polskich obligacji 10-letnich sforsowały barierę 5%. Natomiast budżet państwa na zmianach w OFE (księgowo) "zaoszczędzi" w przyszłym roku 9 mld zł. Rząd na pewno zdawał sobie sprawę z konsekwencji decyzji, ale chęć rządzenia jest silniejsza od dobra państwa. Lepiej kraść i podnosić podatki niż reformować i ciąć wydatki.

To właściwie koniec OFE. Obstawiam, że zostanie kilka funduszy emerytalnych dla maksymalnie 10% osób, które pofatyfują się i wyślą pismo do ZUS, aby 2,92% ich wynagrodzenia brutto nadal trafiało do OFE. Tak też zrobię i ja - w imię zasad. Być może znajdzie się kiedyś taki rząd, który po prostu wypłaci mi te pieniądze. Wiem - jestem naiwny.

Kupować własne mieszkanie na kredyt czy wynajmować?

W jednym z wpisów kolega po fachu wyczerpująco omówił temat z przeróżnymi wyliczeniami, omówieniem ryzyk itd. - nic dodać, nic ująć. Postanowiłem jednak krótko przedstawić własne wyliczenia oparte na własnym, uproszczonym modelu.

Czynsz i opłaty
Obecnie płacimy średnio około 1000 zł miesięcznie za wynajem pokoju, internet oraz rachunki za prąd co 2 miesiące oraz wodę co pół roku. W nowym 3-pokojowym mieszkaniu zakładam, że opłaty z tytułu czynszu i wszystkich rachunków będą wynosić około 500 zł miesięcznie. Optymistyczne czy pesymistyczne założenia? Proszę o komentarz.

Kredyt mieszkaniowy
Moim celem jest skorzystanie z programu Mieszkanie dla młodych z wkładem własnym 40% przy dopłacie państwa 10%, co razem da 50%. Nieruchomość w Warszawie będzie warta maksymalnie 300000 zł, czyli kredyt wyniesie maksymalnie 150000 zł. Ze względu na koszty odsetkowe chciałbym zawrzeć kredyt na minimalnie możliwy okres 15 lat. Będą to prawdopodobnie raty malejące, ale dla uproszczenia przyjmijmy (trochę droższe) raty równe. W jednej z porównywarek taka konfiguracja przy najniższym RRSO daje miesięczną ratę w wysokości około 1100 zł.

Koszt alternatywny kredytu
Przy założeniu dochodu 3% netto kwota wkładu własnego daje odsetki w wysokości około 300 zł miesięcznie. Tyle będę tracił, angażując się w kredyt hipoteczny w wybranej konfiguracji.

Koszt alternatywny wynajmu
Porównując opłacalność własnego mieszkania na kredyt a wynajmu nie można zapominać o koszcie alternatywnym. Spłacając kredyt, po x latach mamy mieszkanie. Wynajmując, po x latach nie mamy nic. Możemy więc przyjąć kwotę raty kapitałowej (w moim przypadku jest to około 800 zł) jako koszt alternatywny, przy ostrożnym założeniu, że cena mieszkania nie zmieni się po x latach.

Podsumowanie

wynajemkredyt
czynsz i opłaty1000 zł500 zł
rata kredytu0 zł1100 zł
koszt alternatywny kredytu0 zł300 zł
koszt alternatywny wynajmu800 zł0 zł
razem1800 zł1900 zł

W sumie różnica między wynajmem a kupnem to 100 zł (w granicach błędu) na korzyść wynajmu. Oczywiście, trzeba przy tym pamiętać, że jest to uproszczona analiza stworzona dla mojego przypadku. Poza tym jest to porównanie między najmem 1 pokoju a kupnem 3-pokojowego mieszkania (około 55 metrów kwadratowych), a więc komfort w drugim przypadku jest o wiele wyższy. Gorzej może być natomiast z lokalizacją. Nowe mieszkanie trzeba urządzić, a to kosztuje. Przy rosnących cenach nieruchomości możemy zarobić na jego wartości, w dodatku dzięki państwu kupujemy mieszkanie o 10% taniej. Te i inne czynniki trzeba rozważyć przy wyborze jednej z opcji.

Ja natomiast podjąłem decyzję i w następnym roku kupuję własne M. Tym samym stawiam kolejny krok w drodze do budowania majątku oraz wolności finansowej.

Inwestowanie w fizyczne złoto - czy to w ogóle ma sens?

Uprzedzam, że nie jestem wielkim znawcą inwestowania w metale szlachetne, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Owszem, złoto jest zwolnione z opodatkowania VAT. Owszem, nie zapłacimy podatku od zysku na fizycznym złocie, jeśli sprzedamy je po upływie 6 miesięcy. Ale co z tego, skoro wysokość spreadów (link) zaczyna się od 3,3% do nawet 26,72%! Jeśli liczyć łącznie transakcje kupna i sprzedaży, to cała zabawa będzie nas kosztowała od 6,6% do 53,44%. Już w najlepszym wypadku na starcie oddajemy lwią część zysku pośrednikom.

W przypadku srebra sprawa wygląda jeszcze gorzej, bo przy fizycznym srebrze mamy do czynienia z 23-procentowym podatkiem VAT. W uproszczeniu więc można założyć, że już na początku jesteśmy stratni o tę procentową wartość. Do tego dochodzi oczywiście spread.

Plus koszty magazynowania, nawet jeśli będzie to kupno sejfu.

Porównując to do innych produktów o zbliżonym poziomie ryzyka - prowizje za kupno polskich akcji to koszt od 0,19% do 0,39%, czyli w dwie strony od 0,38% do 0,78% (w przypadku transakcji przez internet). Od zysku na akcjach płacimy 19%-procentowy podatek, ale straty (i prowizje) wliczamy w koszty. Akcje generują także przepływy pieniężne w postaci dywidend.

Z powyższego wynika, że indywidualni posiadacze fizycznego złota w Polsce muszą bardzo głęboko wierzyć w krach światowego systemu albo w szybkie wyczerpywanie się zasobów złota. Są bowiem gotowi słono płacić za (w ich przekonaniu) poczucie bezpieczeństwa. Choć z drugiej strony brak podatku od zysków kapitałowych zrekompensuje prowizje z nadmiarem w przypadku dużych zysków. Natomiast w fizyczne srebro, moim zdaniem, inwestować nie warto, bo VAT jest zdzierczy.

Czy dobrze kombinuję? Osobiście w przyszłości sam chciałem budować portfel oparty w minimum 25% na fizycznym złocie. Jak to będzie - zobaczymy w przyszłym roku.

PS: Na koniec trochę stare, ale ciągle aktualne wideo o przyczynach manii na złoto:

Zadłużenie Polski na tle krajów Unii Europejskiej

Nieprawdą jest, że zadłużenie Polski (55.6% PKB) należy do jednego z najniższych na tle krajów Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu za 2012 rok (bez Chorwacji, która weszła do UE w tym roku) Polska jest na 13. miejscu od dołu oraz na 15. miejscu od góry pod względem stosunku długu do PKB wg metodologii ESA 95. Czyli jesteśmy przeciętniakami z plusem. Owszem, zadłużenie całej Unii Europejskiej (85,3% PKB) jest sporo wyższe, ale na to zadłużenie składają się przede wszystkim długi największych europejskich gospodarek, czyli Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii.



Nasza relatywnie niezła sytuacja nie oznacza bynajmniej, że dług trzeba zwiększać, co tej chwili robi rząd, tłumacząc to działaniami antycyklicznymi, a winę na obecny stan rzeczy zwala na zagranicę i RPP. Przecież to nie rząd podwyższa VAT, hamując konsumpcję. Przecież to nie rząd podwyższa składkę rentową o 2 p.p., zwiększając bezrobocie i szarą strefę. Przecież to nie rząd wydłuża urlop macierzyński i wprowadza program Mieszkanie dla młodych, zwiększając wydatki państwa. Przecież to nie rząd ma od 6 lat najstabilniejszą władzę w III RP, a nie zrobił nic (poza reformą wcześniejszych emerytur), aby istotnie poprawić sytuację finansów publicznych w długim terminie.

Rostowski: Zawieszamy (regułę) w taki sposób, aby zrobić, aby działać tak, że będziemy w lepszych czasach dług zmniejszali.

Kto w to jeszcze wierzy? Podwyżka VAT miała być tymczasowa, "reforma" OFE jednorazowa, budżet miał nie być nowelizowany. Niespełnione obietnice można mnożyć. W 2014 r. są wybory do Parlamentu Europejskiego, w 2015 r. - wybory parlamentarne i prezydenckie w Polsce. Do tego czasu na 99% nie będzie już żadnych reform strukturalnych, np. ograniczenia przywilejów emerytalnych, cięć w administracji, uproszczenia przepisów podatkowych itd. Po 2015 r. prawdopodobnie będzie jeszcze gorzej, bo (przy obecnych sondażach) PO wyborów nie wygra i zaczną się przepychanki polityczne. A o obiecanej nadwyżce budżetowej w tej dekadzie możemy raczej zapomnieć. Żadna z partii sejmowych nie jest tym zainteresowana.

OFE

Polecam do poczytania do poduszki raport na temat rzeczywistego wpływu Otwartych Funduszy Emerytalnych na polską gospodarkę przygotowany przez dwóch polskich ekonomistów. Mimo że nie ze wszystkim się zgadzam, pozwolę sobie zacytować kilka ciekawszych fragmentów.

Proporcje podziału składki emerytalnej są bez znaczenia dla łącznych zobowiązań państwa w systemie emerytalnym. Nie są natomiast obojętne dla ich rozkładu w czasie. Forsując swoje rozwiązania rząd usiłuje ograniczyć koszty ponoszone teraz, generując dla kosztów w następnych okresach ryzyko o nierozpoznanej skali (...)

W naszym odczuciu problemem nie są obligacje w portfelach OFE. Problemem jest, że aby OFE mogły je kupić, rząd musi najpierw emitować dług, a gotówkę przekazywać ZUS-owi na zrekompensowanie ubytków z tytułu składki przekazywanej do OFE. Problemem jest więc w istocie to, że bieżące wydatki ZUS, nawet bez kosztów reformy emerytalnej, są większe niż dochody (...)

Nasza analiza wskazuje na systemową niewydolność sektora finansów publicznych w Polsce. Wnioski z tej analizy są jednoznaczne: to nie OFE są główną przyczyną narastania długu i deficytu SFP. Prawdziwym problemem jest za to trwałe niezbilansowanie sektora ubezpieczeń społecznych (...)

Jednakże projekt w pierwotnym kształcie nigdy nie został zrealizowany. Zasadniczo zmieniło to bilans kosztów i korzyści. Filar I do dziś nie objął wszystkich pracujących. Poza powszechnym systemem emerytalnym pozostali rolnicy, górnicy, służby mundurowe, sędziowie i prokuratorzy. Przyczynia się to do niezbilansowania pomiędzy zbieranymi składkami a wydatkami na świadczenia emerytalne i rentowe. Dokłada się do tego jeszcze hojny system waloryzacji świadczeń, ustalany – przypomnijmy dla porządku – nie przez rynek, a przez decyzje polityków (...)

W 2003 r. wyłączono z powszechnego systemu emerytalnego pracowników rozpoczynających pracę w służbach mundurowych. W 2005 roku wyłączono z powszechnego systemu emerytalnego górników. W 2008 roku koszty wcześniejszych emerytur służb mundurowych wyniosły ok. 5 mld, a górników ok. 6,5 mld PLN. Wedle szacunków MPiPS z 2005 roku całkowity koszt wcześniejszych emerytur górniczych w latach 2005-2020 wyniesie 70 mld złotych

Według mnie proponowana reforma to przede wszystkim skok na kasę. Tak naprawdę zmiany nie doprowadzą do spadku długu - oficjalny spadnie, ukryty wzrośnie, całkowity pozostanie na podobnym poziomie. Jako że PO przegrywa w sondażach, próbuje uzyskać dodatkowe środki na rozdawanie pieniędzy przed wyborami, aby utrzymać się przy władzy na kolejną kadencję. A magicznych 55% (a następnie 60%) długu do PKB przekroczyć nie mogą, tutaj kombinowanie może skończyć się już zupełnie fatalnie dla Platformy.

OFE mają szereg wad, przede wszystkim są zbyt kosztowne dla emerytów i według mnie nie powinny były powstać. Jednak z dwojga złego - ZUS czy OFE - wolę Otwarte Fundusze Emerytalne, gdyż tam są realne pieniądze. Nawet jeśli są to w większości polskie obligacje (czyt. obietnica), to ufam im bardziej niż ZUS-owi, bo są to papiery wartościowe handlowane na całym świecie, a ich niespłacenie wiąże się z bankructwem kraju. Natomiast zmniejszyć nasze emerytury w ZUS-ie może każda władza.

Jeśli OFE nie powinny istnieć, to co zamiast nich? Jestem zwolennikiem modelu kanadyjskiego, gdzie państwo gwarantuje każdemu równą (bez wyjątków), minimalną emeryturę po przekroczeniu wieku emerytalnego. Chcesz dostawać więcej - oszczędzaj za życia, nieważne gdzie. Taki system jest prosty, a przez co efektywny i mało kosztowny.

Programy lojalnościowe - jakie polecacie?

Trywialnie można stwierdzić, że każdy z nas prawie codziennie robi zakupy w sklepach detalicznych czy internetowych. Dlaczego więc na tym nie zarabiać za pomocą programów lojalnościowych? Skoro i tak musimy kupować, niech nam to będzie w pewny, nawet minimalny sposób wynagradzane np. w postaci punktów, które można wymienić na nagrody. Jedyny koszt to objętość i ciężar karty punktowej w naszym portfelu, a kto wie - może przez kilka lat uzbieramy na jakiś odkurzacz ;)

Zdaję sobie sprawę, że polskim programom lojalnościowym daleko jest do tych amerykańskich. Ale kto wie - być może ten rynek jeszcze się rozwinie w Polsce. Właśnie wczoraj założyłem sobie kartę punktową PAYBACK, która pozwala zbierać punkty, robiąc zakupy m.in. w hipermarketach Real, na Allegro, w salonach Empik czy na stacjach BP. Oczywiście, nie oznacza to bynajmniej, że przez program lojalnościowy zamierzam faworyzować te marki. Po prostu jeśli i tak czasami tam kupuję, niech to będzie gratyfikowane. Jest to racjonalne, właściwie podejście.

Aby otrzymać najdroższą nagrodę w programie, czyli najnowszy model iPada, trzeba uzbierać 209999 punktów. Oznacza to, że w Realu trzeba zrobić zakupy na kwotę 419998 zł lub przez Allegro za kwotę 629997 zł. Oczywiście, są to wartości kosmiczne :) Ale po drodze jest sporo promocji, poza tym lista partnerów jest całkiem spora.

Polecacie jakieś inne, polskie lub zagraniczne programy lojalnościowe?

Historia kredytowa a karta kredytowa

Ostatnio zrobiłem kolejny krok ku własnemu M, a mianowicie aktywowałem pierwszą w swoim życiu kartę kredytową. Wszystko w celu zbudowania historii kredytowej, co powinno się odbić na niższej marży kredytu hipotecznego, a także na większym polu negocjacyjnym, jeśli chodzi o ogólne warunki kredytu. Po prostu nie chcę mieć słabych punktów przy wdrażaniu jednej z najważniejszych decyzji w życiu.

Nigdy wcześniej nie miałem debetu w banku i byłem ciekaw jak to wygląda od strony technicznej. Przyznam, że uczucie płacenia cudzymi pieniędzmi jest całkiem przyjemne. Za darmo, bo okres bezodsetkowy wynosi (maksymalnie) 58 dni, a sama karta jest bezpłatna pod warunkiem wykonania nią 4 płatności miesięcznie. Szkoda tylko, że wypłaty z bankomatów czy nawet przelew z karty są płatne. Ale taki jest urok kart kredytowych - nadają się tylko do zakupów (w sklepach czy internecie). Swoje wrzucamy np. na konto oszczędnościowe, a za cudze robimy zakupy.

Karta w Alior Sync, bo nie chciałem otwierać nowych kont, a tu oferta jest całkiem dobra. Debet 2000 zł, podobno więcej nie trzeba do klepania historii kredytowej, liczy się regularność. Nic nie zapłaciłem za kartę i mam nadzieję, że nie zapłacę. Przed samym wzięciem kredytu mieszkania kartę raczej likwiduję, bo po co mi ona - zyski w postaci kosztu alternatywnego są zbyt małe, warunki co miesiąc trzeba spełniać, aby była bezpłatna, a poza tym obniża ona zdolność kredytową przez te 2000 zł długu.

"Mieszkanie dla młodych" - dalsze szczegóły i wątpliwości

Buszując w internecie i szukając informacji na temat programu "Mieszkanie dla młodych", znalazłem projekt ustawy wraz z uzasadnieniem. Nie wiesz, gdzie szukać - szukaj u źródła.

Uzasadnienie zawiera w sobie kilka cennych informacji, o których przyszły beneficjent programu powinien wiedzieć. Pozwolę więc zacytować najciekawsze z nich.

Pokrycie ze środków publicznych części wkładu własnego zmniejszy wysokość wymaganego kredytu, co się przełoży na niższą wysokość spłacanych rat i objęcie zdolnością kredytową większej liczby potencjalnych kredytobiorców.Jest to szczególnie ważne wobec planów Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących modyfikacji rekomendacji S, która ma wprowadzić maksymalną wartość LTV. Dla ekspozycji kredytowych zabezpieczonych na nieruchomościach mieszkaniowych maksymalny poziom LTV nie powinien przekroczyć 80% lub 90%, jeżeli część ekspozycji przekraczająca 80% jest odpowiednio ubezpieczona. KNF proponuje wprowadzenie okresów przejściowych: do końca 2013 r. LTV będzie mogło wynosić 100%, w 2014 r. – 90%, ale już od 2015 r. ma być ustalane na nowych zasadach (80/90%).

Już od przyszłego roku nie dostaniemy kredytu mieszkaniowego na 100% wartości nieruchomości. Oznacza to, że potencjalny nabywca będzie musiał uzbierać wymagany wkład własny i/lub skorzystać z programu "Mieszkanie dla młodych" - jako że dopłata będzie mogła stanowić wkład własny. Najlepiej jednak np. samemu uzbierać 10% i kolejne 10% dostać od państwa, co da razem 20% - tym samym unikniemy zbędnych kosztów związanych z niskim wkładem własnym.

Ponadto kredyt udzielony może być wyłącznie na zakup lokalu mieszkalnego (art. 6 ust. 1 pkt 1), zdefiniowany zgodnie z zasadami opisanymi w uzasadnieniu do art. 5. Wykluczone są więc przypadki finansowania ze środków kredytu takich powierzchni jak garaż, miejsce postojowe czy pomieszczenie gospodarcze stanowiące odrębne nieruchomości użytkowe lub części takich nieruchomości. Zakłada się, że proponowane rozwiązanie skutecznie ograniczać może przypadki zawyżania ceny należnej za zakup pomieszczeń towarzyszących nabyciu mieszkania, jako praktyki mającej na celu obejście przepisów ustawy (niezgodne ze stanem faktycznym rozliczanie ceny przez dewelopera w celu spełnienia limitu maksymalnej ceny mieszkania określonej na podstawie ustawy).

Przy "Rodzinie na swoim" dochodziło często do nadużyć, kiedy to deweloper, aby dostosować się do limitów, obniżał cenę za metr kwadratowy mieszkania, a podwyższał cenę za przymusowy garaż. Chcesz teraz kupić garaż? Proszę bardzo, ale nie dostaniesz na niego kredytu.

Projekt ustawy przewiduje również wprowadzenie zasady, zgodnie z którą kwota kredytu stanowi co najmniej 50% ceny należnej na zakup lokalu (art. 6 ust. 1 pkt 2). Przyjęte rozwiązanie eliminuje przypadki, w których kredyt zaciągany byłby na stosunkowo niewielkie kwoty w celu uzyskania finansowego wsparcia (spełnienie warunku ustawy), a nie z uwagi na rzeczywiste problemy z posiadaniem zdolności kredytowej, uzasadniającej uzyskiwanie wsparcia ze środków publicznych w formie części wkładu własnego. Innymi słowy zakłada się, że gospodarstwo domowe zaciągające kredyt w równowartości do 50% nabywanego mieszkania nie powinno korzystać z dofinansowania wkładu własnego, mając realne możliwości istotnego pomniejszenia wymaganych środków własnych poprzez zwiększenie spłacanego w długim okresie czasu zobowiązania kredytowego wobec banku. Z podobnych względów w projekcie przyjęto warunek, zgodnie z którym okres spłaty kredytu powinien wynosić co najmniej 15 lat (art. 6 ust. 1 pkt 4). Wyłącza to z grona beneficjentów wsparcia osoby zaciągające kredyt na zakup mieszkania, który w momencie udzielenia może zostać spłacony w relatywnie krótkim czasie.

Czyli kredyt trzeba zaciągnąć na minimum 15 lat i kwota kredytu musi stanowić minimum 50% wartości nieruchomości. Stąd rodzą się moje pytania: co, jeśli kredytobiorca będzie chciał wcześniej spłacić kredyt (np. z powodu wysokich stóp procentowych) oraz te 50% obowiązują z dopłatą (my 40%, państwo 10%) czy bez dopłaty (my 50%, państwo 10%)? Przyznam, że nie do końca rozumiem zapisy w ustawie.

Określenie jako podstawy wyliczenia wysokości wsparcia średniego wskaźnika przeliczeniowego, a nie np. ceny nabywanego mieszkania, ma na celu promowanie nabywania lokali o jak najniższej cenie. Nabywcy, którzy są w stanie znaleźć na rynku najtańsze oferty korzystają z dofinansowania w największym stopniu. Na przykład, jeżeli średni wskaźnik przeliczeniowy będzie się kształtował na poziomie 5000 zł/m2, a nabywca zakupi mieszkania w cenie 4000 zł/m2, to dofinansowanie realne w takim przypadku wyniesie nie 10% i 15% w przypadku nabywcy posiadającego dzieci, lecz odpowiednio 12,5% i 18,75%.

Opłaca się więc szukać tańszych mieszkań, bo wtedy otrzymamy od państwa proporcjonalnie większą dopłatę. Czy to oraz limity zmuszą deweloperów do obniżki cen? Cóż, pożyjemy - zobaczymy. Choć przekonuje o tym kolejny cytat:

Ustawa będzie pozytywnie wpływać na podmioty inwestujące na rynku mieszkaniowym (głównie deweloperzy i spółdzielnie mieszkaniowe). Przyrost liczby potencjalnych klientów może się przerodzić w zwiększenie liczby nabywanych mieszkań na rynku pierwotnym, co jednocześnie może się okazać impulsem propodażowym. Należy przy tym podkreślić, że ze względu na określone w ustawie sposoby ograniczania cen mieszkań nabywanych w celu uzyskania finansowego wsparcia, planowane zwiększenie popytu nie powinno przełożyć się na wzrost cen rynkowych. Możliwa jest nawet sytuacja spadku cen rynkowych, ze względu na dostosowanie przez inwestorów oferowanej podaży do narzuconych ustawowo ograniczeń cenowych. Dodatkowi klienci mogą się również pojawić ze względu na możliwość zakupu w ramach programu mieszkań, które docelowy nabywca wynajmował jako pierwszy użytkownik.

Najlepsze lokaty i konta oszczędnościowe

Zupełnie bezinteresownie polecam stronę [link], na której można znaleźć przystępny, pełny i obiektywny ranking najlepszych depozytów na rynku ze wszystkimi haczykami. Rzadko mi się zdarza coś polecać, ale ten serwis zasługuje na pochwały. Pozycja obowiązkowa dla każdego ciułacza.

Program "Mieszkanie dla Młodych" obniży ceny mieszkań?

Niedawno krytykowałem program rządowy Mieszkanie dla Młodych, zarzucając mu ingerencję w wolny rynek. Dalej jestem przeciw, ale paradoksalnie program może wymusić na deweloperach dalsze obniżanie cen, co z pewnością ucieszyłoby beneficjentów, czyli młode osoby do 35. roku życia kupujące własne M po raz pierwszy. A wszystko za sprawą kwoty określonej jako iloczyn średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m2 powierzchni użytkowej budynków, obowiązującego w dniu złożenia wniosku o dofinansowanie [link].

Wskaźniki te ustalane są co pół roku i obecnie kształtują się następująco:
  • dolnośląskie – 3668 zł, Wrocław – 4249 zł
  • kujawsko-pomorskie – 3302 zł, Bydgoszcz – 4020 zł, Toruń – 4020 zł
  • lubelskie – 2690,53 zł, Lublin – 3857,23 zł
  • lubuskie – 3576 zł, Gorzów Wielkopolski – 3865 zł, Zielona Góra – 3865 zł
  • łódzkie – 3497 zł, Łódź – 4598 zł
  • małopolskie – 3858 zł, Kraków – 4452 zł
  • mazowieckie – 3471 zł, Warszawa – 5405 zł
  • opolskie – 3511 zł, Opole – 3819 zł
  • podkarpackie – 2948 zł, Rzeszów – 3839 zł
  • podlaskie – 3188 zł, Białystok – 3835 zł
  • pomorskie – 4397 zł, Gdańsk – 5178 zł
  • śląskie – 3516 zł, Katowice – 4262 zł
  • świętokrzyskie – 2785,95 zł, Kielce – 4114,97 zł
  • warmińsko-mazurskie – 3362 zł, Olsztyn – 4255 zł
  • wielkopolskie – 3220 zł, Poznań – 4820 zł
  • zachodniopomorskie – 3559 zł, Szczecin – 3800 zł
Jeżeli chcemy skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych, musimy kupić mieszkanie za kwotę za metr kwadratowy równą lub mniejszą od powyższych wartości. Przykładowo, w Warszawie za metr kwadratowy mieszkania trzeba by zapłacić nie więcej niż 5405 zł, co jest stawką drakońską dla deweloperów. Ale skoro będzie popyt, to może znajdzie się i podaż, a deweloperzy zaczną obniżać ceny nieruchomości, aby dostosować się do warunków programu?

10% (dopłata dla osób bezdzietnych) z wartości 50-metrowego mieszkania przy limicie 5405 zł to dopłata w wysokości 10%x50x5405=27025 zł. Co ciekawe, jeśli za metr kwadratowy zapłacimy np. 5200 zł, to i tak dopłata wyniesie 27025 zł, a więc proporcjonalnie dostaniemy od państwa więcej niż 10%. Zatem tym bardziej opłaca się negocjować cenę z deweloperem.

Nie ma już nadziei dla wzrostu cen mieszkań w Polsce w najbliższym czasie?

Spready na polskiej giełdzie?

Przy okazji pisania pracy magisterskiej na temat spreadów natrafiłem na dosyć ciekawy artykuł na stronie warszawskiej giełdy pt. Kontrakty terminowe na GPW. Na uwagę zasługuje kilka cytatów:

Bardzo ciekawym produktem mogą się okazać kontrakty na stopę procentową. GPW w kooperacji z bankami zamierza w następnym [2013 - przyp. aut.] roku wprowadzić kontrakty na WIBOR oraz obligacje skarbowe. Instrumenty pochodne na stopę procentową są na świecie niezwykle popularne. Przykładowo połowa wolumenu obrotu na jednej z największych giełd instrumentów pochodnych: LIFFE była w 2011 roku generowana przez produkty oparte o stopę procentową. Na Niemiecko-Szwajcarskiej giełdzie Eurex stanowiło to odpowiednio 31%. Kontrakty na stopę procentową odniosły też sukces w krajach emerging markets jak Brazylia czy Meksyk.

Naprawdę dziwię się, że do tej pory tego nie zrealizowano, patrząc na popularność tych instrumentów na świecie. Ale lepiej późno niż wcale - rozumiem, że była to głównie wina systemu transakcyjnego i jego wydajności. Na kontraktach na krótkoterminowe stopy procentowe gram codziennie w pracy, podobnie rzecz wygląda z futures na obligacje niemieckie. Są to bardzo płynne instrumenty.

Strategie kierunkowe, zakładające ruch kursu w danym kierunku, są bardzo popularne wśród inwestorów. Możliwość zajęcia krótkiej jak i długiej pozycji oraz lewar są często wymieniane jako największe zalety tych instrumentów. Nie wszyscy inwestorzy zdają sobie sprawę, że kontrakty terminowe oferują znacznie więcej. Profesjonalni „traderzy” często wykorzystują np. strategie spreadowe.
Mogą to być spready kalendarzowe polegające na zajęciu pozycji w najbliższym terminie wygasania i jednoczesnym zajęciu pozycji odwrotnej w kolejnym terminie wygasania. Posługując się przykładem kontraktu na indeks WIG20 spread kalendarzowy można utworzyć poprzez zajęcie pozycji długiej w kontrakcie wygasającym w marcu 2013 roku i jednoczesnym zajęciu pozycji krótkiej w kontrakcie wygasającym w czerwcu tego samego roku. Oczywiście można też zająć pozycję odwrotną: pozycja krótka na marcu i długa na czerwcu. Otwierając spread kalendarzowy inwestor liczy na zwężenie lub rozszerzenie spreadu między seriami kontraktu wygasającymi w różnych terminach. Nie ma tutaj większego znaczenia kierunek ruchu indeksu. Dlaczego inwestorzy budują taką wydawałoby się skomplikowaną strategię? Przede wszystkim ograniczają zmienność oraz depozyt potrzebny do otwarcia pozycji. Mniejsza zmienność oraz depozyt pozwalają na otwarcie większej liczby pozycji. Niektórzy inwestorzy uważają, że zachowanie spreadów kalendarzowych jest bardziej przewidywalne niż zachowanie kursów samego indeksu. Jest to też dobry sposób na wejście w rynek kiedy mamy pewne oczekiwanie wobec rynku ale nie jesteśmy pewni czy jest to dobry moment na otwarcie pozycji kierunkowej. Spread jest traktowany jako zabezpieczenie.


Można domniemywać, że taki artykuł na stronie GPW jest zapowiedzią powstania pierwszego w Polsce rynku spreadów - na stopę procentową WIBOR - wraz z prowadzeniem kontraktów terminowych. Jednak poza faktem, że jest to zewnętrzny artykuł, entuzjam studzi również kolejne zdanie:

Kiedy upewnimy się, że nasze oczekiwania są prawidłowe zamykamy pozycję na dalszym terminie i stosujemy już czystą strategię kierunkową.

Bez samodzielnego arkuszu zleceń dla spreadów to już nie to samo, gdyż pojawia się ryzyko wykonania transakcji. Czy spready z oddzielnymi arkuszami zleceń pojawią się na polskiej giełdzie? Wbrew temu co napisałem - nie wydaje mi się, ale chciałbym być miło zaskoczonym.

Praca w firmie proptradingowej

W związku z pytaniami, jakie dostaję drogą mailową od czytelników, postanowiłem opowiedzieć o swojej pracy na stanowisku tradera zbiorczo w jednym wpisie. Niech to będzie coś w rodzaju AMA - z tym, że nie na wszystkie pytania mogę dać odpowiedź. Najpopularniejsze publikuję poniżej z krótkimi odpowiedziami. O firmach proptradingowych można poczytać w Gazecie Trend, polecam najpierw zapoznać się z tym artykułem.

Jak wygląda praca tradera?
Tak - link.

Jakie umiejętności warto rozwijać, żeby mieć szansę na pracę?
Przede wszystkim liczą się predyspozycje psychologiczne, takie jak ambicja, dyscyplina, motywacja, odporność na stres, chęć zarobienia sporych pieniędzy, pracowitość, elastyczność (umiejętność zmiany zdania), pokora, pasjonowanie się tematyką giełdową. Język angielski jest wymagany na poziomie średniozaawansowanym.

Jak wygląda rozmowa o pracę?
Niczym szczególnym nie wyróżnia się od rozmów o pracę w innych firmach, czyli ankieta i rozmowy po polsku/angielsku z potencjalnymi przełożonymi. Pytania nie są dziwaczne, lecz normalne i dotyczą głównie aspektów psychologicznych, o których pisałem wyżej.

Czy doświadczenie zdobyte w pracy może się przydać w inwestowaniu na własny rachunek?
I tak, i nie. Pod względem psychologicznym - tak, gdyż ta praca pozwala wyrobić właściwe nawyki, wyćwiczyć dyscyplinę, grać z analizą techniczną i price action. Pod względem praktycznym - praca na własny rachunek jest zdecydowanie mniej opłacalna, gdyż o dostępie do niektórych rynków i o niskich kosztach transakcyjnych firm proptradingowych przeciętny zjadacz chleba może tylko sobie pomarzyć.

Godziny pracy?
Jak dla mnie jedyny mankament tej pracy. Osobiście pracuję 10-11 godzin dziennie, znam takich, którzy pracują dłużej lub krócej (poniżej 8 godzin). Jeśli pracujesz krótko i sporo zarabiasz - nikt ci złego słowa nie powie. Generalnie godziny pracy są elastyczne i trader sam je dostosowuje do rynków, na których widzi największy potencjał zarobku. Ale to też zależy od konkretnej firmy, bo niektóre skupiają się na kilku rynkach i tam wybór jest mniejszy.

Są jakieś dłuższe przerwy?
Tak, przerwę robi się w dowolnym momencie, zupełnie bezsensowny jest trading w stanie przemęczenia. Czasami trzeba wstać do kuchni po kawę czy herbatę, aby się zregenerować.

Jaka jest atmosfera w pracy?
Nie wiem jak w innych firmach, u mnie jest rewelacyjna. Traderzy cały czas rozmawiają ze sobą, żartują, wymieniają się poglądami co do rynków. Każdy z każdym jest na "Ty", dotyczy to także wyższych szczebli kierowniczych.

Jak wygląda szkolenie przed rozpoczęciem handlu na rachunku rzeczywistym?
Szkolenie to trochę teorii na początek, a potem przez kilka tygodni typowa praca, tylko że na rachunku demo.

Czy często korzysta się z analizy technicznej?
Cały czas. Głównie korzysta się z price action (analiza drabinki zleceń giełdowych), analizy korelacji międzyrynkowych oraz właśnie z AT. Analiza fundamentalna sprowadza się właściwie do reakcji na newsy w ciągu dnia.

Jakie praca daje perspektywy?
Praca jest połączeniem pracy dealera i analityka. Jako że po przekroczeniu pewnej kwoty zarabia się na własny rachunek, praca jako trader daje przede wszystkim potencjalnie nieograniczone perspektywy finansowe. Trochę gorzej jest ze ścieżką kariery, jednak trudno sobie wyobrazić inny scenariusz przy tego typu zajęciu - tu pracuje się przede wszystkim dla pieniędzy. Kojarzę wszakże osoby, które po pracy w tradingu pracują teraz w dużych polskich i międzynarodowych firmach.

Zarobki?
Z przyczyn oczywistych nie mogę podawać szczegółów, dlatego zacytuję może z Gazety Trend: Firmy typu Proprietary Trading skupione na giełdach amerykańskich oferują system prowizyjny. Trader zatrudniony przez dane biuro otrzymuje odpowiedni procent wygenerowanych przez siebie zysków w skali miesiąca. Brak jest podstawy. Większość firm oferuje zatrudnienie na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia, bądź wymaga otwarcia działalności gospodarczej. Firmy skupione na rynkach kontraktów terminowych oraz towarów oferują podstawowe wynagrodzenie plus dodatkowo bonus roczny (uzależniony od osiągniętych wyników w skali roku).

Krótka myśl: zazdrość

Szczerze zazdroszczę osobom w moim wieku, którzy nie muszą martwić się kupnem nieruchomości, bo już ktoś im własne mieszkanie zasponsorował. Teoretycznie (i optymistycznie) są oni o co najmniej 5 lat do wolności finansowej bliżej niż ja. Najtrudniej jest postawić pierwszy krok, wyrwać się spod łańcuchów wydatków związanych z kupnem własnego M, a potem już tylko z górki.

Na sukces trzeba więc zaharować.

Klin podatkowy 2013

Rok 2013 przynosi kolejny wzrost klina podatkowego. W porównaniu do poprzednich wyliczeń wzrósł on o 0,37 p.p. Mimo że stawki składek i podatków nie zostały podniesione, mimo to klin jest większy - dlaczego? Wszystko za sprawą niezmieniających nominalnie się od lat kosztów uzyskania przychodu oraz kwoty wolnej od podatku, co przy wzroście wynagrodzenia powoduje procentowy wzrost obciążeń fiskalnych.

Klin podatkowy jest różnicą między całkowitymi kosztami pracodawcy z tytułu zatrudnienia pracownika a wynagrodzeniem netto pracownika. Na tę różnicę składają się daniny płacone do ZUS, NFZ i Urzędu Skarbowego. Jaki więc jest ten klin w tym roku?

Założenia:
  • zatrudnienie na podstawie umowy o pracę
  • przeciętne krajowe wynagrodzenie
Obliczenia:
  • 3713 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej w 2013 r.
Pracodawca:
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*6,50%=241,35 zł - składka rentowa
  • 3713*1,93%=71,66 zł - składka wypadkowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka na Fundusz Pracy
  • 3713*0,10%=3,71 zł - składka na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych
  • 362,39+241,35+71,66+90,97+3,71=770,08 zł - suma składek
  • 3713+770,08=4483,08zł - całkowity koszt zatrudnienia pracownika
Pracownik:
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*1,50%=55,70 zł - składka rentowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka chorobowa
  • 362,39+55,70+90,97=509,06 zł - suma składek ZUS
  • 3713-509,06=3203,94 zł - dochód
  • 111,25 zł - koszty uzyskania przychodu dla pracownika zamieszkałego w miejscowości, gdzie znajduje się zakład pracy
  • 3203,94-111,25=3093 zł - podstawa opodatkowania podatkiem PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 46,34 zł - kwota wolna od podatku
  • 3093*18%-46,34=510,40 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 3203,94*9%=288,35 zł - składka zdrowotna
  • 510,40-3203,94*7,75%=262 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 3203,94-288,35-262=2653,59 zł - wynagrodzenie netto
Klin podatkowy:
  • 4483,08-2645,59=1829,49 zł - kwota klina podatkowego
  • 1837,49/4483,08*100%=40,81% - klin podatkowy
Wynik bez (złosliwego) komentarza. Wypada jednak dodać pare informacji. Po pierwsze, klin częściowo jest renkompensowany przez zwrot podatku, jaki większość z nas dostaje po złożeniu rocznego zeznania podatkowego z tytułu ulgi na dziecko czy internet. Nie uwzględniłem tych ulg w obliczeniach, gdyż zwroty z nich dostajemy raz w roku, co nie wpływa na miesięczną kondycję gospodarstwa domowego. Po drugie, dla firm zatrudnienie pracownika jest kosztem uzyskania przychodu, a więc pomniejsza podstawę opodatkowania podatkiem CIT (stawka 19%).

Z innej strony - obliczenia nie uwzględniają innych podatków, takich jak VAT, akcyza, cła itd. Gdyby to wszystko zebrać do kupy, to okazałoby się, że przeciętny pracownik oddaje państwu grubo ponad połowę tego, ile potencjalnie wynosiłyby jego zarobki bez danin.

Ranking kont maklerskich 2013

Od ostatniego rankingu najtańszych kont maklerskich na polskim rynku minął rok czasu. W poprzednim zestawieniu niepodzielnie rządził XTB, znacząco deklasując rywali. Jednak w międzyczasie czasu zaszły dosyć istotne przetasowania na rynku, konkurencja się zaostrzyła, a na horyzoncie ukazali się nowi, mocni przeciwnicy. Oferta jest zdecydowanie lepsza niż rok temu i jest w czym wybierać. Minimalizacja kosztów inwestycji może bowiem istotnie poprawić nasze zyski.

Kto wygrał w tegorocznym rankingu? Zapraszam do czytania. Mogę tylko uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, że... król został zdetronizowany.

Z całego grona instrumentów GPW, na które usługi oferują domy maklerskie, zostały wybrane najpopularniejsze w Polsce: akcje, obligacje oraz kontrakty terminowe na indeksy (informacja dla bardzo początkujących: Forex to zupełnie inna działka, a więc inne rachunek i platforma). Bardzo też starałem się zachować obiektywizm, tworząc ranking. A oto i on:

DMroczniewypłataakcjeakcje DTobligacjeKTKT DT
DB0,012%*0/5 zł*0,19%0,19%0,14%8,00 zł8,00 zł
XTB0 zł0 zł0,25% min. 3 zł0,19% min. 3 zł0,15% min. 3 zł7,50 zł5,50 zł
AmerBrokers0 zł3 zł0,35% min. 2 zł0,20% min. 2 zł0,18% min. 2 zł4,90 zł4,90 zł
Xelion0 zł0/1 zł*0,37% min. 5 zł0,23% min. 5 zł0,19% min. 5 zł9,00 zł6,00 zł
Alior0 zł0 zł0,38% min. 3 zł0,20% min. 3 zł0,19% min. 3 zł9,00 zł6,00 zł
BOŚ0 zł0/1 zł*0,38% min. 5 zł0,15% min. 5 zł0,19% min. 5 zł9,90 zł6,00 zł
eMakler0 zł0 zł0,39% min. 3 zł0,25% min. 3 zł0,19% min. 3 zł9,00 zł9,00 zł
BH0 zł0/5 zł*0,38% min. 5 zł0,25% min. 5 zł0,19% min. 5 zł9,00 zł9,00 zł
Raiffeisen0/60 zł*0 zł0,38% min. 4 zł0,19% min. 4 zł0,19% min. 4 zł9,00 zł9,00 zł
Noble0 złmin. 3 zł0,38% min. 10 zł0,25% min. 10 zł0,20% min. 5 zł9,00 zł7,00 zł

*DB - 0,003% od wartości papierów wartościowych na koniec kwartału (przykład: 0,003%*10000=0,30 zł), opłata za przelew do Deutsche Banku to 0 zł, a do innego banku wynosi 5 zł
*Xelion - opłata za przelew do Banku Pekao to 0 zł, a do innego banku wynosi 1 zł
*BOŚ - opłata za wypłatę środków powyżej 500 zł to 0 zł, a poniżej 500 zł wynosi 1 zł
*BH - opłata za przelew do Banku Handlowego to 0 zł, a do innego banku wynosi 5 zł
*Raiffeisen - konto darmowe do końca 2013 roku, potem opłata wynosi 30 zł za pół roku

Pierwsze miejsce bezapelacyjnie przypadło Biurowi Maklerskiemu Deutsche Bank. Prowadzenie konta jest bezpłatne prawie bezpłatne, natomiast prowizja maklerska w wysokości 0,19% na akcje i 0,14% na obligacje, w dodatku bez kwoty minimalnej, zdecydowanie przebija ofertę konkurencji. Dla mikroinwestorów, którzy kupują pakiet akcji za kilkaset, a nawet kilkadziesiąt złotych, jest to oferta idealna. Można więc dywersyfikować nawet mały portfel akcyjny bez ponoszenia nadmiernych kosztów. Prowizja za kontrakty terminowe jest przeciętna, natomiast rysą na świetnej ofercie są płatne przelewy (5 zł za przelew) do innych banków. Ocena: 5+.

Drugie miejsce przypadło ubiegłorocznemu zwycięzcy, czyli XTB. Oferta bez słabych punktów, jednak trochę gorsza od DB. Cieszą darmowe konto i wypłaty z konta, a także niskie prowizje od akcji i obligacji. Sam posiadam konto w XTB, choć nie ukrywam, że planuję migrację na rzecz lidera rankingu. Ocena: 5.

Na trzecim miejscu uplasował się AmerBrokers z najtańszymi prowizjami w rankingu za handel kontraktami terminowymi na indeksy. Pozostała część oferty również jest atrakcyjna poza opłatą za przelew w wysokości 3 zł. Prowizja za akcje jest taka sobie z plusem, a ogólna ocena: 4+.

Oferty Xelion, Alior, BOŚ, eMakler, BH określiłbym jako dobre (ocena: 4), a Raiffeisen oraz Noble jako dobre z haczykiem (ocena: 4-). Pozostałe propozycje biur maklerskich, niewymienione w rankingu, są przeciętne lub kiepskie, głównie ze względu na roczne opłaty dla klientów indywidualnych.

Zainteresowanych jeszcze niższymi prowizjami ponownie zapraszam do zapoznania się ze zniżkami domów maklerskich dla członków Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Niektóre zniżki są naprawdę atrakcyjne, a członkostwo kosztuje 90 zł (a dla osób poniżej 26 roku życia - 60 zł) rocznie. Warto więc rozważyć przy dokonywaniu wielu transakcji na rynku czy nie opłaca się płacić abonamentu na rzecz niższych kosztów transakcyjnych.

Za wszelkie poprawki, uwagi, opinie, opisy funkcjonalności kont czy platform będę wdzięczny.

(Nie)istotne zmiany na blogu

Idą święta, a więc znalazło się trochę czasu na uporządkowanie spraw blogowych. Do tych kosmetycznych, acz istotnych zmian przymierzałem się od dawna. Nie chciałem przy tym przeprowadzać rewolucji, pozostawiając kolorystykę bloga bez poprawek. Co się zatem zmieniło?

Kolumny - lewa została usunięta na rzecz poszerzenia środkowej, co tym samym daje więcej miejsca na treści postów, a także komentarzy czytelników.

Czcionka - więcej miejsca w środkowej kolumnie pozwoliło na zmianę czcionki z Verdana 12px na Arial 15px. Mam nadzieję, że od teraz blog stanie się bardziej czytelny dla urządzeń mobilnych o wysokich rozdzielczościach i małym ekranie.

Dodatki - pozbyłem się przycisków z AdThis, bo i tak prawie nikt z nich nie korzystał, a tylko psuły one nieco wygląd postów.

Reklamy - usunąłem reklamę z Adkontekst ze względu na śmieszne, groszowe dochody. Na razie więc zostaję tylko przy AdTaily.

Zatem więcej treści, mniej formy, więcej przejrzystości, mniej bałaganu. Co myślicie o zmianach?

Oszczędzam na kredyt

Do czego to doszło - oszczędzam, aby wziąć kredyt. Kredyt wprawdzie hipoteczny, czyli jeden z nielicznych (obok studenckiego - przeznaczonego na inwestycje, nie na wydatki), który ma sens ekonomiczny. Jeśli bowiem nie mamy mieszkania, to musimy wynajmować, a mocno dyskusyjne jest płacenie za wynajem kwoty porównywalnej do raty kredytu hipotecznego. Chyba że godzimy się na dużo niższy standard i wynajmujemy pokój - najlepiej (bo najtaniej) z drugą osobą.

I tak oto zbieram sobie na wkład własny coraz większy i większy. Najpewniej i tak skończę na 20%, a reszta pieniędzy posłuży jako pewna rezerwa płynnościowa, czyli tak zwany fundusz awaryjny. Lub też jako dywersyfikacja portfela jako ewentualne inwestycje. W co zainwestuję? To się okaże.

Zdaję sobie sprawę, że na blogu czasami składałem obietnice, których nie dotrzymywałem. Spełnienie niektórych celów na 2013 rok już jest wątpliwe, chociaż główny cel jest ciągle aktualny. Cały czas chodzi przede wszystkim o wolność finansową i nic nie zmieniło się w tej sprawie. Natomiast środki mogą się zmieniać, co więcej - uważam to za zaletę, warto być elastycznym i korzystać z nadarzających się okazji. Upartość w kwestii życiowego celu, elastyczność w temacie środków do celu oraz dyscyplina w ich realizacji. No i trzeba myśleć - nie utrudniać sobie życia, iść na łatwiznę, pamiętać o zasadzie Pareto.

To był krótki wpis o wszystkim i o niczym, ale warto uporządkować sobie parę spraw.

Jak oszczędzać?

Czasami trzeba wrócić do korzeni i zacząć od podstaw. Wraz z nabywaną wiedzą często dochodzi do nadmiernych komplikacji oraz odchodzenia od pierwotnych ideałów. Świat nie jest prosty, ale nie trzeba wyrafinowanych metod, aby nauczyć się oszczędzania. Oto (moim zdaniem) trzy wskazówki, które stanowią esencję, fundamenty do budowy domu, czyli skutecznego sposobu oszczędzania.

1. Wzrost dochodów
Im więcej zarabiamy, tym więcej możemy odłożyć. Potencjalnie zarobki są nieograniczone, stąd możemy wygenerować teoretycznie nieskończoną ilość środków pieniężnych. Warto więc zastanowić się czy nasza pensja nie jest za niska, czy nasz biznes jest wart poświęcanego mu czasu. Dlaczego by od czasu do czasu nie przeglądać ofert pracy, nawet jeśli jesteśmy na etacie, albo nie podjąć pracy dorywczej? Absolutnie nie warto chwytać się prac, które nie będą związane z naszym rozwojem (chyba że gaża jest imponująca), gdyż poza marnymi zazwyczaj pieniędzmi nic z tego nie mamy w dłuższym terminie.

2. Spadek wydatków
Oszczędności wydatkowe są teoretycznie ograniczone kwotą zerową, jednak w rzeczywistości musimy pić, jeść, mieć gdzie mieszkać i cieszyć się życiem, dlatego tutaj pole manewru jest mocno obniżone. Ale mimo to warto zastanowić się czy nie wydajemy pieniędzy bez sensu w jakimś obszarze naszej codziennej egzystencji. Kilka pomysłów na ograniczenie wydatków chociażby w tej notce.

3. Plan i dyscyplina
Właściwie najważniejszy punkt. Musimy ustalić sobie cel oszczędzania, a także harmonogram kwot jakie uzyskamy w czasie. Ja na przykład co miesiąc obliczam swój majątek netto i tym samym widzę efekty oszczędzania, co z pewnością motywuje do dalszego działania. Oraz pomaga w utrzymaniu dyscypliny, która przydaje się w kryzysowych sytuacjach, gdy cieknie nam ślinka na widok rzeczy, na które nie możemy sobie (jeszcze) pozwolić.

Podatek pogłówny - praca licencjacka

Czy wiedzieliście, że musi minąć minimum 6 miesięcy od obrony pracy dyplomowej, zanim możemy ją opublikować? Przyznam, że byłem tym faktem nieco zdziwiony, a zarazem natchnęło mnie, aby zamieścić w internecie swoją pracę - a nuż ktoś będzie zaciekawiony jej tematyką. Nie wiem czy ktoś w Polsce pisał pracę o podatku pogłównym, ja spróbowałem i trochę żałuję, bo zagadnienie okazało się trudniejsze w opracowaniu niż się spodziewałem.

Zresztą oceniam swoją jako przeciętną, amatorską, poza paroma fragmentami pisanie pracy szło mozolnie ze względu na brak anglojęzycznej literatury, a co dopiero polskiej. Często musiałem szukać literatury na siłę, bo mimo że znałem odpowiedź na postawioną tezę, to trudno było znaleźć właściwe, obiektywne źródło na jej potwierdzenie. Mam też nadzieję, że obiektywizm przekazu został zachowany.

Link do pracy licencjackiej:
Zastosowanie podatku pogłównego w Polsce i na świecie

A w opracowaniu między innymi definicja podatku pogłównego, jego zalety i wady, czy jest sprawiedliwą daniną, jego historycznym stosowaniu na świecie i w Polsce oraz chyba najciekawsze - analiza próby wprowadzenia go w życie w Polsce.

Karty debetowe powinny być darmowe...

...jeśli chcesz być konkurencyjnym bankiem - tak przynajmniej wynika z badania przeprowadzonego przez Federację Konsumentów i z artykułu na Forsal.pl:


Różnica między bezpłatnością a płaceniem chociażby 1 zł jest naprawdę spora, istnieje zresztą pewna książka, która wyjaśnia ten fenomen. Swojego czasu zapomniał o tym mBank, który przestał kojarzyć z darmowym bankiem po wprowadzeniu (warunkowej, ale jednak) opłaty za kartę debetową. Od tego czasu widocznie nie przybywało bankowi klientów, skoro natarczywie mnie molestował telefonicznie różnymi produktami co najmniej raz w miesiącu do momentu aż nie wyłączyłem opcji dzwonienia sprzedawców w serwisie transakcyjnym.

Obecnie prym darmoszki wiedzie Alior Sync, który kartę ma całkowicie za darmo włącznie z wypłatą ze wszystkich bankomatów w Polsce. Po niekorzystnych zmianach w Millenium (i postawieniu Biedronki obok domu) staje się on moim kontem wydatkowym, bo jest bezpłatnie i nie muszę pamiętać o różnych warunkach do spełnienia, a i 5-procentowy bonus za zakupy w internecie jest nie do pogardzenia.