Jak (nieco) uprościć podatek PIT?

Podatek PIT nie musi być podatkiem skomplikowanym, nawet przy różnych stawkach tegoż podatku. Niestety, różne preferencje (czyli wyjątki) powodują trudności w sposobie jego wyliczenia, co dla podatnika często oznacza koszt alternatywny w postaci straconego czasu na naukę lub pieniędzy na usługi doradcy.

Obecnie sposób wyliczania przez firmy wysokości podatku PIT pracownika zatrudnionego na umowę o pracę wygląda następująco:
  • 3713 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej w 2013 r.
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*1,50%=55,70 zł - składka rentowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka chorobowa
  • 362,39+55,70+90,97=509,06 zł - suma składek ZUS
  • 3713-509,06=3203,94 zł - dochód
  • 111,25 zł - koszty uzyskania przychodu dla pracownika zamieszkałego w miejscowości, gdzie znajduje się zakład pracy
  • 3203,94-111,25=3093 zł - podstawa opodatkowania podatkiem PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 46,34 zł - kwota wolna od podatku
  • 3093*18%-46,34=510,40 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 3203,94*9%=288,35 zł - składka zdrowotna
  • 510,40-3203,94*7,75%=262 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 3203,94-288,35-270=2653,59 zł - wynagrodzenie netto
Jak widać, wyliczenie wysokości podatku PIT komplikują składki ZUS, koszty uzyskania przychodu, kwota wolna od podatku oraz składka zdrowotna. Najbardziej absurdalne są koszty uzyskania przychodu, które są stałą, śmiesznie niską, irracjonalna kwotą. Dlatego aby uprościć nieco podatek PIT na miejscu ustawodawców całkowicie zlikwidowałbym koszty uzyskania przychodu na rzecz zwiększenia kwoty wolnej podatku. Nie spowoduje to żadnych zmian w wysokości zaliczki PIT oraz wynagrodzenia, natomiast skróci cały proces wyliczania podatku:
  • 3713 zł - prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej w 2013 r.
  • 3713*9,76%=362,39 zł - składka emerytalna
  • 3713*1,50%=55,70 zł - składka rentowa
  • 3713*2,45%=90,97 zł - składka chorobowa
  • 362,39+55,70+90,97=509,06 zł - suma składek ZUS
  • 3713-509,06=3203,94 zł - dochód
  • 66,31 zł - kwota wolna od podatku
  • 3203,94*18%-66,31=510,40 zł - składka zdrowotna i zaliczka PIT
  • 3203,94*9%=288,35 zł - składka zdrowotna
  • 510,40-3203,94*7,75%=262 zł - zaliczka PIT zaokrąglona do pełnych złotych
  • 3203,94-288,35-270=2653,59 zł - wynagrodzenie netto
Może to i jest tylko kosmetyczna zmiana, ale zawsze to dobry krok w kierunku uproszczenia całego systemu podatkowego.

Jestem magistrem + plany na przyszłość

Właściwie to uzyskałem tytuł magistra już kilkanaście dni temu (5 listopada), ale jakoś nie miałem weny, aby się tym pochwalić. A chwalić się przecież trzeba dla dobra całej polskiej społeczności. W końcu mogę więc napisać, że jestem... zwycięzcą. Choć tak naprawdę ukończenie studiów magisterskich traktuję jako realizację planu B i pozbycie się kolejnego kłopotu z głowy.

Gdybym miał decydować jeszcze raz, to pewnie nie poszedłbym na studia ekonomiczne, gdyż w większości nie uważam tej wiedzy za praktyczną i w mojej opinii nie potrzeba tracić 5 lat, aby opanować przydatne informacje. Ekonomia to nauka humanistyczna z elementami ścisłymi. Zamiast niej wybrałbym pewnie informatykę, idąc dodatkowo na jakieś studia podyplomowe z zarządzania.

Plany na przyszłość? Na razie robię sobie rok przerwy od nauki, która trwała przecież 17 lat - licząc od pójścia do 1. klasy szkoły podstawowej. Jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem i zobaczymy czy zatęsknię za wkuwaniem wiedzy.

A za rok rozważam:
  • studia podyplomowe z wyceny nieruchomości lub
  • zaoczne studia inżynierskie z informatyki lub
  • kolejne podejście do egzaminu na maklera papierów wartościowych (jeśli nie zostanie zniesiony) lub
  • doktorat z ekonomii (najmniejsze prawdopodobieństwo).
Co pokaże życie - zobaczymy. Jakieś pomysły na ciekawe studia, egzaminy, papierki itd.?

Inwestor instytucjonalny a indywidualny, czyli niebo a ziemia

Często słyszy się o prywatnych osobach, które na giełdzie potraciły swoje oszczędności, a rzadziej o takich, które w długim terminie zarabiają. Skoro giełda wydaje się być grą o sumie zerowej, to dlaczego większość traci? Z pewnością wynika to z faktu, że nie każdy nadaje się na spekulanta, tak jak nie każdy będzie dobrym wokalistą. Choć moim zdaniem, w dużej mierze jest to również spowodowane tym, że po prostu nie mamy szans w walce z tzw. grubasami. Poniżej kilka argumentów za poparciem przedstawionej tezy.

Inwestorzy instytucjonalni mają dużo niższe koszty transakcyjne od inwestorów indywidualnych. Głównie wynika to z tego, że w ramach jednej firmy robią bardzo dużo transakcji, co przekłada się na rabaty od giełdy i izby rozrachunkowej. Czasami zniżki są tak duże, że opłaca się brać zysk nawet rzędu 1 ticka, czyli wartości najmniejszej zmiany ceny.

Drabinka zleceń u inwestorów instytucjonalnych jest pełna (lub prawie pełna), kiedy inwestor indywidualny w polskich biurach maklerskich zazwyczaj za darmo może widzieć po jednym zleceniu kupna i sprzedaży przy rynku. Za dostęp do głębszej widoczności rynku trzeba płacić.

Zlecenia inwestorów instytucjonalnych szybciej docierają na giełdę, nie wspominając już o HFT. Związane to jest z mocą serwerów, a także z odległością od budynku giełdy. Inwestor indywidualny, który chce reagować na newsy w ciągu dnia, właściwie nie ma szans wygrać z automatami, a jego reakcja może się sprowadzać do tego, co dzieje się post factum.

Dostęp do informacji w przypadku inwestorów instytucjonalnych jest nie tylko szybszy, ale też szerszy. Nie chodzi tu tylko o analizy, lecz także o wiedzę zahaczającą o nielegalny insider trading. Może i wierzę w spiski, ale po prawie 2 latach pracy w tradingu i obserwacji rynków po prostu jestem skłonny uwierzyć w to, że nierzadko grubasy zawczasu wiedzą, co kroi się na rynku i jakie dane wyjdą.

Osoby pracujące w dużych firmach są całkowicie skupieni na swojej pracy (tzn. nie mają żadnej innej pracy) i używają wielu monitorów, co daje im pełniejszy obraz sytuacji i więcej możliwości. Poza tym jeżeli są jakieś awarie, to firmy kontaktują się bezpośrednio z izbą rozrachunkową lub giełdą, a nie jak biedny inwestor indywidualny, który w takim przypadku dzwoni do brokera, aby wyciągnął mu zlecenie.

Moim zdaniem, przy tych wszystkich słabościach inwestorowi indywidualnemu pozostaje właściwie tylko pasywne inwestowanie (w tanie instrumenty). Jeżeli natomiast chce inwestować aktywnie, to najlepiej rzucić pracę i skupić się tylko na tradingu albo zatrudnić się do firmy, która się tym zajmuje.

Kredyty konsolidacyjne – rodzaje i zalety (artykuł sponsorowany)

Wiele osób spłaca obecnie po kilka kredytów jednocześnie. Są to zwykle: kredyt na mieszkanie, na samochód oraz pomniejsze kredyty gotówkowe lub związane z zakupem sprzętu AGD i RTV na raty – komputera, lodówki, pralki lub telewizora. Wtedy konieczne jest pilnowanie kilku różnych terminów spłat w różnych bankach, co z pewnością jest uciążliwe.

Rozwiązaniem, które warto w takiej sytuacji rozważyć, jest kredyt konsolidacyjny. Jego głównym przeznaczeniem jest spłata innych finansowych zobowiązań kredytobiorcy. Konsolidacji podlega szeroka gama finansowych produktów kredytowych, dlatego też za jej pomocą można spłacić debet, zadłużenie na karcie kredytowej, kredyt odnawialny, pożyczkę lub kredyt gotówkowy, a nawet hipoteczny.

Zdecydowanie największą zaletą kredytu konsolidacyjnego jest możliwość scalenia kilku kredytów w jeden długoterminowy. W rezultacie nie trzeba już panować nad różnymi terminami spłat w różnych bankach. Dzięki kredytowi konsolidacyjnemu spłaca się tylko jedną ratę. Ponadto okres kredytowania jest dłuższy, a oprocentowanie często niższe.

Banki oferują dwa rodzaje kredytu konsolidacyjnego: hipoteczny i gotówkowy. Pierwszy z nich - kredyt konsolidacyjny hipoteczny - udzielany jest na większe kwoty oraz na dłuższy okres niż gotówkowy. Również oprocentowanie jest niższe. Konieczne jest natomiast zabezpieczenie w postaci hipoteki posiadanej przez kredytobiorcę nieruchomości. I to właśnie dzięki niemu warunki są korzystniejsze.

Drugi rodzaj – kredyt konsolidacyjny gotówkowy – można otrzymać na krótszy okres i na niższe kwoty niż w przypadku hipotecznego. Oprocentowanie, jak i wszelkie inne koszty związane z kredytem, są wtedy wyższe. Nie jest wymagane zabezpieczenie, więc i warunki kredytu są mniej korzystne.

Nie możemy jednak zapomnieć, że warunki, na jakich przyznawany jest kredyt konsolidacyjny, zależne są od banku i naszej zdolności kredytowej. Podczas gdy jeden banku udzieli kredytu na maksymalnie 20 lat, inny oferuje 30-letni okres kredytowania. Możliwy jest kredyt w polskich złotych lub w walucie obcej, stopa procentowa może być stała lub zmienna, a raty stałe lub malejące.

Tekst sporządzony we współpracy z Deutsche Bank