Za rządów PO wszyscy (relatywnie) zbiednieliśmy



Powyższy wykres tłumaczy, dlaczego poważniej nie dotknął nas kryzys. Owszem, uniknęliśmy spadku Produktu Krajowego Brutto, ale liczonego w rodzimej walucie. Jeśli spojrzymy na wartość PKB wyliczoną w dolarach amerykańskich, to widać, że w 2008 r. (początek rządów PO) Polska miała wyższy PKB niż obecnie. Czyli relatywnie zbiednieliśmy. Gospodarka polska skorzystała na osłabieniu się złotego kosztem nas wszystkich. Wzrósł eksport, poprawiła się nasza konkurencyjność, bo jesteśmy tańsi od Zachodu.

Nie krytykuję tego faktu, ale warto mieć szersze spojrzenie na stan gospodarki. Nie cierpimy na dolegliwości kryzysowe dzięki własnej walucie, a nie dzięki działaniom rządu. Gdybyśmy przyjęli euro przed 2008 r., wykres PKB wyglądałby pewnie tak jak powyżej.

Inwestowanie w nieruchomości pod wynajem [wideo]

Miałem w przyszłości pisać kilka ogólnych artykułów o inwestowaniu w nieruchomości, ale to bez sensu, skoro nie mam nawet jednego mieszkania na własność. A akurat ostatnio na YouTube natknąłem się na 3 filmy związane z tą tematyką, gdzie autor zdradza tajniki sukcesu. Wideo jest całkiem wartościowe, dlatego polecam obejrzeć zainteresowanym.






Kłamstwa na temat wpływów z podatków dochodowych

Jestem za upraszczaniem i obniżaniem wszystkich podatków (wskaźnika wydatków publicznych w stosunku do PKB), a szczególnie podatku dochodowego PIT. Zwiększa on koszty zatrudnienia, czyli koszty stałe przedsiębiorstw, co jest niekorzystne głównie dla małych firm zatrudniających pracowników. Wraz z obowiązującą płacą minimalną w dzisiejszych warunkach muszą one mocno starać się, aby przekroczyć swój próg rentowności. Jeżeli oczywiście chcą funkcjonować uczciwie, a więc zatrudniać na umowę o pracę.

Dlatego również uważam (tak jak liberałowie gospodarczy), że podatki dochodowe (przede wszystkim PIT) należy zlikwidować. Jednak nie jest to takie łatwe jak się może wydawać. Przykładem niedouczenia w dziedzinie sektora finansów publicznych jest poniższe wideo.



Budżet państwa to nie są wszystkie dochody i wydatki państwa! O wiele szerszym pojęciem jest sektor finansów publicznych, który obejmuje także jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiaty, województwa).

Autor wspomina, że według ustawy budżetowej w 2014 r. do budżetu państwa wpłynie 43,7 mld zł z tytułu PIT oraz 23,25 mld zł z tytułu CIT. Następnie stwierdza, że gdyby nie odsetki z tytułu długu publicznego (36,17 mld zł w 2014 r.), to nie potrzebowalibyśmy podatku CIT lub mielibyśmy np. 3-procentowy PIT. Jest to oczywiście nieprawda.

Autor nie zdaje sobie sprawy, że lwia część wpływów z podatków dochodowych trafia do samorządów. Zgodnie z ustawą o dochodach jednostek samorządu terytorialnego udział dochodów jednostek samorządowych we wpływach z podatków dochodowych przedstawia się następująco:

PIT
CIT
gminy
39,34%
6,71%
powiaty
10,25%
1,40%
województwa
1,60%
14,75%
razem51,19%22,86%

Dane dotyczące wpływów z poszczególnych podatków można znaleźć na stronie Ministerstwa Finansów. Oto dane za rok 2012:

Jak widać, łączne wpływy z podatków dochodowych w 2012 r. to prawie 103 mld zł. Przyjmijmy, że w 2014 r. ta kwota wyniesie 105 mld zł. Odsetki państwa z tytułu długu publicznego to 35,11% tej kwoty - czyli ponad jedna trzecia. O jakiej likwidacji podatków dochodowych mowa?

Dodatkowo, istnieje ulga zdrowotna, która jest odliczana od PIT. Pomniejsza ona wpływy z tytułu PIT o ponad 50 mld zł! Gdyby jej nie było, to przy tym samym obciążeniu podatkowym stawka PIT w Polsce wynosiłaby 9-10%. Jeżeli więc chcemy zlikwidować podatki dochodowe wraz z ulgą zdrowotną, potrzeba na to ponad 155 mld zł. Więcej o konstrukcji ulgi zdrowotnej we wpisie o klinie podatkowym w 2014 r.

Sam mam poglądy liberalne i wspieram (w kwestiach gospodarczych) Kongres Nowej Prawicy, ale należy pisać prawdę.

Nierozsądne kredyty mieszkaniowe

25 lat temu Polska wyzwoliła się spod okupacji Związku Radzieckiego. Między 1989 r. a 1990 r. inflacja w Polsce sięgnęła 600 procent [Wikipedia]. W 1995 r. przeprowadzono denominację złotego. 14 lat temu stopa referencyjna oraz 3-miesięczny WIBOR miały wartości niecałych 20 procent. W 2008 r. 1 euro kosztowało około 3 PLN, a 1 dolar amerykański i 1 frank szwajcarski po blisko 2 PLN. Podczas apogeum ostatniego kryzysu w ciągu pół roku polski złoty tracił nawet 60% w stosunku do wymienionych walut. Od 2008 r. nominalna, a tym bardziej realna średnia cena mieszkań w Polsce powoli i systematycznie spada.

To wszystko wydarzyło się w ciągu ostatnich 25 lat. Z widzenia, słyszenia i czytania znam sporo osób, którzy w 2007 r. brali kredyty na 40-50 lat we frankach szwajcarskich na ponad 100% wartości mieszkania pod limit swojej zdolności kredytowej. Spora część z nich jest teraz w trudnej sytuacji materialnej.

Zaciąganie kredytu na 50 lat z myślą, że nic się przez ten czas złego nie wydarzy, jest poważnym zlekceważeniem. Przez ten czas bowiem może wydarzyć wszystko - utrata pracy lub zdrowia, rozwód, podwyżki stóp procentowych, osłabienie waluty czy inne losowe sytuacje. Nie każdy jednak może sobie pozwolić na kupno mieszkania za gotówkę, dlatego warto stosować się do kilku prostych wskazówek, aby uniknąć utraty płynności finansowej w sytuacjach nieprzewidzianych.

1. Nie zaciągajmy kredytów pod limit naszej zdolności kredytowej. Nie musimy kupować jak największego mieszkania, jeśli nawet bank jest skłonny udzielić nam na nie kredytu mieszkaniowego. Obecne problemy ze spłacaniem kredytów we frankach wynikają głównie nie z powodu osłabienia złotego, lecz właśnie przez kupowanie nieruchomości na kredyt pod limit zdolności kredytowej.

2. Warto uzbierać jak największą kwotę wkładu własnego, co najmniej 20%. Nie tylko raty będą niższe, ale także i inne koszty kredytu. Zresztą zwiększa to nasze pole do negocjacji z bankiem w sprawie marży, prowizji czy innych warunków kredytowych. Osobiście wychodzę z założenia, że jak ktoś nie posiada wkładu własnego, to go po prostu na mieszkanie nie stać. Widocznie tak samo myśli Komisja Nadzoru Finansowego, skoro od 2017 r. 20-procentowy wkład własny będzie obowiązkowy.

3. Warto wziąć kredyt na jak najdłużej, wynegocjować z bankiem brak opłat za wcześniejszą spłatę, zbudować sobie solidny fundusz awaryjny (minimum 10 tys. zł) i nadpłacać kredyt hipoteczny z nadwyżek finansowych. Raty malejące również są dobrym pomysłem, bo dzięki temu koszty kredytu są niższe i szybciej spłacamy kapitał.

To tyle. Obecnie sam zbieram pieniądze na kupno własnego M i być może uda mi się nabyć nieruchomość już w tym roku. Pożyjemy - zobaczymy.

Ile szczęścia daje luksus?

Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy - powiedziała kiedyś Marilyn Monroe. Na pytanie, czy luksus może uczynić nas szczęśliwszymi, postanowił odpowiedzieć jeden z amerykańskich dziennikarzy. Wideo jest raczej z gatunku rozrywkowego niż naukowego, ale można obejrzeć. Droższe nie zawsze oznacza lepsze.



A Wy kupiliście coś kiedyś luksusowego? Dla mnie jedynym w życiu takim wydatkiem było kupno pierścionka zaręczynowego. Jeżeli można to zakwalifikować pod pojęcie luksusu, bo cena nie była luksusowo droga.

Wybieram OFE

Od dziś do końca lipca można zdecydować czy około 15% naszej składki emerytalnej będzie trafiać do ZUS lub OFE. Wybór właściwie bez większego znaczenia. Nie wierzę, że za ileś lat politycy nie stwierdzą, że obcinają nam emerytury np. o połowę. Nie wierzę też w to, że w całości nie położą swoich łap na OFE. Ta "reforma" emerytalna pokazuje, że władza dla stołków zrobi wszystko. Także zostaję w OFE - w imię zasad. Może kiedyś znajdzie się rząd, który po prostu wypłaci te pieniądze (naiwność).

Tutaj można pobrać wniosek, który należy zanieść do ZUS osobiście lub wysłać pocztą. Radziłbym wypełnić 2 kopie (jedna dla nas) i zanieść osobiście, domagając się pieczątki o przyjęciu. W razie (nie)umyślnego zgubienia wniosku przez urzędników mamy dowód, że wniosek został złożony. Wiem, może to paranoiczne, ale moje zaufanie do państwa spadło do minimum.