Kredyty konsumpcyjne - czy warto?

Nie warto.

I właściwie powyższym zdaniem można by zakończyć ten wpis, lecz pokuszę się o kilka słów wyjaśnienia.

Kredyty konsumpcyjne - jak sama nazwa wskazuje - są zaciągane w celach konsumpcyjnych. Potrzebujemy nowy telewizor czy większą lodówkę, a nie mamy pieniędzy? Nie szkodzi. Zawsze można iść do banku czy innej instytucji finansowej i pożyczyć pewną sumę pieniędzy. Co z tego, że na horendalnie wysoki procent? Żyjemy chwilą...

Za pożyczkę kupujemy nowy produkt, który po wyniesieniu ze sklepu staje się używany, czyli mniej cenny. Tak jest na przykład z samochodami, które po wyjeździe z salonu tracą na wartości kilkanaście procent.

Dlatego zaciąganie drogich pożyczek na coś, co z czasem będzie taniało, jest dla mnie zwykłą głupotą. A jedynymi kredytami, które mają jakikolwiek sens ekonomiczny, są kredyty inwestycyjne - oczywiście pod warunkiem, że przyszłe korzyści będą wyższe od kwoty odsetek.

2 drogi do bogactwa

Pomijając szczęśliwą wygraną na loterii czy spadek po bogatych krewnych, istnieją dwie drogi do bogactwa.

Pierwsza z nich jest dobra, gdyż systematycznie kroczymy w słusznym kierunku. Pracujemy dla siebie lub dla kogoś. Otrzymujemy wynagrodzenie i dzięki regularnemu lokowaniu nadwyżek finansowych powiększamy nasz majątek netto. Kupujemy aktywa, które generują dochody pasywne. Im więcej aktywów w portfelu, tym większa niezależność finansowa. W ciągu wielu lat życia zbliżamy się do momentu, w którym nie musimy pracować, aby żyć.

Druga droga jest jeszcze lepsza, choć bardziej kręta. Tutaj role się odwracają - nie pracujemy dla kogoś czy dla siebie, lecz to inni pracują dla nas. Brzmi to brutalnie, ale tak działają przedsiębiorstwa - wysiłek pracowników kumuluje się w zysk dla właściciela. Dzięki temu możemy osiągać dochody nieproporcjonalnie większe niż pracując samemu. A przede wszystkim o wiele szybciej. Wszyscy najbogatsi ludzie na świecie są udziałowcami w wielu firmach.

Ja na razie idę drogą numer 1.

Majątek netto - początek publikacji

Majątek netto (lub aktywa netto) jest różnicą między aktywami a pasywami. Jak już wielokrotnie pisałem, moim celem jest wolność do 2030 roku. Zamierzam ją osiągnąć dzięki systematycznemu powiększaniu majątku netto, który będzie generował coraz większe dochody pasywne. W tym wpisie zaprezentuję aktualny stan, omówię jego składowe, a każdego miesiąca będę publikował aktualizacje. Chcę tym samym pokazać, że da się dojść do rentierstwa dzięki regularnemu oszczędzaniu i inwestowaniu (nie tylko w instrumenty finansowe, ale też w siebie).

Na początku każdego miesiąca wyliczam nasz majątek netto za pomocą arkusza kalkulacyjnego. Takie systematyczne zapisywanie wyników jest bardzo motywujące, dlatego polecam to robić zainteresowanym czytelnikom. I to nie muszą być skomplikowane wyliczenia, ja na przykład stosuję bardzo uproszczoną formę.

majątek netto205 226,32 zł%
gotówka204,52 zł0,10%
konta osobiste480,28 zł0,23%
konta oszczędn.8 983,91 zł4,29%
euro521,52 zł0,25%
srebro63,48 zł0,03%
kawalerka190 584,00 zł91,04%
należności8 500,00 zł4,06%
zobowiązania-4 111,39 zł-

Gotówka - czyli pieniądz w formie papierowej. Warto mieć wolną gotówkę na wypadek, gdyby miała miejsce awaria systemu w banku albo zepsułby się bankomat w okolicy. Dla mnie docelowo jest to kwota 500 zł.

Konta osobiste - tak zwane ROR-y, a więc rachunki rozliczeniowe. My wspólnie korzystamy z T-Mobile Usługi Bankowe ze względu na darmowe: prowadzenie konta, kartę debetową, wypłaty ze wszystkich bankomatów w Polsce. Ostatnio też skusiłem się na ROR w BNP Paribas Banku, bo był tablet do zgarnięcia.

Konta oszczędnościowe - oprocentowane rachunki, które są mniej elastyczne od kont osobistych, ale za to bardziej od lokat. Głównie używam kont w BGŻOptima oraz Meritum Banku, gdyż oferują jedne z najwyższych oprocentowań wśród rachunków oszczędnościowych na rynku.

Euro - 124,68 jednostek europejskiej waluty, głównie pozostałości po wakacjach. Przydadzą się przy następnym wyjeździe za granicę.

Srebro - wygrana kiedyś 1 uncja w konkursie. Nie wiem co z nią zrobić, więc sobie leży :)

Kawalerka - wartość rynkowa kupionego niedawno mieszkania. Wyceniam co miesiąc za pomocą serwisu szybko.pl, przy czym wynik pomniejszam o 10%.

Należności - w tym zawiera się wynagrodzenie za poprzedni miesiąc, a także parę innych rzeczy.

Zobowiązania - czyli długi. Na dzień 1 sierpnia była to składka do ZUS-u za poprzedni miesiąc oraz tworzone przeze mnie księgowe rezerwy na podatek dochodowy, gdyż na działalności rozliczam się kwartalnie.

I to tyle. Jak widać, naszym głównym aktywem jest mieszkanie. Oczywiście, w przyszłości będzie się to zmieniać, lecz nie ukrywam, że wolę nieruchomości (dochody z wynajmu i wzrostu wartości) czy akcje (dochody z dywidend i wzrostu wartości) od depozytów (dochody z odsetek).

Zlikwidujmy zasiłek pogrzebowy, a w zamian obniżmy podatki

Tym wpisem chciałbym zapoczątkować serię artykułów pod tagiem tanie państwo. Będę prezentował proste pomysły na cięcia w wydatkach publicznych, które ostatecznie doprowadziłyby do nadwyżki budżetowej i obniżki podatków. Tylko konkrety.

O zasiłku pogrzebowym już pisałem. Przysługuje on osobie, która pokrywa koszty pogrzebu. W 2011 r. rząd Platformy Obywatelskiej obniżył wysokość zasiłku z 2-krotności średniej krajowej (wtedy 6395,7 zł) do 4000 zł. Przed zmianami należał on do najwyższych w Europie.

W trakcie zmian miały miejsce protesty - głównie Polskiej Izby Pogrzebowej zrzeszającej firmy z branży pogrzebowej. Przedsiębiorstwa te są uprzywilejowane, bo dzięki zasiłkowi pogrzebowemu mają zagwarantowany stały dopływ gotówki i mogą zawyżać ceny. Przy tym nieważne, że w niektórych bogatszych od nas krajach (takich jak Niemcy, Włochy, Wielka Brytania, Norwegia, Finlandia, Szwecja) takiej pomocy państwa po prostu nie ma.

Decyzję rządu uważam za za słuszną. Szkoda tylko, że nie zrekompensowano tego nam, obywatelom, chociażby w postaci obniżki podatków.

Niestety, nie znalazłem w internecie dokładnych danych na temat strat państwa z tytułu zasiłku pogrzebowego i posiłkuję się artykułem. Według moich szacowań oszczędność z likwidacji tego zasiłku wyniosłaby blisko 1,7 mld zł. Na każdą z 16 mln zatrudnionych osób w Polsce daje to około 106 zł rocznie. O tyle mniej więcej można odciążyć każdego pracującego i w konsekwencji zmniejszyć klin podatkowy.

Skutki? Spadek kosztów stałych w przedsiębiorstwach, redukcja kosztów administracji państwowej, efektywniejsza alokacja kapitału w gospodarce, nowe miejsca pracy w sektorze prywatnym. Ceny usług pogrzebowych zostaną bardziej "urynkowione", co przełoży się nie tylko na cenę i jakość tych usług, ale też na ich różnorodność.

Dziś państwo tańsze o 1,7 mld zł. Jeżeli macie jakieś uwagi na temat wpisu lub inne pomysły na tanie państwo, piszcie w komentarzach.