Zakaz handlu w niedzielę


Przed nami dwie niedziele handlowe. Oznacza to spokojną sobotę, gdyż nie trzeba zamartwiać się, czego może w niedzielę w domu zabraknąć. Nam ostatnio zabrakło pieczywa i trzeba było szukać po okolicy. Ale to i tak drobiazg. Szczególnie nie zazdroszczę rodzicom małych dzieci, którym w niedzielę skończyć się np. pieluchy.

Nakazywanie ludziom, kiedy mają robić zakupy, pracować i odpoczywać, jest świetnym przykładem zwycięstwa ideologii nad rozumem. Tym bardziej, że wolne niedziele dotyczą jednej grupy zawodowej, a cierpią na tym wszyscy konsumenci. Idąc tym tropem, dlaczego w niedzielę muszą pracować policjanci, lekarze, strażacy, ochroniarze, księża czy (ironia losu) inspektorzy pracy?

I tak oto w soboty tłumy są w sklepach, a w niedziele w parkach. Jeśli w ten sposób ma wyglądać niedzielny odpoczynek, pełen spokoju i relaksu, to ewidentnie coś poszło nie tak.

Na Węgrzech z zakazu handlu w niedzielę wycofano się po 13 miesiącach, czy taki scenariusz zrealizuje się w Polsce? Niestety, na to się nie zanosi.